"Musisz to podpisać." Głos Griffina był szorstki, gdy rzucił dokument na łóżko.
"Co to? Nasza intercyza?" – zażartowałam z oczami utkwionymi w suficie. Dopiero co skończyliśmy się kochać. Łóżko wciąż było ciepłe, pościel splątana, a moje wnętrze nadal obolałe.
Griffin nie odpowiedział. Drzwi do łazienki otworzyły się, a woda pod prysznicem zaczęła szumieć, więc postanowiłam sprawdzić, o co mu chodzi. Zmarszczyłam czoło, podnosząc się z łóżka. Naciągnęłam pościel na piersi, mrużąc oczy i próbując odcyfrować, co było napisane na kartce.
Były to dwa dokumenty: Umowa o zachowaniu poufności (NDA) i Zrzeczenie się roszczeń.
"To jakiś żart? Wcale nie jest śmieszny, Griffin" – powiedziałam z lekkim uśmiechem, odchrząkując. Moje gardło przypominało papier ścierny od krzyków i jęków, które z siebie wydawałam, leżąc pod nim.
Usłyszałam, jak prysznic gaśnie. Griffin wrócił do pokoju, ubrany jedynie w ręcznik, który wisiał nisko na jego biodrach. Krople wody lśniły na jego skórze, spływając po pasie Apollina i znikając pod materiałem. Gorąc rozkwitł w moim podbrzuszu, gdy pieściłam jego ciało wzrokiem. Był najpiękniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam. Krótko przystrzyżone włosy podkreślały ostrą linię szczęki, a w jego niebieskich oczach odbijało się najgłębsze morze. Zawsze się w nich gubiłam, ilekroć na mnie patrzył.
Rzuciłam papiery na łóżko, marszcząc brwi, gdy spod spodu wysunęła się jasnożółta kartka. Czek. Pięćset tysięcy dolarów wypisane na moje nazwisko z podpisem Griffina.
"Co to ma być?" Z mojego głosu zniknęła wszelka wesołość. Spojrzałam ponuro na Griffina, a potem znów na czek.
Jego twarz była kamienna, gdy zrzucił ręcznik w nogach łóżka i wciągnął dżinsy.
"Potrafisz czytać, prawda?" – rzucił, nawet na mnie nie patrząc.
Moje serce zaczęło bić coraz szybciej, gdy dotarło do mnie, że Griffin mówi śmiertelnie poważnie. Podniosłam dokumenty i przejrzałam je ponownie, tym razem w pełnym skupieniu i z palącą uwagą. Ręce mi się trzęsły, a wargi drżały, gdy jednocześnie analizowałam NDA i zrzeczenie.
Było tu jasno napisane, że nie mogę pisnąć ani słowa o mojej relacji z Griffinem. Zmusiłby mnie do zapłacenia kwoty, której nie byłabym w stanie zarobić, nawet pracując dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Dał mi wybór. Jakie to wspaniałomyślne. Jeśli nie zapłacę, pójdę do więzienia za złamanie tej umowy. A zrzeczenie głosiło, że jeśli noszę jego dziecko, on nie ma z nim nic wspólnego, a ono nigdy nie będzie miało wobec niego żadnych roszczeń.
Potrafiłam czytać, owszem, ale każde słowo, z którym właśnie się zapoznałam, kazało mi powątpiewać w moją zdolność czytania ze zrozumieniem.
"NDA, naprawdę?" – prychnęłam. Griffin miał już na sobie dżinsy i koszulkę. Usiadł na kanapie i wsunął stopy w trampki. "Nie uważasz, że jest trochę za późno na umowę o poufności?"
Przez jego diabelnie przystojną twarz przemknął błysk irytacji.
"Po prostu podpisz te pieprzone papiery, Frey" – powiedział lodowatym, ostrym tonem. Był niespokojny, jakby miał jakieś ważniejsze miejsce, w którym powinien teraz być, zamiast ze mną rozmawiać. Chłód w jego głosie przypominał lodowe sztylety przebijające moje serce.
"Skąd to się nagle wzięło, Griffin? Dopiero co uprawialiśmy seks. Minutę temu byłeś we mnie, do kurwy nędzy."
Zgodziłam się, by nasz związek pozostał tajemnicą, ale Griffin nigdy wcześniej nie był dla mnie tak zimny. Poza pokojami hotelowymi mogliśmy wydawać się sobie obcy, ale kiedy byliśmy sami, zawsze był namiętny i troskliwy.
Poznaliśmy się w zeszłym roku w barze, w którym pracowałam jako kelnerka. Powiedział wtedy, że dopiero walczy o powrót do draftu, więc publiczny związek zaszkodziłby jego wizerunkowi. 'Kobiety będą lgnąć do gorącego, samotnego debiutanta z pierwszej ligi', tak to ujął, a szczerze mówiąc, nie dbałam o to, czy będziemy się afiszować, czy nie. Ledwo wiązałam koniec z końcem, żonglując dwiema pracami, więc przejmowanie się opinią innych nie było moim priorytetem.
Był dla mnie dobry. Dobrze mnie traktował, był świetny w łóżku i nie uderzył mnie w twarz. Ale chyba powinnam była się tym przejąć; powinnam była się wkurzyć o to ukrywanie. Oszczędziłoby mi to roku życia z kimś, kto w głębi duszy uważał mnie za łowczynię majątku.
"Dobrze się bawiliśmy. Czas wrócić do prawdziwego świata" – z jego głosu kapał lód.
"Gr… Griffin" – mój głos zadrżał, gdy poczułam łzy szczypiące pod powiekami. Groziły, że zaraz spłyną, a moje serce ścisnęło się boleśnie. "Ty… ty ze mną zrywasz?"
Wypuścił ciężko powietrze. "Zrywam? My się tylko pieprzyliśmy, Frey. Nie byliśmy w żadnym związku."
Cofnęłam się. Prawda była jak cios z zaskoczenia prosto w twarz. Czy ja to wszystko sobie dopowiedziałam? Nie wyznawaliśmy sobie miłości, ale spotykaliśmy się tylko ze sobą.
Moje gardło było zbyt zaciśnięte, by wydobyć z siebie choćby dźwięk. Po prostu gapiłam się na niego, oniemiała. Ręce mi się trzęsły, gdy ściskałam w nich czek.
"O co chodzi? Chcesz więcej?" Jego cierpliwość wisiała na włosku.
Pięćset tysięcy dolarów. Mogłabym spłacić wszystkie swoje długi, pokryć rachunki za leczenie mamy, kupić nowy samochód i prawdopodobnie wynająć nam szczelne mieszkanie bez szczurów. Jednak pytanie Griffina sprawiło, że serce podeszło mi do gardła. Śmiertelnie poważnie zamierzał kupić moje milczenie. Czułam, że moja klatka piersiowa zaraz eksploduje.
Chrząknął, wyciągnął portfel i rzucił mi w twarz kolejny czek. "Masz. Wystarczy? Gwen miała rację. Byłaś problemem, którego w ogóle nie powinienem był pieprzyć."
Gwen, jego agentka. Griffin poznał nas w zeszłym tygodniu, a ona zadbała o to, bym zrozumiała, że to dla mnie za wysokie progi. Ostrzegła mnie nawet, żebym trzymała się od niego z daleka, w przeciwnym razie sama mnie do tego zmusi. Wyraźnie odniosła sukces.
Powinnam na niego naskoczyć. Powinnam spoliczkować go za to, że tak bezczelnie mnie obrażał. Ale wiedziałam, że jeśli powiem choć słowo więcej, tama, którą powstrzymywałam, pęknie. Załamię się na jego oczach. Po cichu wstałam więc z łóżka i ubrałam się, śmiejąc się z samej siebie za to, że pomyślałam, iż Griffin naprawdę mógłby się zakochać w kimś takim jak ja.
Widziałam go w telewizji raz czy dwa. Stadion szalał na sam widok, gdy wychodził na boisko. Ludzie w barze mówili, że jest najlepszym debiutantem tego pokolenia.
'Jesteś taka głupia, Frey. Myślałaś, że największa wschodząca gwiazda ustatkuje się z dziewczyną, która kupuje ubrania tylko w lumpeksach i ma jedną parę butów? Nie stać cię nawet na wizytę w salonie, by porządnie ściąć włosy, a taki gwiazdor miałby cię pokochać? Głupia, głupia, potwornie głupia!'
Kiedy skończyłam wciskać na siebie moje znoszone ubrania, chwyciłam długopis ze stolika nocnego i w milczeniu podpisałam dokumenty. I tak nigdy nie powiedziałabym żywej duszy o tym, jak ten gwiazdorek bawił się mną niczym pieskiem na smyczy.
"Proszę" – powiedziała i uderzyłam papierami w jego pierś, przyklepując do nich czeki.
Wielkie dłonie Griffina zacisnęły się na moim nadgarstku, gdy go mijałam. Szarpnął mnie do tyłu i spojrzał na mnie z góry, przez czubek swojego nosa. "Te pieniądze są twoje, bierz."
Przysunął mi oba czeki do samej twarzy. Zacisnęłam pięść i wyrwałam dłoń z jego uścisku, utrzymując w ryzach swoją tamę, gdy zmierzyłam go chłodnym spojrzeniem. "Chcesz, żebym zniknęła z twojego życia, tak? Masz to załatwione. Widzisz mnie po raz ostatni."
"Potrzebujesz tego. Wiem, jak wygląda twoje życie, Frey. Twoja matka jest chora, a ty jako jedyna zarabiasz na rodzinę" – powiedział z odrazą. "I mieszkasz w pieprzonej przyczepie. Powinienem był wiedzieć…"
"Wiedzieć co?" – przerwałam mu, wrąc ze złości. "Nie obchodziło cię, gdzie mieszkam, kiedy mnie pieprzyłeś, pamiętasz? Skoro ze mną zrywasz, to już dopiąłeś swego. Jaki masz jeszcze problem?"
"Moim problemem jest to, że musisz wziąć te pieniądze i wyjechać z tego miasta, zanim prasa zwęszy naszą sytuację. To by zrujnowało moją karierę!"
Jego odpowiedź odebrała mi mowę. Ból przetoczył się przez moją klatkę piersiową niczym tornado niszczące wszystko na swojej drodze. Wstydził się mnie, tego, jak żyję. Byłam brudnym, małym sekretem, który mógł zniszczyć jego rozkwitającą karierę. Moje życie było trudne, ale odpłacałam z nawiązką za każdy cios, jaki wymierzał mi los. Ale to? To odrzucenie, ten wstyd z powodu bycia biedną. Cofnęłam się, pocierając nerwowo ramiona. Nie mogłam nawet spojrzeć Griffinowi w twarz.
"I pieprzyliśmy się bez zabezpieczenia. Nie potrzebuję bękarta, który będzie podawał się za mojego syna, Frey."
Zaśmiałam się bez krzty rozbawienia, a po moich policzkach popłynęły łzy. Jego słowa zburzyły tamę, którą z takim trudem podtrzymywałam. W moim gardle zmaterializowała się bolesna gula, rosnąca z każdą sekundą.
"Kocham cię" – powiedziałam. Słowa, które dusiłam w sobie od jakiegoś czasu. Odwróciłam się, bo nie mogłam pozwolić, by widział mnie w takim stanie – jak śmiecia płaczącego dlatego, że nie był już do niczego potrzebny.
"Kocham cię, Griffin, i teraz już wszystko rozumiem. Pierdol się, ty, twoje pieniądze i twoja kariera. Nie pokazuj mi się więcej na oczy, bo przysięgam, że połamię ci nogi tym twoim cennym kijem!" Przeszywając go wzrokiem ostrym jak brzytwa, spojrzałam na niego przez ramię i dodałam: "Nie martw się, świat nigdy się nie dowie, że czerpałeś przyjemność z rżnięcia dziewczyny z przyczepy."
Nie pozwoliłam mu wcisnąć ani jednego słowa więcej i wyszłam z hotelu. Idąc długim korytarzem, dotarło do mnie, jak bardzo byłam malutka. Aż żal pomyśleć, że jeszcze niedawno wierzyłam, iż pasuję do tego wystawnego miejsca. To był świat Griffina. Byłam taka głupia, wierząc, że mogę zanurzyć tu stopy i wyjść bez szwanku.