Rozdział 57: Perspektywa Kaelena
Byłem w połowie drogi do windy, kiedy to usłyszałem.
Eksplozję.
Nie dosłowną – chociaż ta mogłaby być cichsza. To było gorsze. To był głos mojego ojca, podniesiony do głośności, jakiej nie słyszałem od lat, niosący się echem po korytarzu nawet przez zamknięte drzwi sali konferencyjnej.
Tracił kontrolę.
Dobrze.
Nacisnąłem przycisk windy, sprawdzając telefon podczas
















