Gorzka gra kapitana

Gorzka gra kapitana

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 6: Perspektywa Klary
Autor: Aeliana Moreau
24 lip 2026
Rozdział 6: Punkt widzenia Clary Jego dłonie spoczywały na moich biodrach. Stanowcze. Zaborcze. Palce wbijały się w moją skórę na tyle mocno, by zostawić ślady. Byłam przyciśnięta do czegoś zimnego. Może do ściany. Może do szyby. Nie potrafiłam tego określić. Nie obchodziło mnie to. Bo jego usta były na mojej szyi, zęby muskały wrażliwe miejsce tuż pod uchem, a ja nie mogłam oddychać. Nie mogłam myśleć. – Powinnaś była powiedzieć „tak” – wymamrotał przy mojej skórze. Jego głos. Boże, jego głos. Głęboki i chropowaty, robił ze mną rzeczy, które powinny być nielegalne. – Ja nie... – Spróbowałam coś powiedzieć, ale jego dłoń wsunęła się pod moje udo, podciągając sukienkę wyżej, i słowa zamarły mi w gardle. – Ty nie co? – Jego usta wygięły się w uśmiechu na mojej szyi. Czułam, jak się uśmiecha. – Nie chcesz tego? Jego palce musnęły krawędź mojej bielizny, wyczuwając moją wilgoć, miękkość mojego gorąca. Sapnęłam. Głos uwiązł mi boleśnie w gardle, nie byłam w stanie wydusić ani słowa. – Tak myślałem. Odsunął się tylko na tyle, by na mnie spojrzeć. Te błękitne oczy były mroczne. Głodne. – Powiedz mi, że tego chcesz, Claro. – Ja... Jego kciuk nacisnął dokładnie tam, gdzie tego potrzebowałam. Głęboko. Mocno. Krążąc. Moja głowa odchyliła się do tyłu. Z gardła wyrwał mi się jęk. – Powiedz to. – Chcę... Nacisnął mocniej. Ponownie zatoczył koło o moją łechtaczkę. – Proszę... – Grzeczna dziewczynka. A potem jego usta wpiły się w moje. Gorące. Wymagające i pochłaniające mnie całkowicie. Byłam tak blisko. Tuż-tuż. Na samej krawędzi… ****** Obudziłam się, łapiąc powietrze, mój oddech był pusty, jakbym właśnie przebiegła maraton. Spocona. Zaplątana w pościel. Serce waliło mi tak mocno, że myślałam, iż przebije mi żebra. I mokra. Tak kurewsko mokra, że aż to było zawstydzające. – Nie. Nie, nie, nie. Przycisnęłam dłonie do twarzy. Jęknęłam w mrok mojego apartamentu. Sen. To był tylko sen. Bardzo żywy. Bardzo szczegółowy. Bardzo realistyczny sen. O Kaelenie Vossie. Mężczyźnie, którego odrzuciłam trzy dni temu. – Kurwa. Odrzuciłam kołdrę. Usiadłam. Moja koszulka była przemoczona potem, przyklejając się do skóry. Moje uda zacisnęły się instynktownie, próbując złagodzić ból, który nie chciał ustąpić. To było złe. Tak bardzo złe. Byłam zamknięta w tym apartamencie od trzech dni. Trzy dni ukrywania się. Unikania wszystkich. Unikania Declana. Unikania możliwości wpadnięcia na Rhysa. Unikania jakiejkolwiek szansy na spotkanie Kaelena. I najwyraźniej moja podświadomość uznała, że unikanie nie działa. Bo teraz miałam o nim mokre sny. O jego dłoniach. Jego ustach. Jego głosie, który wypowiadał słowa sprawiające, że całe moje ciało płonęło. – Grzeczna dziewczynka. Zadrżałam. Przestań. Przestań o tym myśleć. Chwyciłam telefon z szafki nocnej. Ekran się zaświecił. 7:14 RANO A pod godziną, powiadomienia, które ignorowałam od dni. - SMS-y od Stelli z pytaniem, czy wszystko w porządku. - Nieodebrane połączenie od mojej matki. - I jedna wiadomość, od której żołądek zwinął mi się w supeł. Zablokowany numer. Ten, który zablokowałam trzy dni temu. Ale wciąż mogłam zobaczyć podgląd sprzed zablokowania. "Trzy dni, Claro. Tak długo moja oferta pozostaje aktualna." Trzy dni. Dzisiaj był trzeci dzień. Jego oferta wygasała dzisiaj. Może w południe. Gapiłam się na wiadomość. Na te słowa, które odtwarzały się w mojej głowie w pętli przez bitych sześćdziesiąt godzin. „Umawiaj się ze mną. Bądź moją partnerką. Spraw, by Rhys pożałował wszystkiego”. Część mnie – głupia, lekkomyślna część – chciała odblokować numer. Chciała do niego zadzwonić. Chciała powiedzieć, że zmieniłam zdanie. Ale tego nie zrobiłam. Bo podjęłam już decyzję. Nie zamierzałam pozwolić się wykorzystać. Ani przez Rhysa. Ani przez Kaelena. Ani przez nikogo. Nawet jeśli moje ciało właśnie na mnie krzyczało, że podjęłam złą decyzję. Wstałam. Nogi mi drżały, gdy ruszyłam w stronę łazienki. Zimny prysznic. Tego potrzebowałam. Bardzo zimnego prysznica, by zmyć z siebie ten sen, to pulsowanie i utrzymujące się uczucie jego dłoni na mojej skórze. Kiedy z niego wyszłam, było po wpół do ósmej. W apartamencie panowała cisza. Moi rodzice prawdopodobnie jeszcze spali. Dzięki Bogu. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałam, był poranny entuzjazm mojej matki albo Alistair spacerujący w bokserkach ze swoim... Natychmiast ucięłam tę myśl. Jednej rzeczy nauczyłam się, mieszkając nad garażem rodziców: Alistair czuł się „bardzo swobodnie” we własnym domu. A moja matka była bardzo głośna w kwestii tego, dlaczego za niego wyszła. Pewnych rzeczy nie dało się „odsłyszeć”. Naciągnęłam na siebie za dużą bluzę i legginsy. Związałam włosy w kucyk. Zero makijażu. Zero wysiłku. Potrzebowałam tylko powietrza. Kawy. Czegoś, co przewietrzy mi głowę przed jutrzejszym meczem. Jutro. Pierwszy ważny mecz Declana w barwach Seattle Wolves. Cały powód, dla którego w ogóle znalazłam się w tym zapomnianym przez Boga mieście. – Kurwa, nie mogę się doczekać, aż wrócę do pracy i zapomnę o tym, że moje życie właśnie wypadło z torów – wymamrotałam do siebie. Chwyciłam telefon i kartę magnetyczną. Wymknęłam się z pokoju najciszej, jak potrafiłam. Korytarz był pusty. Dobrze. Zrobiłam trzy kroki w stronę windy, zanim to usłyszałam. – Wymykasz się? Zamarłam. Odwróciłam się powoli. Declan stał w drzwiach głównego apartamentu ze skrzyżowanymi ramionami i tym aroganckim uśmieszkiem na twarzy, który sprawiał, że miałam ochotę go uderzyć. – Jezu Chryste, Declan. Wystraszyłeś mnie na śmierć. – Tak witasz swojego przyrodniego brata po tym, jak unikałaś go przez trzy dni? Posłałam mu wrogie spojrzenie. – Nie unikałam cię. – Jasne. Po prostu przypadkiem zamknęłaś się w pokoju przez cały ten czas, odkąd tu jesteśmy. – Potrzebowałam przestrzeni. – Przed czym? Przede mną? – Zrobił krok na korytarz. – Czy przed kimś innym? Mój żołądek się ścisnął. – Przed kimś innym? Ty mi powiedz, Declan. Jak myślisz, przed kim się ukrywam? – Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Był teraz zbyt blisko. Na tyle blisko, że dostrzegłam coś w wyrazie jego twarzy. Wina? Troska? Prychnęłam głośno. Oczywiście, że się wyprze. Będzie udawał, że nigdy nie był częścią genialnego planu Kaelena. – Sprzedałeś mnie. Dlaczego? Widziałam, jak zrozumienie przemknęło przez jego twarz. Jego wyraz twarzy się zmienił. – Przepraszam, Claro. Nie miałem wyboru. Wymamrotał to cicho. Troska. Wina. Wszystkie te emocje, których nie chciałam widzieć. – Kurewsko mnie sprzedałeś i co? Myślisz, że same przeprosiny wystarczą? Wiesz, jakiego bałaganu narobiłeś? Mój głos stawał się coraz głośniejszy. Niemal krzyczałam. I jebać to, nie obchodziło mnie, czy ktoś nas słyszał. – Powiedziałem, że przepraszam, Claro. Naprawdę. Czy on... czy on cię skrzywdził? Spojrzałam na niego z wściekłością. Miał czelność pytać, jak się czuję, po tym, jak zrujnował mi życie. Albo przynajmniej brał udział w tej ruinie. Był w to jakoś zamieszany. Po prostu wbijałam w niego mordercze spojrzenie. Jedyne, co potrafiłam powiedzieć, to: – Z drogi, Declan. – Claro... – Powiedziałam: z drogi. – Przepchnęłam się obok niego. – Potrzebuję kawy, zanim stracę zmysły albo zrzucę cię z balkonu. – Hej. – Chwycił mnie za ramię. Delikatnie. – Przepraszam. Wszystko z tobą w porządku? Czy ten skurwiel cię skrzywdził? Wyrwałam się. – Wszystko w porządku. – Nie wyglądasz, jakby było w porządku. – Cóż, jest. Więc się odwal. – Mój głos drżał. – I nie waż się nigdy więcej ze mną pogrywać. Nie wiem, jaki masz układ z Kaelenem, ale nie waż się mnie w to znowu wciągać. Uniósł ręce. – W porządku. W porządku. Tylko... bądź ostrożna, okej? – Ostrożna przed czym? Zacisnął szczękę. – Po prostu... nie zrób niczego głupiego. Gapiłam się na niego. – Co to, do cholery, ma znaczyć? – Nic. Zapomnij. – Declan... – Idź po swoją kawę, Claro. – Cofał się z powrotem do apartamentu. – A tak dla ścisłości? Rhys nie wie, że tu jesteś. Nie powiedziałem mu. Więc możesz przestać oglądać się przez ramię, jakby miał wyskoczyć zza jakiegoś rogu. Drzwi zamknęły się, zanim zdążyłam odpowiedzieć. Przez chwilę stałam w miejscu. Dłonie miałam zaciśnięte w pięści. O co, do cholery, w tym chodziło? „Nie zrób niczego głupiego?” „Rhys nie wie, że tu jesteś?” Dlaczego Declan... Mój telefon nagle zawibrował i wyciągnęłam go z kieszeni. To był SMS od Stelli. STELLA: „Żyjesz? Czy mam zgłosić zaginięcie?” Szybko odpisałam. JA: „Żyję. Ledwo. Idę na kawę.” STELLA: „O 7:30 rano? Kim jesteś i co zrobiłaś z moją najlepszą przyjaciółką?” JA: „Nie mogłam spać.” STELLA: „Założę się, że wiem dlaczego. Zaczyna się na K. A kończy na... aelen Voss.” Omal nie rzuciłam telefonem. JA: „Ciebie też zablokuję.” STELLA: „Kochasz mnie. A teraz idź po kawę i przestań się nakręcać. Dzisiaj jest nowy dzień. Czysta karta i te wszystkie inne bzdury.” JA: „Mowy motywacyjne to nie twoja bajka.” STELLA: „Wiem. Próbuję czegoś nowego. Jak mi idzie?” JA: „Tragicznie.” STELLA: „Dobrze. To bardziej w moim stylu. Kocham cię. Napisz później.” Wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni i ruszyłam w stronę windy. Czysta karta. Jasne. Dzisiaj był trzeci dzień. Oferta Kaelena wygasała w południe. Nie żeby mnie to obchodziło. Nie żebym odliczała czas.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6: Perspektywa Klary – Gorzka gra kapitana | Czytaj powieści online na beletrystyka