Bianca Sterling siedziała przy barze w klubie, pijąc samotnie, gdy podszedł do niej jakiś mężczyzna. „Cześć, ślicznotko”. Usiadł blisko i przyjrzał się jej. „Wiedziałem, że cię tu znajdę”. Wydawało się, że ją rozpoznaje. „Skąd ten nastrój? To do ciebie niepodobne”.
Bianca spojrzała na niego bez cienia zainteresowania. „Kim ty jesteś?” – zapytała.
Mężczyzna wyglądał na zaskoczonego i nieco rozgniewanego faktem, że go nie kojarzy. „Co?! Kim jestem? Nie mów, że mnie nie znasz” – powiedział i dotknął jej ramienia w prowokujący sposób.
Bianca odtrąciła jego rękę. „Nie mam pojęcia, kim jesteś” – rzuciła i wstała, by wyjść.
Chciała odejść, ale on złapał ją za rękę. „Hej, suko!” – zawołał, wyraźnie wściekły.
Ludzie w barze odwrócili się, by obserwować tę scenę.
Bianca spojrzała na niego lodowatym wzrokiem. „Natychmiast puść moją rękę!” – krzyknęła i uderzyła go torebką po dłoniach.
Uwolniła się i zmierzyła go wzrokiem. „Nie interesuje mnie, za kogo ty się uważasz. Jesteś zbyt naiwny czy zbyt głupi, by zrozumieć, co mówię? Nawet nie potrafisz zachować się jak dżentelmen”.
Przeskanowała go wzrokiem od stóp do głów z wyraźną pogardą. „Przejrzałeś się w ogóle w lustrze, zanim tu przyszedłeś?” – zapytała i złapała się za nos. „Boże, śmierdzisz błotem. Idź się odświeżyć, jeśli szukasz damy, i ogol się, bo twoja twarz wygląda obrzydliwie”. Powiedziała to i odeszła, zostawiając go w osłupieniu.
...
Alaric Sterling siedział z dyrektorem z Nowej Zelandii w sali VIP pewnej restauracji. Po posiłku przeszli do rozmów.
„Po tych plotkach, a raczej doniesieniach o pańskim ostatnim skandalu, byliśmy bliscy wycofania się z kontraktu. Jednak widząc, jak rozwiązał pan ten problem bez większego kryzysu, uznaliśmy pana za osobę solidną i godną zaufania w tym interesie” – powiedział dyrektor z uśmiechem.
Alaric uśmiechnął się łagodnie. „Bardzo dziękuję za pokładane we mnie zaufanie. Nie zawiodę pana, moja firma dołoży wszelkich starań, by wyciszyć te medialne doniesienia” – odparł Alaric.
„Jestem pewien, że pan temu podoła”. Dyrektor skinął głową z lekkim śmiechem.
Twarz Alarica znów stała się poważna. „A co z produkcją? Czy ustalono już termin ich przyjazdu?” – zapytał.
„Tak”. Podał Alaricowi teczkę. „Oto kolejne kroki. Powinno to nastąpić w ten weekend”.
„Przygotowaliśmy już wszystko. Oczekuję, że przeprowadzimy to sprawnie”. Obaj skinęli głowami i kontynuowali dyskusję.
Z kolei Elara Vance przybyła do tej samej restauracji z dostawą. Zapukała do drzwi jednej z sal i powoli je otworzyła.
„Dostawa pizzy” – oznajmiła. Zobaczyła grupę czterech mężczyzn pijących alkohol i weszła do środka. „Dzień dobry, pizza dojechała”.
Wszyscy podnieśli wzrok i zawołali jednocześnie: „Wow, ale ona ładna”. Elara spuściła wzrok.
„Hej, ty!” – zawołał jeden z nich, a ona spojrzała w górę. „Już nie chcemy tej pizzy”.
„Ale przecież złożyliście zamówienie” – zauważyła.
„Spóźniłaś się” – odparł, pociągając łyk alkoholu.
„Przepraszam, były korki” – próbowała wyjaśnić Elara.
Chłopak prychnął. „I kazałaś nam czekać. Już jej nie potrzebujemy!” – podniósł głos.
Elara przygryzła dolną wargę; nie mogła wrócić z pizzą, skoro zamówienie zostało już nabite.
Spojrzała na stół, zobaczyła napoje i wpadła na pewien pomysł. Uśmiechnęła się. „Jeśli wypiję dwie butelki tego alkoholu, to zmienicie zdanie?” – zapytała.
Mężczyzna parsknął. „Dwie to mało, wypij cztery”.
„Rozważę to, jeśli opróżnisz pięć butelek” – dodał inny, uśmiechając się szeroko.
Elara spojrzała na niego; nie zamierzała się teraz wycofać. „Dobrze zatem”.
Podeszła do stołu, a oni zaczęli wiwatować. Wypiła pierwszą butelkę, potem drugą.
Jeden z nich przyjrzał jej się uważnie. „Już po dwóch jesteś nieźle wstawiona, poddaj się, zapłać za trunki i uciekaj ze swoją pizzą” – zaśmiał się.
Elara spojrzała na niego. „Nie poddaję się tak łatwo”. Wzięła trzecią butelkę i ją opróżniła, czując już wyraźne zawroty głowy.
„Oho!” Spojrzeli na nią zdumieni, że sięgnęła po kolejną.
„Mocną ma głowę” – zaśmiał się jeden i podał jej czwartą butelkę. Elara piła ją z trudem, będąc już mocno pijaną.
Wiedziała, że oni mają niezłą zabawę, ale nie mogła odpuścić – płacenie za alkohol i pizzę z własnej kieszeni oznaczałoby dla niej klęskę.
Skończyła czwartą butelkę i przez chwilę odpoczywała. „Dam radę...” – szepnęła, ciężko oddychając. Wzięła piątą butelkę i przyjrzała się jej.
„Dobra, wystarczy, bierzemy tę pizzę” – jeden z nich powstrzymał ją przed piciem piątej butelki.
Elara spojrzała na nich. „Widzicie... nie poddałam się” – wybełkotała pijackim głosem.
„Tak, wiemy”.
Oddali jej pieniądze, a ona, zataczając się, ruszyła do drzwi. „Nic jej nie będzie?” – zapytał jeden z troską w głosie.
„Pewnie nie, twarda jest” – odparł drugi, nalewając sobie kolejną szklankę.
„Ale ją urobiliśmy”. Wszyscy się zaśmiali i pili dalej.
Elara wyszła za drzwi, wciąż zamroczona. „Dlaczego ziemia się kręci?” – oparła się o ścianę, uśmiechając się. „Byłoby miło, gdybym mogła opuścić ten kraj, tak krążąc”. Zaczęła zataczać ręką kółka w powietrzu i uśmiechała się błogo.
Alaric i dyrektor skończyli rozmowę i wyszli z sali VIP. Alaric zobaczył ją opartą o ścianę, rozpoznał i prychnął.
Dyrektor zauważył to i spojrzał na niego. „Zna ją pan?” – zapytał.
„Nie. Chodźmy”. Odprowadził dyrektora do samochodu, uścisnęli sobie dłonie i dyrektor odjechał.
Alaric spojrzał w stronę restauracji i po chwili wahania wszedł do środka. „Hej”. Spojrzał na Elarę chłodno, trzymając ręce w kieszeniach.
Elara spojrzała na niego. „Chce pan pizzę z dostawą...?” – zapytała ze srogim rauszem na twarzy.
Alaric przyglądał jej się, zastanawiając się, czy go nie poznaje, czy to tylko przez ten alkohol.
Elara przyjrzała mu się uważniej; był taki przystojny, a jego wygląd zdradzał bogactwo. „Och, pan jest bogaty”.
Uśmiechnęła się, wpatrzona w jego twarz. „Garnitur... krawat... i przystojny”. Podeszła bliżej i delikatnie chwyciła za poły jego marynarki.
Stanęła na palcach i musnęła jego wargi swoimi czerwonymi, miękkimi ustami. Alaric osłupiał.
















