Rozdział 7: Punkt widzenia Clary
Niedługo potem znalazłam znośne miejsce na kawę, schowane w rogu hotelowej kawiarni, gdzie popijałam letni napój i zastanawiałam się, czy moje życie zawsze było aż tak wielką katastrofą, czy to może jakaś nowa sprawa.
Spoiler: To była nowa sprawa.
Trzy dni w Seattle, a już zdążono mnie wziąć za dyrektor kreatywną, osaczył mnie najgorętszy hokeista na świecie, zaproponowano mi jakiś tajemniczy układ, który na szczęście byłam na tyle mądra, by odrzucić, i spędzałam każdą wolną chwilę, próbując nie myśleć o nagiej klatce piersiowej wspomnianego hokeisty oraz mokrych snach.
Szło mi świetnie.
W kawiarni panowała cisza – dzięki Bogu – tylko cichy szum ekspresów i okazjonalne brzękanie naczyń. Potrzebowałam tego. Przestrzeni do myślenia. Oddechu. Wymyślenia, co, do cholery, robię ze swoim życiem.
I wtedy otworzyły się drzwi.
Podniosłam wzrok.
I od razu miałam ochotę wyskoczyć przez okno.
Nie.
Minęły dwa lata, odkąd po raz ostatni widziałam Brody'ego Hayesa, a wszechświat był na tyle łaskawy, by ten stan rzeczy utrzymać. Ale najwyraźniej moje szczęście oficjalnie się wyczerpało.
Zauważył mnie natychmiast – bo jakże by inaczej – a na jego twarzy wykwitł ten sam irytujący uśmiech, który pamiętałam z czasów studiów. Ten, który sprawiał, że miało się ochotę go uderzyć i jednocześnie zastanowić, czy w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo jest denerwujący.
Ruszył w moją stronę.
Rozważałam ucieczkę.
Ale moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Zostałam w bezruchu, obserwując, jak się zbliża z tym aroganckim krokiem i głupim odrzucaniem włosów, z którego nigdy nie wyrósł. Przeczesał dłonią swoje piaskowe blond włosy, wydmuchując udawane gorąco ze swojej twarzy, jakby właśnie przebiegł maraton, a nie przeszedł przez kawiarnię.
Jego zęby były zbyt białe. Uśmiech zbyt szeroki.
Omal nie zwymiotowałam.
– Och, daj spokój. – Zatrzymał się przed moim stolikiem, opierając ręce na biodrach, wyglądając, jakby właśnie wygrał na loterii. – Nie mówcie mi, kogo my tu mamy. Jeśli to nie jest przeznaczenie, to nie wiem, co nim jest.
– Odwal się, Brody. – Wzięłam łyk kawy, nie fatygując się, by na niego spojrzeć. – Przeznaczenie jest dla romansów paranormalnych. A ty, stary, nie wyglądasz mi na zjawisko paranormalne.
Wybuchnął śmiechem.
To było to coś z Brodym – nie rozumiał obelg. Nie dlatego, że był wolno myślący, ale dlatego, że jakoś przekonał samego siebie, iż słowne poniżanie to forma flirtu.
– Boże, uwielbiam, kiedy mnie obrażasz. – Bez pytania odsunął krzesło naprzeciwko mnie i usiadł. – To mnie kręci. Nawet podnieca. Dlatego zawsze przychodziłem do ciebie. Darmowy materiał do trzepania, wiesz? Tak jest po prostu łatwiej.
Moja twarz wykrzywiła się z obrzydzenia. – Jesteś chodzącym powodem do zgłoszenia do HR.
– A ty wciąż jesteś wspaniała, kiedy się wściekasz. – Oparł się w krześle, całkowicie niewzruszony. – Więc co nowego? Złamałaś ostatnio jakieś serca? Zrujnowałaś komuś życie?
Odstawiłam filiżankę, zastanawiając się, czy oblanie go gorącą kawą byłoby warte oskarżenia o napaść.
Siedziałam tu, wariując po spotkaniu z Kaelenem. Myśląc o tej możliwości – niebezpiecznej możliwości – że mogłabym faktycznie wpaść po uszy w coś z nim związanego. Po uszy w sposób, który obejmowałby jego dłonie, jego usta i bardzo złą decyzję.
A teraz wparował tu Brody i zrujnował mi nawet moje fantazje.
– Jesteś dzieckiem, Brody – powiedziałam płaskim tonem. – I cieszę się, że poświęciłam ci najlepsze trzy miesiące twojego pierwszego roku. A teraz się odwal.
Zaśmiał się głośniej. – Och, daj spokój. To było cztery lata temu. W zeszłym roku skończyłem studia, wziąłem się w garść i oto jestem. Żyję swoim snem.
Chrząknęłam, już zmęczona. – Dobrze dla ciebie. Drzwi są tam.
– Wciąż masz problemy z tatusiem, co? – Przechylił głowę, studiując mnie, jakbym była eksperymentem naukowym. – Ten ton brzmi dokładnie tak, jak ten, którego używałaś, kiedy twój ojciec...
– Zamknij się, kurwa.
Uderzyłam filiżanką o stół tak mocno, że kawa wylała się za brzeg.
Brody zamrugał, zaskoczony przez ułamek sekundy, zanim jego uśmiech powrócił.
To była specjalność Brody'ego – naciskanie tak długo, aż pękniesz, a potem zachowywanie się, jakby twoja reakcja była pointą żartu. Nie obchodziło go, jak bardzo cię zrani, dopóki zależał ci za skórę. To było jego życiowe powołanie.
A ja byłam na tyle głupia, by sypiać z nim na studiach.
– Okej, okej. – Uniósł ręce w udawanym geście poddania. – Drażliwy temat. Zrozumiałem. Więc to problemy z tatusiem czy z nowym chłopakiem? Bo ta mina aż krzyczy: „kłopoty z facetami”.
Przycisnęłam palce do skroni. – Po co tu jesteś, Brody?
– Dobrze, że pytasz. – Pochylił się do przodu, opierając łokcie na stole, i uśmiechnął się jak kot, który pożarł kanarka. – Znalazłem sobie hobby. Dołączyłem do NHL.
Gapiłam się na niego.
Zamrugałam.
Gapiłam się dalej.
– Słucham?
– NHL, mała. – Dwukrotnie stuknął w stół. – Seattle Wolves. Właśnie dostałem powołanie do pierwszej drużyny.
Mój mózg próbował przetworzyć tę informację i poniósł spektakularną porażkę.
– Zgarniają teraz z ulicy przypadkowe szumowiny? – zapytałam powoli. – Czy to TATUSIOWI pociągnięcie za odpowiednie sznurki dla swojego małego chłopca?
Szczęka Brody'ego się zacisnęła. – Zawsze uderzasz w czułe punkty, co?
– Sama mi to ułatwiasz.
– Ciężko na to zapracowałem, Claro. – Jego głos się obniżył i przez chwilę – tylko przez krótką chwilę – brzmiał niemal poważnie. – Kurewsko ciężko. Myślisz, że skończyłbym jako bezużyteczny śmieć? I zostaw w to mojego ojca. Mam silniejsze znajomości od strony matki.
Uniosłam brew. – Och, więc to Mamusia ci pomogła.
Jęknął, przeciągając dłonią po twarzy. – Jesteś niemożliwa.
– A ty nadal gadasz.
– Mój wujek – wycedził przez zaciśnięte zęby – Alan Voss. Starszy wiceprezes operacyjny NHL. To on pomógł mi pociągnąć za odpowiednie sznurki. I teraz tu jestem, gram w tej samej drużynie, co mój ulubiony kuzyn.
Mój żołądek opadł.
– Kuzyn?
Uśmiech Brody'ego powrócił, teraz był jeszcze ostrzejszy. – Kaelen Voss. Mogłaś o nim słyszeć. Najlepszy zawodnik w lidze. Absolutny bóg na lodzie. Świtają ci jakieś dzwonki?
Nie mogłam oddychać.
Kaelen Voss był kuzynem Brody'ego?
















