Elle zamarła, jej ciało odmówiło posłuszeństwa, podczas gdy umysł próbował przetworzyć to, co właśnie usłyszała. Ten dźwięk — to nie była muzyka. Był prawdziwy i dobiegał z jego sypialni. „Nie, to niemożliwe” — pomyślała, a fala niedowierzania zalała jej umysł. Może to tylko wyobraźnia. Może stres ostatnich tygodni w końcu dał o sobie znać. Być może to skutek domykania tych wszystkich projektów w ciągu jednego miesiąca.
To musiało dziać się tylko w jej głowie.
Ostrożnymi, niemal drżącymi krokami ruszyła na górę. Gdy dotarła na szczyt, chichot był już wyraźniejszy, zmieszany z cichym mrukiem głosów. Serce Elle zamarło, gdy usłyszała głos Juliana — niski, intymny, niemożliwy do pomylenia.
Podeszła bliżej, zaciskając dłoń na poręczy tak mocno, że jej kłykcie pobielały. Puls huczał jej w uszach, ale poruszała się bezszelestnie. Drzwi do sypialni były lekko uchylone i przez tę szczelinę go zobaczyła.
Julian tam był, leżał w łóżku, obejmując ramionami inną kobietę. Ona się śmiała, opierając głowę na jego piersi, a jej dłoń kreśliła leniwe kółka na jego skórze. Całe ciało Elle zdrętwiało z zimna. Nie mogła złapać tchu.
Dłoń Elle zaczęła drżeć w niekontrolowany sposób, jej palce kurczyły się u boku, gdy próbowała siłą zacisnąć je w pięść. Zgniotła je mocno, wbijając paznokcie w dłoń. Była to jedyna rzecz, która trzymała ją w rzeczywistości, jedyny sposób, by nie rozpaść się całkowicie. Jej oczy były utkwione w scenie przed nią, nie mogąc uwierzyć w to, co widzą.
Tam, w ramionach Juliana, była Sienna. Jej własna kuzynka. Kobieta, której głos był teraz podszyty tą mdłą słodyczą, którą Elle aż nazbyt dobrze znała. — Wysłanie jej stąd było najlepszą decyzją pod słońcem — gruchała Sienna, a jej słowa były jak trucizna sącząca się do uszu Elle. — Gdyby Elle tu była, zrujnowałaby dziś wszystko.
Żołądek Elle wykręcił się gwałtownie na dźwięk własnego imienia, a żółć podeszła jej do gardła. Zrujnowałaby co? O czym oni, do cholery, mówili?
— Sienna, przestań — mruknął Julian głosem pozbawionym przekonania, jakby jej słowa były jedynie drobną niedogodnością. Nie odpychał jej; nie był zły. Elle poczuła falę mdłości, zdając sobie sprawę, że to nie był żaden błąd po pijanemu. Julian nie wyglądał na pijanego, podobnie jak jej kuzynka.
Sienna wydęła wargi, przesuwając palcami powoli w dół klatki piersiowej Juliana, zatrzymując się na dłużej, jakby rzucała mu wyzwanie, by ją powstrzymał. — Och, nie udawaj, że ci się to nie podoba — droczyła się. — Mieć dwie kobiety uganiające się za tobą to pewnie miłe uczucie, co? — Uśmiechnęła się drwiąco, a w jej oczach błysnęły psotne ogniki. — Więc dlaczego po prostu się nie przyznasz i wreszcie nie wybierzesz jednej?
Zanim Julian zdołał odpowiedzieć, Sienna nagle zarzuciła na niego nogę, siadając na nim okrakiem jednym sprawnym ruchem. Przygwoździła go pod sobą, przyciskając swoje ciało do jego, i pochyliła się, muskając wargami jego ucho. — Wiem, że Elle nie może dać ci tego, co ja — wyszeptała Sienna tak cicho, że Elle ledwie to wychwyciła. — Powinieneś wybrać mnie.
Serce Elle rozpadło się na kawałki. Stała jak sparaliżowana, niezdolna do ruchu, patrząc, jak Sienna całuje szyję Juliana, przesuwając wargami po jego skórze, jakby to było jej miejsce. Jednak Julian jej nie odepchnął. Nie powiedział też „nie”.
— Sienna, przestań — powtórzył, ale jego dłonie spoczęły na jej biodrach, nie robiąc nic, by ją powstrzymać. W jego głosie brakowało stanowczości; pozwalał na to. Pozwalał na TO.
Klatka piersiowa Elle zacisnęła się. Czuła, jak ogarnia ją obrzydzenie. Nigdy nie wyobrażała sobie czegoś takiego, nawet w najgorszych koszmarach. Łzy wypełniły jej oczy, zamazując obraz, gdy spływały po policzkach. Nie wydała żadnego dźwięku. Nie mogła. Przyłożyła dłoń do ust, dławiąc szloch, który groził wyrwaniem się z jej piersi. „Nie wydaj żadnego dźwięku” — mówiła sobie w duchu. „Nie pozwól im dowiedzieć się, że tu jesteś”.
Przez czas, który wydawał się wiecznością, Elle stała tam bez ruchu, a jej myśli wirowały. Już miała zacząć się wycofywać, próbując przetworzyć wszystko, co zobaczyła, gdy głos Sienny znów przeciął ciszę.
— Idę po więcej wina — zachichotała Sienna, a jej głos był lekki i figlarny, zupełnie beztroski.
Serce Elle podskoczyło do gardła. „Idzie w tę stronę”. Panika przeszyła ją na wskroś, zmuszając ciało do ruchu. Nie mogła pozwolić, by Sienna ją zobaczyła. Nie mogła znieść tej konfrontacji — nie teraz.
Poruszając się szybko, lecz bezszelestnie, Elle przemknęła korytarzem w stronę najbliższego pokoju. Gabinetu Juliana. Jej kroki były niemal niesłyszalne, gdy dotarła do drzwi i uchyliła je na tyle, by wślizgnąć się do środka. Zamknęła je delikatnie, uważając, by nie narobić hałasu.
Puls huczał jej w uszach, gdy przycisnęła się do ściany; chłód drewna nieco ją cucił, choć ledwie potrafiła zebrać myśli. Wstrzymała oddech, próbując wyłowić słabe dźwięki z sypialni. Ten pokój był całkowicie dźwiękoszczelny. Już ich nie słyszała. Elle zamknęła oczy, starając się opanować narastającą w niej panikę.
Co teraz? Nie mogła wyjść tak, by jej nie zauważyli. Była uwięziona, chowając się w gabinecie Juliana niczym obca osoba w życiu, które – jak sądziła – dobrze znała.
Elle wiedziała, że nie może wiecznie ukrywać się w gabinecie. Po chwili omiotła wzrokiem pomieszczenie, szukając czegokolwiek, co pomogłoby jej wymyślić kolejny krok. Jej wzrok spoczął na laptopie Juliana leżącym na biurku.
Wahała się tylko sekundę, po czym podeszła do niego, a jej dłonie lekko drżały, gdy go otwierała. Wpisała hasło, które znała aż za dobrze. Zadziałało. Jej palce poruszały się szybko, wchodząc w podgląd kamer bezpieczeństwa w mieszkaniu. Zgodnie z przewidywaniami, kamery były wyłączone. „Oczywiście” — pomyślała z goryczą. Julian prawdopodobnie je wyłączył, by upewnić się, że nie będzie żadnych dowodów na to, co działo się tej nocy. Było jasne, że to nie był pierwszy raz, kiedy ta dwójka spędzała tu czas. Julian musiał wyłączać kamery za każdym razem.
Elle zamknęła laptopa i ponownie rozejrzała się po pokoju. Wtedy jej wzrok padł na dużą zasłonę skrywającą drzwi na taras.
Nie marnując ani sekundy, ruszyła w stronę drzwi tarasowych, poruszając się szybko i cicho. Nie mogła dać się złapać.
Wsunęła dłoń za zasłonę, szukając klamki. Jej palce przez chwilę błądziły, ale w końcu ją znalazły; obróciła gałkę i otworzyła drzwi na tyle, by wyślizgnąć się na zewnątrz.
Chłodne nocne powietrze uderzyło ją w twarz, gdy stanęła na tarasie. Był niewielki, ale wystarczający, by się schować. Światła miasta migotały daleko pod nią, ale ledwie rejestrowała ten widok. Jedyne, o czym mogła myśleć, to ucieczka stąd.
Przycisnęła plecy do zimnej ściany, zamykając za sobą drzwi i zostawiając jedynie wąską szczelinę, by usłyszeć, jeśli ktoś wejdzie do gabinetu. Stała w całkowitym bezruchu, próbując zapanować nad oddechem i szukając sposobu na opuszczenie tego miejsca.
Jak na zawołanie, usłyszała dźwięk otwieranych drzwi gabinetu. Jej serce załomotało, a całe ciało napięło się, gdy głos Juliana rozległ się w pokoju.
















