Gorzka gra kapitana

Gorzka gra kapitana

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 5: Perspektywa CLARY
Autor: Aeliana Moreau
20 lip 2026
Rozdział 5: Punkt widzenia Clary – Może po prostu podoba mi się wizja patrzenia, jak Rhys Kincaid wije się jak piskorz. – To nie jest prawdziwa odpowiedź. – Tylko taką dostaniesz. – W takim razie nie jestem zainteresowana. – Jesteś tego pewna? – Jego dłoń uniosła się – powoli, jakby dawał mi czas na ruch, na protest, na powiedzenie mu, żeby przestał – a jego palce musnęły moją linię szczęki. Przestałam oddychać. Dotyk był lekki. Ledwo wyczuwalny. Ale posłał prąd, który popędził wzdłuż mojego kręgosłupa i zebrał się nisko w brzuchu w sposób, który sprawił, że miałam ochotę zacisnąć uda. – Bo z mojej perspektywy nie wyglądasz na niezainteresowaną. – Jego kciuk z dręczącą powolnością prześledził linię mojej szczęki. – Ja... – Słowa uwięzły mi w gardle. – Twoje źrenice są rozszerzone. Oddech płytki. A gdybym miał zgadywać... – Jego kciuk przesunął się na mój punkt tętna, delikatnie naciskając. – Twoje serce bije jak oszalałe. Niech go szlag za to, że miał rację. Szlag by trafił moje ciało za to, że mnie zdradzało. Szlag by trafił wszystko w tej chwili. – To o niczym nie świadczy. – Ale mój głos zabrzmiał słabo i chrapliwie. – Naprawdę? – Jego kciuk przesuwał się teraz po mojej dolnej wardze, a ja musiałam zdusić w sobie dźwięk, który byłby absolutnie upokarzający. – Moglibyśmy być w tym nieźli, Claro. Profesjonalnie rzecz biorąc. Dać przedstawienie, w które uwierzą wszyscy. Sprawić, że Rhys pożałuje wszystkiego. – A co się stanie, kiedy to się skończy? – Słowa wybrzmiały ledwie szeptem. – Kiedy skończymy udawać, a ty dostaniesz to, czego tak naprawdę chcesz? – Wtedy to zakończymy. W przyjaznej atmosferze. Ty dostaniesz swoją zemstę. Ja dostanę to, czego potrzebuję. Wszyscy wygrywają. – Poza Rhysem. – Zwłaszcza Rhys. Jego kciuk ponownie nacisnął moją wargę, tylko odrobinę, a moje usta rozchyliły się instynktownie. Jego oczy pociemniały. Powietrze między nami się zmieniło. Zgęstniało. Gorąco pełzło po mojej szyi, gromadząc się w miejscach, o których bardzo starałam się nie myśleć. – Jak długo? – zapytałam, bo musiałam coś powiedzieć, zanim zrobię coś głupiego, na przykład skrócę dystans między nami. – Jak długo co? – Ten udawany związek. Jeśli bym się zgodziła – a nie mówię, że tak jest – jak długo by to trwało? Zastanowił się, a ja nienawidziłam faktu, że wpatrywałam się w jego usta, kiedy on myślał. – Dwa miesiące. Wystarczająco długo, by wywrzeć wrażenie. Potem nasze drogi się rozejdą. Czyste cięcie. – Dwa miesiące okłamywania wszystkich. – Dwa miesiące odzyskiwania kontroli. – Jego dłoń przesunęła się, by w pełni ująć moją twarz, i powinnam była się odsunąć, ale tego nie zrobiłam. – Pomyśl o tym. Dwa miesiące, w których ty decydujesz, jak potoczy się ta historia. Nie Rhys. Nie twoja rodzina. Ty. Boże, dlaczego musiał sprawiać, że brzmiało to tak kusząco? – Co musielibyśmy robić? – Mój głos był już ledwie słyszalny. – Przez te dwa miesiące? – Publiczne wystąpienia. Mecze. Kolacje. Wydarzenia charytatywne. – Przerwał, a w jego oczach błysnęło gorąco. – Cokolwiek robią pary. – Udawane pary. – Czy to ma jakieś znaczenie? – Jego kciuk przesuwał się teraz po mojej kości policzkowej, a ja przegrywałam wewnętrzną walkę, by się w niego nie wtulić. – Jeśli to wygląda na prawdziwe, jeśli wydaje się prawdziwe, jeśli wszyscy wierzą, że to prawda – jaka to różnica? – Różnica polega na tym, że to nie jest prawda. – Tego właśnie chcesz? Rzeczywistości? – Przysunął się na tyle blisko, że czułam jego oddech na swoich ustach. – Bo rzeczywistość jest taka, że Rhys zdradzał cię być może przez cały wasz związek. Rzeczywistość jest taka, że nazywał cię nieudolną. Rzeczywistość to ty, stojąca w deszczu na jego treningach, podczas gdy on sypiał z innymi kobietami. Do takiej rzeczywistości chcesz wracać? Każde słowo uderzało jak policzek. Bo miał rację. Rzeczywistość była niczym innym jak bólem, kłamstwami i staniem w deszczu z nadzieją, że ktoś mnie zauważy. – Musielibyśmy to dobrze sprzedać. Sprawić, by ludzie uwierzyli, że to prawda. To oznacza dotyk. Trzymanie się za ręce. – Jego kciuk znów prześledził moją linię szczęki. – Całowanie. Ugięły się pode mną kolana. – Całowanie. – Jeśli sytuacja będzie tego wymagać. – Jego wzrok był teraz utkwiony w moich ustach. – Nie możemy pozwolić, by ludzie myśleli, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. – To szaleństwo. – Może. – Jego dłoń wsunęła się w moje włosy, palce delikatnie się w nie wplotły, a ja zapomniałam, jak się oddycha. – Ale nie powiedziałaś „nie”. Bo nie potrafiłam. Niech Bóg ma mnie w swojej opiece, nie potrafiłam powiedzieć „nie”. Chciałam tego. Chciałam czuć się pożądana. Chciałam pokazać Rhysowi, że potrafię iść naprzód, że jestem warta więcej, niż kiedykolwiek docenił. Chciałam być postrzegana jako ktoś inny niż tylko dziewczyna, która została zdradzona. Nawet jeśli to było udawane. Nawet jeśli to było kłamstwo. Nawet jeśli najprawdopodobniej wybuchnie mi to prosto w twarz. Jego kciuk ponownie nacisnął moją dolną wargę i tym razem nie potrafiłam powstrzymać cichego dźwięku, który mi się wyrwał. Coś błysnęło w jego oczach. – Więc, co powiesz, Claro? – Jego głos był teraz chropowaty. Napięty. – Pozwolisz Rhysowi Kincaidowi wygrać? Czy pokażesz mu dokładnie, co odrzucił? Zapatrzyłam się w te błękitne oczy. Czułam jego gorąco. Jego obecność. Sposób, w jaki patrzył na mnie, jakbym w tej chwili była jedyną osobą, która się liczy. Przez jedną szaloną, lekkomyślną sekundę prawie powiedziałam „tak”. Prawie pozwoliłam sobie wpaść w pułapkę, którą na mnie zastawił. Ale wtedy rzeczywistość uderzyła we mnie ze zdwojononą siłą. Ten mężczyzna wiedział o mnie wszystko. Zaranżował to spotkanie. Oferował mi coś, co brzmiało zbyt dobrze, by mogło być prawdziwe. Ponieważ było zbyt dobre, by mogło być prawdziwe. Mężczyźni nie robili niczego z dobroci serca. Rhys dokładnie mnie tego nauczył. Czegoś chcieli. Zawsze. Zawsze mieli w tym jakiś ukryty cel. A ja nie zamierzałam dać się ponownie wykorzystać. Nie przez Rhysa. I na pewno nie przez Kaelena Vossa. Zanurkowałam pod jego ramieniem, z taką prędkością dystansując się od niego, że omal nie potknęłam się o własne nogi. Moja klatka piersiowa unosiła się ciężko. Moje ciało krzyczało, żebym wróciła, pozwoliła mu znów się dotknąć, powiedziała „tak” na cokolwiek mi oferował. Ale tego nie zrobiłam. – Nie. Odwrócił się powoli. Jego oczy były utkwione w moich. Wyraz twarzy nieodgadniony. – Nie? – Nie jestem zainteresowana. – Mój głos drżał, ale i tak zmusiłam się do wypowiedzenia tych słów. – Nie potrzebuję twojej pomocy. Nie potrzebuję zemsty. I na pewno nie potrzebuję, by jakiś obcy facet zgrywał wybawiciela, bo ma swoje własne plany, których nawet nie zamierza mi wyjaśnić. – Claro... – Znajdź sobie kogoś innego do gry w szachy. – Chwyciłam za klamkę, szarpiąc drzwi. – Skończyłam z byciem pionkiem na cudzej planszy. Sheila stała tuż obok, gdy wyszłam, a jej oczy były szeroko otwarte ze zdziwienia. – Och! Czy ty... już skończyliście? – Rezygnuję. I odeszłam. Nie oglądałam się za siebie. Nie mogłam. Bo gdybym to zrobiła, zobaczyłabym te błękitne oczy, to ciało i ten niebezpieczny uśmiech. I zmieniłabym zdanie. Coś zabiło mocniej w mojej piersi. Ręce mi się trzęsły. Całe moje ciało wydawało się płonąć. Dotarłam do windy, zanim musiałam oprzeć się o ścianę. – Jasna cholera – szepnęłam do pustego korytarza. Bo właśnie odrzuciłam Kaelena Vossa. Najgorętszego faceta, jakiego w życiu widziałam. Który zaoferował mi dokładnie to, czego pragnęła jakaś mroczna, żądna zemsty część mnie. A ja po prostu odeszłam. Winda rozbrzmiała dzwonkiem. Weszłam do środka, wciskając przycisk parteru. Mój telefon zawibrował. Nieznany numer. Gapiłam się na niego przez trzy długie sekundy, zanim otworzyłam wiadomość. "Trzy dni, Claro. Tak długo moja oferta pozostaje aktualna. Potem radzisz sobie sama. – K" Przeczytałam to dwa razy. Potem zablokowałam numer. Wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni. I starałam się zignorować pulsowanie między udami, które podpowiadało mi, że właśnie podjęłam najmądrzejszą albo najgłupszą decyzję w moim życiu. Czas miał pokazać, którą z nich.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5: Perspektywa CLARY – Gorzka gra kapitana | Czytaj powieści online na beletrystyka