Cena jego dumy

Cena jego dumy

Autor: iiiiiiris

Rozdział 2: Nieprzyjemne spotkanie z nieznajomym
Autor: iiiiiiris
14 cze 2026
Elara odwiedziła swojego kuzyna Juliana Brooksa w jego domu; było to miejsce, do którego uwielbiała przychodzić, gdy tylko dopadała ją nuda w domu. Siedziała z Isolde, siostrą Juliana, rozmawiając, podczas gdy Julian, niemalże uzależniony od gier, siedział przed konsolą. Elara nie mogła powstrzymać prychnięcia. "Wcale nie martwisz się o znalezienie pracy, jaki jest twój sekret? Nie musisz go przed nami ukrywać" – powiedziała Elara, ciekawa jego planów na przyszłość. "Gry wideo" – odparł od niechcenia Julian, nie odrywając wzroku od ekranu. Elara była zdezorientowana. "Gry wideo to nie firma ani praca". "Tak, to gra". "Nie studiowałeś przez cztery lata po to, żeby grać w gry" – stwierdziła Elara. Przerażała ją myśl, że skoro ona nie może znaleźć pracy, to jej kuzyn również będzie beznadziejny, marnując życie na gry. Julian zapauzował grę, niemal czytając w jej myślach. Odwrócił się do niej i potrząsnął głową. "Nie masz o tym pojęcia, Elara". "Więc mi wyjaśnij". Podniosła dumnie podbródek. "Zamierzam tworzyć gry". Julian skrzyżował ramiona i powiedział to zupełnie poważnie. "Gry". Julian wiedział, że Elara nie rozumie; zawsze taka była, odkąd ją znał. Była naiwna, więc po prostu uśmiechnął się i zaczął jej cierpliwie wyjaśniać: "Tak, gry. Studiowałem sztukę, więc będę rysownikiem i będę tworzył gry wideo". "Wow! Sam na to wpadłeś?". Elara nie mogła powstrzymać uśmiechu, pod wrażeniem tego, jak dobrze wszystko zaplanował. Julian tylko dumnie skinął głową. "Zazdroszczę ci" – przyznała w końcu, zdając sobie sprawę, że jej sytuacja jest o wiele bardziej godna pożałowania. "Zawsze mi zazdrościłaś" – odparł z uśmiechem Julian. "Nie bądź taki pewny siebie, wcale nie zawsze". Skrzywiła się. Julian uśmiechnął się i wrócił do gry. "Skoro studiowałeś sztukę i chcesz być rysownikiem... a ja studiowałam sztukę i zarządzanie, to co ja powinnam zrobić?" zastanawiała się głośno Elara, na co Isolde i Julian wybuchnęli śmiechem. "Co w tym śmiesznego?" Elara spojrzała na nich. Isolde, która dotąd tylko ich obserwowała, powiedziała przez śmiech: "Ty jesteś śmieszna". "To prawda, bez względu na wszystko żadna firma nie chce mnie przyjąć. Chyba zostanę modelką, skoro jestem taka ładna" – powiedziała Elara, uśmiechając się do nowego pomysłu. "Czyż nie jestem ładna?" Julian, wciąż pochłonięty grą, odpowiedział szczerze: "Jasne, że jesteś. Omal nie pocałowałem cię na szkolnej imprezie trzy lata temu, bo wyglądałaś tak uroczo i olśniewająco". "Masz rację, jestem urocza i olśniewająca". Elara westchnęła niespełniona. "Dlaczego więc oni nie widzą mojego piękna, co?!" Julian zaśmiał się z jej pytania. "To dlatego, że jesteś niezdarna". Elara zmrużyła oczy i rzuciła w niego skórką od banana, którą trzymała w ręku. "Kto tu jest niezdarny?" "Hej! Jestem tu od ciebie starszy" – upomniał ją Julian, nie przerywając gry. Elara rzuciła w niego kubkiem. "Elara, przestaniesz? Zaraz wygram ten mecz!". Rozpraszała go, a on nie mógł jej powstrzymać, będąc tak skupionym na rozgrywce. Elara, czerpiąc z tego frajdę, wciąż rzucała w niego różnymi przedmiotami. "Najpierw przeproś" – zażądała. "Dobra, przepraszam, nie jesteś niezdarna, więc proszę, przestań we mnie rzucać i rozmawiaj dalej z Isolde". Elara przestała i wstała. "No dobra, skup się na swojej grze". Nudziło ją już siedzenie tutaj. Isolde spojrzała na Elarę, która sięgała po torebkę. "Wybierasz się gdzieś?" zapytała. "Nudno tu, muszę się przejść. Nigdy nie wiadomo, czy nie znajdę czegoś lepszego do roboty". "Chcesz, żebym poszła z tobą?" zaproponowała Isolde. Elara uśmiechnęła się; zawsze uwielbiała towarzystwo Isolde. "Bardzo chętnie". Isolde natychmiast wstała. "Pójdę się przebrać i zaraz będę" – powiedziała, wychodząc do swojego pokoju. Elara podeszła do lustra i długo przyglądała się swojemu odbiciu. "Naprawdę jestem ładna". Podziwiała samą siebie. Bez względu na to, co mówili inni, wiedziała, że jest bardzo ładna i nie obchodziło jej, czy ktoś inny prawi jej komplementy. "Gol!" wykrzyknął nagle Julian. Elara spojrzała na niego i westchnęła. "Ciszej, proszę". "Strzeliłem gola, Elara! Wygrałem mecz!" – zawołał z ekscytacją. "Mówiłeś to dwie sekundy temu". Pokręciła głową i poprawiła włosy. Julian odwrócił się do niej; wygrał mecz, więc miał teraz czas, by na nią spojrzeć. "Więc co mówiłaś przed chwilą o byciu ładną?" zapytał. Słyszał jej słowa, ale wtedy był zbyt pochłonięty grą. Elara uśmiechnęła się i spojrzała na niego. "Nie nadaję się na modelkę?" zapytała. Myśląc o swojej urodzie, uznała, że bycie modelką to wcale nie taki zły pomysł. Julian zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu i pokręcił głową. "Szczerze mówiąc? Nie". "Dlaczego?" Elara wypuściła powietrze. "Po prostu nie masz za grosz wyczucia mody ani stylu" – odparł szczerze. Elara prychnęła; dla niej to, co mówił, było bzdurą. Odwróciła wzrok. "Skup się lepiej na swojej grze". Isolde wyszła już ubrana. "Gotowa". Obie ruszyły do wyjścia. "Cześć dziewczyny, nie oddalajcie się za bardzo. I Elara!" zawołał Julian. "Co?!" Spojrzała na niego. "Nie gadaj o swoich problemach byle komu" – powiedział poważnie. Elara miała dość jego pouczania i westchnęła. "Aish... Graj sobie w te swoje gry, nie będę". Zwróciła się do Isolde: "Chodźmy stąd, zostawmy tego gracza". Opuściły dom. ... "Więc co teraz, Elara? Dokąd idziemy?" zapytała Isolde. Po chwili namysłu Elara odpowiedziała: "Chodźmy najpierw na plażę, potrzebuję powietrza". Isolde spojrzała na kuzynkę poważnie. "Masz pieniądze na autobus?" zapytała. Elara zatrzymała się i zajrzała do portfela. "Zapomniałam. Po prostu chodźmy tam, gdzie nas nogi poniosą". Ruszyła przodem. Isolde pokręciła głową i westchnęła. "W tym cały problem". Podbiegła, by dogonić Elarę. "Wszystko w porządku?" musiała zapytać. "Nie, ale mam pewien pomysł". "Jaki?" "Zgłoszę się jako modelka". "Elara, czy ty w ogóle masz pieniądze na zgłoszenie?" "Sprzedam po prostu wszystkie swoje rzeczy" – odpowiedziała Elara z uśmiechem. Isolde, która nie mogła pojąć toku myślenia dziewczyny, westchnęła i spojrzała na nią jak na wariatkę. "Zupełnie ci odbiło". Valerius Heights. Alaric Sterling przybył do siedziby firmy i został odprowadzony korytarzem do swojego biura. Dziadek już na niego czekał. Arthur, jego główny asystent, podał mu teczkę. "Proszę pana, to pełna lista osób, które złożyły podania" – powiedział, gdy weszli do windy. "A co z tymi, którzy aplikowali na stanowisko sekretarza?" zapytał elegancko. "Tutaj". Arthur podał mu kolejny plik dokumentów. Alaric spojrzał na niego. "Cztery osoby". "Tak, proszę pana". "Czy wysłaliście już e-maile do osób zdyskwalifikowanych?" zapytał niskim głosem. "Tak, proszę pana". Alaric zamknął teczkę. "Przynieś mi ich życiorysy, chcę rzucić okiem". "Oczywiście, zaraz to zrobię". Winda otworzyła się i wysiedli. Arthur zatrzymał się przed drzwiami biura. Alaric wszedł do środka i zobaczył ojca stojącego przy oknie balkonowym. "Dzień dobry, prezesie Sterling" – przywitał się. Maximilian Sterling odwrócił się z uśmiechem. "Mój synu". Obaj usiedli. "Co sprowadza pana dzisiaj do biura, prezesie?" "Słyszałem o interesach w Nowej Zelandii. Czy przygotowałeś już plany produkcyjne?" zapytał z poważną miną. "Tak. Podzieliłem je już, biorąc pod uwagę ich preferencje" – odpowiedział z szacunkiem Alaric. "To dobrze. Prezes z Nowej Zelandii to bardzo surowy biznesmen i otacza się podobnymi ludźmi. Ten kontrakt pomoże naszej firmie" – powiedział Maximilian. "Wiem o tym. Podjąłem już odpowiednie kroki" – odparł Alaric; wszystko dokładnie skalkulował. Maximilian wiedział, że może ufać wnukowi w tej kwestii. Zawsze był dumny z jego planowania strategicznego w biznesie. "Dobrze. A co z rozwojem?" "Wszystko postępuje zgodnie z planem". "Powierzam to tobie". "Nie zawiodę pana" – zapewnił Alaric, wiedząc, jak bardzo dziadkowi zależy na firmie. Maximilian Sterling wstał, a Alaric poszedł w jego ślady. "Zostawiam cię teraz przy pracy". "Oczywiście, prezesie". Maximilian spojrzał łagodnie na Alarica i uśmiechnął się. "Rozmowy służbowe skończone, możesz mi mówić 'dziadku'". Alaric spojrzał na niego. "Będę już szedł". Ruszył do drzwi, a Alaric za nim. Maximilian odwrócił się jeszcze raz. "Wpadnij niedługo, babcia za tobą tęskni". "Wpadnę" – obiecał Alaric. Maximilian opuścił biuro, a Alaric usiadł w fotelu, przeglądając dokumenty, gdy po zapukaniu wszedł Arthur. "Proszę pana, przyniosłem życiorysy, o które pan prosił". "Dobrze, zostaw je na biurku". Arthur odłożył dokumenty i odsunął się. "Możesz odejść". "Proszę pana..." Alaric spojrzał na niego wyczekująco. "Na placu budowy nastąpiła awaria". Alaric natychmiast podniósł wzrok z poważną miną. "Dwie osoby zostały ranne" – kontynuował raport Arthur. Alaric natychmiast wstał. "Są już w szpitalu?" zapytał, chwytając marynarkę. "Tak, proszę pana" – odpowiedział szybko Arthur. "Powinieneś mi to zameldować wcześniej" – stwierdził Alaric, wkładając marynarkę. "Był pan z prezesem, nie chciałem przerywać spotkania" – wyjaśnił Arthur. Alaric wyszedł z biura, a Arthur podążył za nim. "Poza tymi dwiema osobami, czy ktoś jeszcze odniósł obrażenia?" zapytał, wchodząc do windy. "Nie, kazałem pozostałym pracownikom opuścić teren, sytuacja jest pod kontrolą kilku strażników" – poinformował Arthur. "Dobrze. Jadę teraz na miejsce, a potem do szpitala. Odwołaj wszystkie moje spotkania. I dopilnuj, żeby to nie wyciekło do mediów" – polecił Alaric. "Tak jest". "Z tych życiorysów na biurku wybierz osobę z najlepszymi kwalifikacjami i powiedz jej, żeby jutro stawiła się do pracy" – rzucił Alaric, wychodząc z windy. "Oczywiście". Alaric przeszedł do samochodu; jego długie nogi opięte były czarnymi spodniami od garnituru. Cillian Mercer, jego kierowca, otworzył drzwi i natychmiast odjechali. ... Elara i Isolde wracały z parku, żartując. Rozmawiały o zabawnym występie, który właśnie widziały, gdy Isolde spojrzała przed siebie. "Elara, może zatrudnisz się tutaj? Jest wolny wakat". Isolde wskazała na restaurację. Elara spojrzała na restaurację i zmarszczyła brwi. "Hej, Isolde, zapominasz, że mam wyższe wykształcenie. Jak możesz oczekiwać, że będę pracować w takiej restauracji? Daj mi jakąś lepszą opcję". "W porządku". Izzy zamilkła. Wzrok Elary padł na tablicę ogłoszeń. "Isolde". Poklepała przyjaciółkę po ramieniu. "Co?" "Chyba coś widzę". Elara podbiegła do ogłoszenia przy drodze i zerwała kartkę. Przeczytała ją z uśmiechem i błyskiem w oczach. "Przesłuchanie dla modelek". Elara uśmiechnęła się szeroko. "Isolde, znalazłam swój szczęśliwy los!". Pomachała kartką w powietrzu. W tym samym momencie obok niej przejechał rozpędzony samochód. Chlust!... Elara i trzymana przez nią kartka zostały ochlapane błotem. "O nie..." Isolde podbiegła do Elary. "Elara, wszystko w porządku?" zapytała. Samochód się zatrzymał. Elara spojrzała na Isolde. "Czy wyglądam, jakby było w porządku? Jestem cała w błocie, a ty pytasz, czy w porządku?". Spojrzała na kartkę w ręku. "Och, mój szczęśliwy los. Już po nim, to kompletna ruina". Odwróciła się z wściekłością i podeszła do samochodu. Mercer wysiadł z auta. "Bardzo przepraszam" – zaczął Mercer. Elara zmierzyła go wzrokiem. "Czy słowo 'przepraszam' cofnie czas, co?! Czy może robicie tak dlatego, że ja nie mam szpanerskiej fury?" – wykrzyczała wściekle. Wewnątrz auta Alaric sprawdził godzinę; nie miał całego dnia. Wyjrzał przez okno, widząc Elarę marnującą ich czas. "Wy, bogacze, nie liczycie się z ludźmi. Dlaczego nie patrzycie, dokąd jedziecie, zanim się rozpędzicie?" – krzyczała Elara, wiedząc po marce auta, że tylko bogacz może je posiadać. Alaric Sterling wysiadł z samochodu. Isolde patrzyła na niego z zaskoczeniem; był tak przystojny i elegancki, że jego sama obecność sprawiła, że aż drgnęła. Wyjął pieniądze z portfela i podał je Elarze. "To załatwia sprawę, prawda?" – powiedział niskim, obojętnym głosem. "Mercer, jedziemy". Odwrócił się, by wsiąść do auta. Elara rzuciła pieniędzmi w Alarica; banknoty rozsypały się na ziemi. Isolde zakryła usta dłonią, wstrząśnięta jej zachowaniem. Alaric odwrócił się z gniewem. Elara również patrzyła na niego wściekła. "Czy wyglądam dla ciebie żałośnie? Albo biednie, co?!" – zapytała bez cienia strachu. "Wy, bogacze, myślicie, że wszystko da się rozwiązać pieniędzmi. Czy prosiłam o pieniądze? Czy twoje pieniądze wyczyszczą mój szczęśliwy los?" Była wściekła, że ten człowiek potraktował ją z góry. "Ty jeździsz luksusowym autem, a ja chodzę pieszo – czy to daje ci prawo do takiego zachowania?". Nie mogła znieść jego postawy, bez względu na to, jak był zamożny. "Jestem cała w błocie, a ty jedyne, co potrafisz zrobić, to rzucić we mnie pieniędzmi i powiedzieć, że to załatwia sprawę!". Oczy Alarica pociemniały. Kim do licha jest ta dziewczyna, żeby śmieć tak do niego mówić? "Hej!...". "Czekaj!" Elara podniosła rękę, by go uciszyć. "Mam studia, a wciąż nie mogę znaleźć pracy. Wszystkie firmy, do których aplikowałam, odrzuciły mnie. Próbuję znaleźć cokolwiek innego, a ty tutaj tylko pogarszasz mój stan" – powiedziała ochrypłym głosem. Isolde wiedziała, że Elara staje się zbyt emocjonalna, i podeszła, by ją powstrzymać. "Elara, przestań, już dobrze". Elara nie zamierzała słuchać. "Czekaj, Isolde. Ty też... zasugerowałaś mi pracę w restauracji. Wybrałam modeling, a teraz jestem cała w brudzie". Alaric patrzył na nią; wiedział, że traci tu czas, ale jego chłodne i gniewne spojrzenie zaczęło łagodnieć.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2: Nieprzyjemne spotkanie z nieznajomym – Cena jego dumy | Czytaj powieści online na beletrystyka