Przez czas, który zdawał się trwać wieczność, Elle stała jak wryta na tarasie, ledwie ośmielając się oddychać, podczas gdy głos Juliana dobiegał przez małą szczelinę w drzwiach. — Tak, mówiłem ci, że się tym zajmę — powiedział swobodnym tonem. — Nie, on nie będzie problemem. Jestem pewien, że Elena sobie z nim poradzi. Znasz ją, jest lepsza ode mnie, jeśli chodzi o negocjacje. Pamiętasz w ogóle jakieś negocjacje, których nie zdołała domknąć?
Krew w żyłach Elle ścięła się lodem. Mówił o niej. Mówił tak, jakby była narzędziem, którego mógł użyć. To odkrycie uderzyło ją niczym cios w żołądek, ale zmusiła się do zachowania spokoju, do skupienia. Część niej chciała usłyszeć wszystko, podczas gdy druga pragnęła tam wejść i spoliczkować go przy nich obu.
— Słuchaj… wiem, o co się martwisz, ale Elena to udźwignie, dobrze? — kontynuował Julian. — Vane Global nigdy nie znajdzie nikogo tak dobrego jak ona.
Nastąpiła pauza, gdy słuchał osoby po drugiej stronie linii. Jego ojciec. To musiał być on.
Potem Julian odezwał się ponownie: — Tak, prześlij premię na moje konto. Ja zajmę się resztą.
Myśli Elle pędziły, gdy składała w całość tę rozmowę. Mówił o jakiejś umowie, którą ona miała wkrótce sfinalizować, o czymś, nad czym pracowała z myślą o ich wspólnej przyszłości. Ale tak nie było. To wszystko było dla niego.
Elle powoli się odwróciła, zaglądając przez niewielki otwór. W tym samym momencie do pokoju weszła Sienna, ubrana w czerwoną bieliznę. Ostry stukot jej obcasów rozniósł się echem po gabinecie i Elle wiedziała, że jej czas się kończy.
— Nie mów mi, że dostaje kolejny awans? — zapytała Sienna tym samym mdłym tonem co wcześniej, podając mu kieliszek wina.
— Czy mam wybór? — odparł Julian, przyjmując kieliszek od Sienny. — Ojciec chciał, żebym jej coś dał.
— Premia by wystarczyła — stwierdziła Sienna.
— Nie zrozumiesz tego — odpowiedział Julian.
— Ostatnio bywa strasznie wyniosła, wiesz? Moja matka mówiła, że zachowuje się jak mała księżniczka. Mama gotuje jej jedzenie i przygotowuje wszystko, zanim ona w ogóle się obudzi. Jak mogła pozwolić, by pięćdziesięcioletnia kobieta, która pomogła jej, gdy została sierotą, odwalała całą robotę? — mówiła Sienna, dolewając Julianowi wina. — Jesteś pewien, że twojej matce spodobałaby się taka kobieta?
— Możemy o tym nie rozmawiać? — Julian ponownie przyjął kieliszek i opróżnił go jednym haustem. Nie dał Siennie szansy na reakcję; chwycił ją w talii i przyciągnął blisko. Pisnęła – był to ostry, figlarny dźwięk – gdy wino rozlało się na jej czerwoną bieliznę. Kropla spłynęła po jej piersi, ale żadne z nich nie zdawało się tym przejmować.
Nagłym ruchem obrócił ją i przycisnął do szklanych drzwi tarasowych. Huk odbił się echem w małej przestrzeni, wywołując falę paniki u Elle, która znajdowała się tuż po drugiej stronie tych drzwi. Jej ciało zesztywniało, gdy jeszcze mocniej przywarła do ściany tarasu, a serce waliło jej w piersi niczym młot.
Panika wezbrała w niej z nową siłą. Musiała znaleźć wyjście — natychmiast.
Jej oczy omiatały mały taras, szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki. Taras obok był zbyt daleko, by przeskoczyć; to było niemożliwe. Podeszła bliżej barierki, spoglądając w dół. Wysokość przyprawiała o zawrót głowy. Nie było mowy, by zeszła na sam dół po elewacji, ale wtedy to zobaczyła — taras poniżej, około piętro niżej.
To była jej jedyna szansa.
Serce jej pędziło, gdy oceniała odległość. Nie było to zbyt daleko, ale jeden fałszywy ruch i mogła spaść. Przełknęła z trudem ślinę, a jej dłonie spociły się, gdy chwyciła barierkę. Nie było czasu na myślenie. Jeśli Sienna wyjdzie na taras, będzie po wszystkim.
A Elle wolałaby zginąć, niż do tego dopuścić.
Elle przerzuciła jedną nogę przez barierkę, a jej ciało drżało ze strachu i adrenaliny. Czuła szorstki metal pod dłońmi, gdy ostrożnie przekładała drugą nogę, balansując na krawędzi tarasu. Poniżej platforma dolnego tarasu wydawała się teraz znacznie dalej niż przed chwilą.
Zerknęła w stronę drzwi. Zdaje się, że jej nie zauważyli. Jeszcze nie.
Biorąc głęboki oddech, Elle zebrała się w sobie. To był ten moment. Wszystkie lekcje gimnastyki w gimnazjum w końcu na coś się przydadzą. Zacisnęła dłonie na barierke i pozwoliła sobie spaść.
Wiatr śmignął obok niej, a serce podskoczyło do gardła. Jej stopy uderzyły o dolny taras z głuchym odgłosem i przez przerażającą sekundę zachwiała się, niemal tracąc równowagę. Ale zdołała się złapać, kurczowo trzymając barierki, a jej kolana drżały od uderzenia.
Nie miała czasu na odpoczynek. Przykucnęła nisko, chowając się za barierką dolnego tarasu, mając nadzieję i modląc się, by ani Julian, ani Sienna niczego nie zauważyli ani nie usłyszeli. Jej ciało dygotało ze strachu i adrenaliny, ale zmusiła się do bezruchu.
Elle kuliła się nisko za barierką, a puls huczał jej w uszach, gdy próbowała opanować oddech. Była pewna, że jej się upiekło. Nikt nie wydawał się zauważyć jej desperackiej ucieczki na taras poniżej.
Jednak właśnie wtedy, gdy zaczęła wierzyć, że jest bezpieczna, usłyszała skrzypienie otwieranych drzwi. Jej ciało natychmiast się napięło. Powoli odwróciła głowę, a oddech zamarł jej w piersi. Na taras wyszedł mężczyzna.
Serce jej zamarło.
Ich spojrzenia się spotkały, a ona poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Znała go. Z tych wszystkich ludzi, których mogła tu spotkać, to musiał być on — ktoś, kogo miała nadzieję już nigdy więcej nie widzieć. Jej były narzeczony, jej nemezis – Alaric Vane.
Początkowo nic nie mówił. Po prostu tam stał, patrząc na nią, a jego usta wygięły się w okrutnym uśmiechu. Takim, od którego żołądek wykręcał się w supeł. Jej ciało zastygło w bezruchu, a umysł gorączkowo szukał jakiegoś wyjaśnienia, czegokolwiek, co mogłoby rozładować sytuację.
— To nie jest tak, jak wygląda — powiedziała szybko. Próbowała brzmieć przekonująco, ale wiedziała, że to bezcelowe. Jego wyraz twarzy nie zmienił się, a on leniwie omiatał wzrokiem jej ciało, lustrując nieład w jej ubraniu.
Zrobił powolny krok w jej stronę, a jego drwiący uśmiech poszerzył się, gdy skrócił dzielący ich dystans. — Och, jestem pewien, że nie — powiedział głosem ociekającym sarkazmem.
Serce Elle waliło coraz mocniej. Powoli wstała, trzymając plecy przyciśnięte do barierki. Musiała wymyślić wyjście z tej sytuacji. Zanim jednak zdołała cokolwiek wymyślić, on sięgnął do drzwi, otwierając je z ostentacyjną swobodą.
Nie powiedział już ani słowa. Zamiast tego odsunął się na bok, wskazując gestem na otwarte drzwi z kpiącym skłonem głowy, zapraszając ją do środka. Ten drwiący uśmiech nie schodził mu z twarzy.
















