— Przypomnij mi, dlaczego nie powinienem wezwać policji w związku z tym... jawnym nękaniem? — zapytał, uśmiechając się ironicznie i delektując się whisky. Stojąc przy barku, patrzył, jak ona upija się alkoholem. Nie taki wizerunek chciała mu pokazać, ale jaki miała wybór?
— Nękaniem? — prychnęła Elle, po czym wychyliła whisky, którą jej nalał, osuszając szklankę jednym haustem.
Nawet nie zarejestrowała pieczenia w gardle, gdy odstawiła pustą szklankę na stół z hukiem. Obraz lekko jej się zamazał, ale nie dbała o to. Alkohol był jedyną rzeczą, która powstrzymywała ją przed całkowitym rozsypaniem się. Była w rozsypce. Czuła się jak wrak. Wyglądała jak wrak.
— I stalking — dodał Alaric, a w jego głosie pobrzmiewało rozbawienie. — To chyba przestępstwo, prawda?
Przez chwilę Elle miała ochotę zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy. — Już ci mówiłam…
— Tak, tak, przyłapałaś swojego chłopaka na zdradzie. Wspomniałaś o tym już trzy razy — przerwał jej, od niechcenia kołysząc whisky w szklance. — Ale skąd mam wiedzieć, że to prawda? Może po prostu jesteś tu, żeby szpiegować mnie i moje projekty. W końcu jesteśmy rywalami, czyż nie?
Elle parsknęła, sięgając po kolejną szklankę whisky. Powinna była wiedzieć, czego się spodziewać, gdy go zobaczyła. Alaric Vane nie był typem, który okazuje współczucie — wolałby rozmawiać o interesach niż okazać choć odrobinę troski.
— Zwolnij — głos Alarica przebił się przez mgłę, a jego ton był bardziej rozkazem niż sugestią.
Elle gwałtownie odwróciła głowę w jego stronę, mrużąc oczy. — Co cię to obchodzi? — warknęła ostro. — Pewnie uwielbiasz tę sytuację. Pewnie śmiejesz się ze mnie w duchu. — Spróbowała podejść do niego, ale poczuła, że świat zaczyna wirować. Przekleństwo wymknęło się z jej ust.
Alaric zaśmiał się – był to niski, gardłowy dźwięk, który sprawił, że mimo złości przeszły ją dreszcze. — Masz rację — powiedział, opierając się o barek i nie spuszczając z niej wzroku. — Wyglądasz teraz żałośnie. Zdecydowanie nie przypominasz tej Elle, z którą dorastałem.
Te słowa uderzyły boleśnie, tnąc jej pijackie otępienie niczym nóż. Nienawidziła go w tej chwili — nienawidziła tego, jak zawsze potrafił wyprowadzić ją z równowagi. Jej spojrzenie stało się jeszcze bardziej nienawistne, gdy próbowała odzyskać rezon. Pokój lekko się przechylił. Ale nie wycofała się. Przy Alaricu nigdy tego nie robiła.
Widząc jej stan, Alaric znów zachichotał.
— Och, wypchaj się, Alaric — warknęła. — Przestań się ze mnie śmiać.
Nawet nie drgnął. Nie zareagował na jej wybuch. Zamiast tego zrobił krok w jej stronę, skracając dystans jednym płynnym ruchem. Elle czuła bijące od niego ciepło; napięcie między nimi iskrzyło niczym przewód pod napięciem.
— To wszystko, na co cię stać? — wymruczał niskim, kpiącym tonem — jak zawsze.
Elle zacisnęła pięści, czując przypływ gniewu zmieszanego z czymś jeszcze — czymś, czego nie chciała do siebie dopuścić.
Zanim Elle zdążyła odwrócić głowę, ręka Alarica wystrzeliła do przodu. Jego palce mocno ujęły jej podbródek, zmuszając ją, by na niego spojrzała. Jego oczy były ostre, przeszywające, pełne frustracji i czegoś mroczniejszego.
— Czy to nie żałosne — powiedział cicho i drwiąco. — Że kobieta, którą miałem poślubić, płacze przez innego mężczyznę?
Te słowa były jak policzek. Klatka piersiowa Elle zacisnęła się. Gniew wezbrał jej w gardle. Zacisnęła zęby, a puls walił jej w uszach. Ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było okazywanie słabości przed nim, z wszystkich ludzi na świecie. Nie teraz. Nie po tym, jak te wszystkie lata temu zdecydowała się od niego odejść, zmuszając dziadka do zerwania zaręczyn w chwili, gdy poznała Juliana.
A teraz stała przed Alaricem, rozpadając się na kawałki jak jakaś słaba, skrzywdzona istotka. Przez moment pomyślała, że może skok z krawędzi budynku byłby łatwiejszy niż to wszystko. Ale potem przypomniała sobie, co widziała i słyszała wcześniej, a gniew zapłonął w niej niczym lawa gotowa do wybuchu. Nie. Stawienie czoła Alaricowi było lepsze niż pozwolenie tym ludziom, by ich zdrada uszła im płazem.
Oczy Elle zapiekły. Szarpnięciem uwolniła podbródek z jego uścisku. Nie pozwoli im wygrać! Oddech Elle stał się urywany, gdy wpatrywała się w Alarica, a jej wściekłość sięgała zenitu. W głowie kręciło jej się od alkoholu i od wszystkiego, co właśnie przeżyła. Wiedzioną czystą furią, wyrzuciła z siebie słowa, które zaskoczyły nawet ją samą: — Więc się ze mną ożeń.
Przez chwilę sama nie mogła uwierzyć w to, co właśnie opuściło jej usta. Dlaczego mówiła, zanim mózg zdążył zareagować? W duchu obwiniła za to alkohol.
Nie chciała tego powiedzieć, ale skoro słowa już padły, nie mogła ich cofnąć. Była zbyt wściekła, zbyt zraniona i zbyt pijana, by się tym przejmować.
Wyraz twarzy Alarica zastygł na ułamek sekundy, a jego oczy rozszerzyły się akurat na tyle, by pokazać, że tego się nie spodziewał. Jego śmiech zaczął się nisko, dudniąc głęboko w piersi, zanim wybuchł w pełni. Był to śmiech pełen niedowierzania, rozbawienia i być może odrobiny kpin.
— Ożenić się z tobą? — powtórzył, wciąż się śmiejąc. W jego oczach tańczyły iskierki wesołości, jakby właśnie usłyszał najzabawniejszy dowcip na świecie.
Szczęka Elle zacisnęła się, a palce wbijały się w dłonie, gdy mrużyła na niego oczy. Dźwięk jego śmiechu tylko podsycał ogień w jej wnętrzu. Czuła, jak jej serce bije coraz szybciej, a puls tętni adrenaliną. Dobrze. Chciał się śmiać? Niech się śmieje!
— Tak — powiedziała, tym razem mocniejszym głosem, hardo unosząc podbródek. — Ożeń się ze mną.
Śmiech Alarica ucichł, a jego twarz spoważniała. Wpatrywał się w nią, a rozbawienie znikało, gdy w końcu dotarło do niego, jak poważny jest jej ton. Jego oczy zwęziły się lekko, studiując ją, jakby próbował rozgryźć, w jaką grę ona gra.
Zmrużyła oczy. Czuła na sobie ciężar jego spojrzenia i z jakiegoś nieznanego powodu sprawiło to, że poczuła się odważniejsza, bardziej lekkomyślna i zdesperowana, by uwolnić się od burzy szalejącej w jej środku.
— Myślisz, że to zabawne? — warknęła, a jej głos drżał. — Dzisiaj miała być moja rocznica z Julianem. Miałam mu dziś dać wszystko — wszystko. — Wzięła oddech, próbując się uspokoić. Potem powolnymi, celowymi ruchami rozpięła płaszcz, zsuwając go z ramion. Miękki materiał opadł na podłogę, ukazując zmysłową bieliznę, którą wybrała specjalnie dla Juliana.
W oczach Alarica błysnęło coś nieczytelnego, gdy po niej przesunęły się wzrokiem. Nic nie powiedział, nie poruszył się, tylko patrzył na nią, a jego spojrzenie stwardniało.
Elle napotkała jego wzrok; gniew i bezbronność toczyły w niej walkę, ale nie odwróciła oczu, nie mogła... — Ożeń się ze mną — powtórzyła, a jej głos był wyzwaniem, prowokacją. — Zawsze tu jesteś, zawsze przypominasz mi o tym, z czego zrezygnowałam. Więc dlaczego po prostu tego nie weźmiesz? Ożeń się ze mną i miejmy to z głowy!
Szczęka Alarica zacisnęła się. Jego oczy pociemniały i przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. Powietrze między nimi stało się ciężkie, gęste od niewypowiedzianych słów, starych wspomnień i lat nierozładowanego napięcia.
Jednak Elle wytrzymała jego spojrzenie, odmawiając wycofania się. Nie wiedziała, czy mówi serio, czy po prostu próbuje sprawić, by on coś poczuł — cokolwiek. Ale w tej chwili chciała sprawdzić, czy podejmie wyzwanie, czy połknie haczyk.
Alaric postąpił krok naprzód, skracając dystans między nimi. Jego oczy wbiły się w jej oczy. Nie zaśmiał się. Nie drwił z niej. Zamiast tego pochylił się bliżej, jego oddech był ciepły na jej skórze, a głos niski i opanowany.
— Czy tego naprawdę chcesz, Elle? — Jej imię spłynęło z jego ust, a dźwięk ten sprawił, że serce jej zamarło. Podszedł jeszcze bliżej, nie spuszczając z niej wzroku. — Bo jeśli powiesz to jeszcze raz — jego głos stał się głębszy — nie będę się śmiał.
Serce Elle pędziło, puls huczał jej w uszach. Nie spodziewała się tego. Nie spodziewała się, że potraktuje ją poważnie.
Po raz pierwszy Elle się zawahała, ale nie cofnęła się. Stała twardo, a jej emocje wirowały w chaotycznej mieszaninie gniewu i czegoś jeszcze — czegoś surowego i niezaprzeczalnego.
I w tej chwili zdała sobie sprawę, że być może wcale nie żartowała.
Przełknęła z trudem ślinę. Potem, zanim zdążyła pomyśleć o czymkolwiek innym, wypowiedziała: — Ożeń się ze mną.
















