Rozdział 8: Punkt widzenia Clary
– Jaki ten świat mały, co? – Brody wpatrywał się teraz we mnie, a w jego oczach błyskało coś, co wcale mi się nie podobało. – Więc oto moja rada: przestań marzyć o takich facetach jak Kaelen. Jest stanowczo poza twoim zasięgiem. Spotykał się z modelkami, aktorkami, bywalczyniami salonów. Trzymaj się lepiej ze mną. Jestem tylko o osiem miesięcy młodszy od ciebie. Byliśmy idealni.
Coś we mnie pękło.
Może to był ten protekcjonalny ton w jego głosie. Może to założenie, że nie mogłabym zdobyć Kaelena, nawet gdybym chciała. Może fakt, że spędziłam ostatnie trzy dni będąc niedocenianą przez każdego napotkanego mężczyznę.
– A co się stanie – powiedziałam powoli – jeśli zdołam przyciągnąć uwagę twojego kuzyna?
Brody zamarł.
A potem wybuchnął śmiechem. – O mój Boże, mówisz poważnie.
– Śmiertelnie poważnie.
Jego śmiech umarł, gdy zobaczył moją twarz. – Czekaj. – Pochylił się do przodu, mrużąc oczy. – Ty naprawdę myślisz, że mogłabyś... Nie. Nie ma mowy. Claro, kocham cię, ale Kaelen nawet nie patrzy na takie dziewczyny jak ty. On jest...
– Sprawmy, by było ciekawiej – przerwałam mu. – Zakład.
Brwi Brody'ego poszybowały do góry. – Zakład?
– Jeśli sprawię, że Kaelen Voss mnie pocałuje – publicznie, gdzie ludzie będą mogli to zobaczyć – zapłacisz mi sto tysięcy dolarów.
Otworzył usta ze zdumienia.
Przez chwilę tylko wpatrywał się we mnie, jakby urosła mi druga głowa. Potem, powoli, jego uśmiech powrócił. Szerszy. Ostrzejszy. Niebezpieczny.
– Sto tysięcy dolarów – powtórzył. – Za pocałunek.
– Publiczny. Z publicznym okazywaniem uczuć. Coś, co nie pozostawia miejsca na wątpliwości.
Roześmiał się, cicho i z niedowierzaniem. – Oszalałaś.
– Mamy umowę, czy nie?
Studiował mnie przez długą chwilę, a ja niemal widziałam, jak trybiki obracają się w jego głowie. Kalkulował. Obliczał szanse. Decydował, czy tylko blefuję.
Wreszcie oparł się na krześle, krzyżując ramiona na piersi. – W porządku. Ale jeśli ci się nie uda – jeśli nie zdołasz owinąć mojego niedotykalnego kuzyna wokół swojego ślicznego paluszka – wtedy należysz do mnie.
Krew ścięła mi się w żyłach.
– Słucham?
– Słyszałaś. – Jego wzrok opadł na moją klatkę piersiową – wciąż całkowicie ukrytą pod moją za dużą bluzą – i ponownie się uniósł z wyrazem twarzy, od którego miałam ciarki na plecach. – Jeśli przegrasz, będę mógł zrobić z tobą wszystko, o czym fantazjowałem od czasów college'u. I wierz mi, Claro, byłem w tych fantazjach bardzo kreatywny.
Żółć podeszła mi do gardła. – Jesteś obrzydliwy.
– A ty masz trzy dni. – Wstał, odsuwając krzesło z głośnym zgrzytem. – Trzy dni, by uwieść najbardziej niedotykalnego faceta w profesjonalnym hokeju, albo jesteś moja. Czas start.
Odwrócił się, by odejść, po czym zatrzymał się, zerkając na mnie przez ramię.
– Och, i Claro? – Jego uśmiech był czystą złośliwością. – Będę rozkoszował się tą wygraną.
Odszedł, już wyciągając telefon z kieszeni i mrucząc coś o Bitcoinie spadającym o dwa procent.
Siedziałam w bezruchu, wpatrując się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał.
Co ja, do cholery, właśnie zrobiłam?
Trzy dni.
Miałam trzy dni na to, by pocałować Kaelena Vossa – publicznie – albo stać się nagrodą Brody'ego Hayesa.
Śmiech wezbrał w mojej piersi. Gorzki. Histeryczny.
Bo gdyby ktoś powiedział mi jeszcze tydzień temu, że znajdę się w takiej sytuacji – uciekając od jednego problemu prosto w objęcia kolejnego, znacznie większego i bardziej katastrofalnego – wyśmiałabym go prosto w twarz.
Ale oto byłam tutaj.
Uwięziona w zakładzie, którego nie mogłam przegrać.
Z mężczyzną, któremu z własnej głupoty odmówiłam zaledwie kilka dni temu.
Z mężczyzną, który prawdopodobnie nawet nie pamiętał mojego imienia.
Kolejny śmiech wyrwał się z mojego gardła, tym razem głośniejszy, i poczułam, jak łza spływa po moim policzku.
– Mam tak cholernie przejebane – szepnęłam.
I tym razem to nie był żart.
Bo wiedziałam, że Brody też nie żartował. Widziałam to w jego oczach – ten głód, tę pewność, że już wygrał.
Zostało tylko zwycięstwo lub porażka.
A ja nie zamierzałam przegrać.
Moje serce waliło jak młotem, gdy chwyciłam telefon, wpatrując się w pusty ekran.
Musiałam znaleźć Kaelena.
Musiałam się płaszczyć, błagać, prosić – cokolwiek było konieczne, by zgodził się na ten układ, który proponował wcześniej.
Bo przegrana z Brodym Hayesem nie wchodziła w grę.
Nie teraz.
I nigdy w życiu.
















