Gorzka gra kapitana

Gorzka gra kapitana

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 7: Perspektywa Klary
Autor: Aeliana Moreau
25 lip 2026
Rozdział 7: Punkt widzenia Clary Niedługo potem znalazłam znośne miejsce na kawę, schowane w rogu hotelowej kawiarni, gdzie popijałam letni napój i zastanawiałam się, czy moje życie zawsze było aż tak wielką katastrofą, czy to może jakaś nowa sprawa. Spoiler: To była nowa sprawa. Trzy dni w Seattle, a już zdążono mnie wziąć za dyrektor kreatywną, osaczył mnie najgorętszy hokeista na świecie, zaproponowano mi jakiś tajemniczy układ, który na szczęście byłam na tyle mądra, by odrzucić, i spędzałam każdą wolną chwilę, próbując nie myśleć o nagiej klatce piersiowej wspomnianego hokeisty oraz mokrych snach. Szło mi świetnie. W kawiarni panowała cisza – dzięki Bogu – tylko cichy szum ekspresów i okazjonalne brzękanie naczyń. Potrzebowałam tego. Przestrzeni do myślenia. Oddechu. Wymyślenia, co, do cholery, robię ze swoim życiem. I wtedy otworzyły się drzwi. Podniosłam wzrok. I od razu miałam ochotę wyskoczyć przez okno. Nie. Minęły dwa lata, odkąd po raz ostatni widziałam Brody'ego Hayesa, a wszechświat był na tyle łaskawy, by ten stan rzeczy utrzymać. Ale najwyraźniej moje szczęście oficjalnie się wyczerpało. Zauważył mnie natychmiast – bo jakże by inaczej – a na jego twarzy wykwitł ten sam irytujący uśmiech, który pamiętałam z czasów studiów. Ten, który sprawiał, że miało się ochotę go uderzyć i jednocześnie zastanowić, czy w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo jest denerwujący. Ruszył w moją stronę. Rozważałam ucieczkę. Ale moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Zostałam w bezruchu, obserwując, jak się zbliża z tym aroganckim krokiem i głupim odrzucaniem włosów, z którego nigdy nie wyrósł. Przeczesał dłonią swoje piaskowe blond włosy, wydmuchując udawane gorąco ze swojej twarzy, jakby właśnie przebiegł maraton, a nie przeszedł przez kawiarnię. Jego zęby były zbyt białe. Uśmiech zbyt szeroki. Omal nie zwymiotowałam. – Och, daj spokój. – Zatrzymał się przed moim stolikiem, opierając ręce na biodrach, wyglądając, jakby właśnie wygrał na loterii. – Nie mówcie mi, kogo my tu mamy. Jeśli to nie jest przeznaczenie, to nie wiem, co nim jest. – Odwal się, Brody. – Wzięłam łyk kawy, nie fatygując się, by na niego spojrzeć. – Przeznaczenie jest dla romansów paranormalnych. A ty, stary, nie wyglądasz mi na zjawisko paranormalne. Wybuchnął śmiechem. To było to coś z Brodym – nie rozumiał obelg. Nie dlatego, że był wolno myślący, ale dlatego, że jakoś przekonał samego siebie, iż słowne poniżanie to forma flirtu. – Boże, uwielbiam, kiedy mnie obrażasz. – Bez pytania odsunął krzesło naprzeciwko mnie i usiadł. – To mnie kręci. Nawet podnieca. Dlatego zawsze przychodziłem do ciebie. Darmowy materiał do trzepania, wiesz? Tak jest po prostu łatwiej. Moja twarz wykrzywiła się z obrzydzenia. – Jesteś chodzącym powodem do zgłoszenia do HR. – A ty wciąż jesteś wspaniała, kiedy się wściekasz. – Oparł się w krześle, całkowicie niewzruszony. – Więc co nowego? Złamałaś ostatnio jakieś serca? Zrujnowałaś komuś życie? Odstawiłam filiżankę, zastanawiając się, czy oblanie go gorącą kawą byłoby warte oskarżenia o napaść. Siedziałam tu, wariując po spotkaniu z Kaelenem. Myśląc o tej możliwości – niebezpiecznej możliwości – że mogłabym faktycznie wpaść po uszy w coś z nim związanego. Po uszy w sposób, który obejmowałby jego dłonie, jego usta i bardzo złą decyzję. A teraz wparował tu Brody i zrujnował mi nawet moje fantazje. – Jesteś dzieckiem, Brody – powiedziałam płaskim tonem. – I cieszę się, że poświęciłam ci najlepsze trzy miesiące twojego pierwszego roku. A teraz się odwal. Zaśmiał się głośniej. – Och, daj spokój. To było cztery lata temu. W zeszłym roku skończyłem studia, wziąłem się w garść i oto jestem. Żyję swoim snem. Chrząknęłam, już zmęczona. – Dobrze dla ciebie. Drzwi są tam. – Wciąż masz problemy z tatusiem, co? – Przechylił głowę, studiując mnie, jakbym była eksperymentem naukowym. – Ten ton brzmi dokładnie tak, jak ten, którego używałaś, kiedy twój ojciec... – Zamknij się, kurwa. Uderzyłam filiżanką o stół tak mocno, że kawa wylała się za brzeg. Brody zamrugał, zaskoczony przez ułamek sekundy, zanim jego uśmiech powrócił. To była specjalność Brody'ego – naciskanie tak długo, aż pękniesz, a potem zachowywanie się, jakby twoja reakcja była pointą żartu. Nie obchodziło go, jak bardzo cię zrani, dopóki zależał ci za skórę. To było jego życiowe powołanie. A ja byłam na tyle głupia, by sypiać z nim na studiach. – Okej, okej. – Uniósł ręce w udawanym geście poddania. – Drażliwy temat. Zrozumiałem. Więc to problemy z tatusiem czy z nowym chłopakiem? Bo ta mina aż krzyczy: „kłopoty z facetami”. Przycisnęłam palce do skroni. – Po co tu jesteś, Brody? – Dobrze, że pytasz. – Pochylił się do przodu, opierając łokcie na stole, i uśmiechnął się jak kot, który pożarł kanarka. – Znalazłem sobie hobby. Dołączyłem do NHL. Gapiłam się na niego. Zamrugałam. Gapiłam się dalej. – Słucham? – NHL, mała. – Dwukrotnie stuknął w stół. – Seattle Wolves. Właśnie dostałem powołanie do pierwszej drużyny. Mój mózg próbował przetworzyć tę informację i poniósł spektakularną porażkę. – Zgarniają teraz z ulicy przypadkowe szumowiny? – zapytałam powoli. – Czy to TATUSIOWI pociągnięcie za odpowiednie sznurki dla swojego małego chłopca? Szczęka Brody'ego się zacisnęła. – Zawsze uderzasz w czułe punkty, co? – Sama mi to ułatwiasz. – Ciężko na to zapracowałem, Claro. – Jego głos się obniżył i przez chwilę – tylko przez krótką chwilę – brzmiał niemal poważnie. – Kurewsko ciężko. Myślisz, że skończyłbym jako bezużyteczny śmieć? I zostaw w to mojego ojca. Mam silniejsze znajomości od strony matki. Uniosłam brew. – Och, więc to Mamusia ci pomogła. Jęknął, przeciągając dłonią po twarzy. – Jesteś niemożliwa. – A ty nadal gadasz. – Mój wujek – wycedził przez zaciśnięte zęby – Alan Voss. Starszy wiceprezes operacyjny NHL. To on pomógł mi pociągnąć za odpowiednie sznurki. I teraz tu jestem, gram w tej samej drużynie, co mój ulubiony kuzyn. Mój żołądek opadł. – Kuzyn? Uśmiech Brody'ego powrócił, teraz był jeszcze ostrzejszy. – Kaelen Voss. Mogłaś o nim słyszeć. Najlepszy zawodnik w lidze. Absolutny bóg na lodzie. Świtają ci jakieś dzwonki? Nie mogłam oddychać. Kaelen Voss był kuzynem Brody'ego?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7: Perspektywa Klary – Gorzka gra kapitana | Czytaj powieści online na beletrystyka