Uśmiechnęłam się gorzko, odpowiedziałam: „Dobrze”, a potem się rozłączyłam. Iwanna stała się w moich oczach kobietą wyrachowaną. Udawała, że szczerze radzi mi, abym zastanowiła się nad swoimi wartościami, a teraz kpiła ze mnie przed moim mężem.
W końcu zdałam sobie sprawę, jak nieprzewidywalni potrafią być ludzie. Nic dziwnego, że próbowała mnie wybadać, twierdząc, że widziała Mateusza. Stało się jasne, że to z powodu jej obciążonego sumienia.
Mateusz mówił, że dawno nie widział Iwanny. Serce mi pękło, że tak mnie okłamał. Zainwestowałam w Iwannę i Mateusza w tym obcym mieście, a oni mnie zdradzili. Nie wiedziałam, komu jeszcze mogę zaufać.
Wpatrywałam się w okno, zanim zadzwoniłam do Mateusza. Zgodnie z moimi podejrzeniami, jego odpowiedź była taka sama jak Iwanny.
Wpadłam w szał i pobiegłam do kawiarni, ale gdy weszłam, zadzwonił mój telefon. Odebrałam telefon od przedszkolanki, która powiedziała, że Ava spadła ze zjeżdżalni i trafiła do szpitala. Ta wiadomość przeraziła mnie i szybko złapałam taksówkę do szpitala.
Po drodze zadzwoniłam do Mateusza, żeby poinformować go o wypadku Avy.
On i ja dotarliśmy do Szpitala Kineina niemal jednocześnie. Zastaliśmy Avę płaczącą na izbie przyjęć z zadrapaniem na czole. Lekarz powiedział nam, że ma lekkie wstrząśnienie mózgu, ponieważ zwymiotowała po upadku. Zasugerowali również, aby zatrzymać ją w szpitalu na obserwacji.
Opiekunka odpowiedzialna za Avę była przerażona i zapłakana, wpatrując się w Mateusza z poczuciem winy. Dziekan również tam był, przepraszając bez końca.
Chociaż Mateusz wydawał się niezadowolony, zachował spokój i zapytał dziekana o obrażenia Avy. Dziekan powiedział, że chłopiec zepchnął Avę z małej platformy zjeżdżalni.
To, co usłyszałam, przeraziło mnie, ponieważ wiedziałam, że zjeżdżalnia ma co najmniej półtora metra wysokości.
„Czy w ogóle dbacie o dzieci w waszej szkole?! Jako rodzice powierzamy wam nasze dzieci, a jednak to się dzieje?!” Nie mogłam znieść ich niekompetencji i nakrzyczałam na nich.
Mój wybuch zszokował Mateusza, ponieważ nigdy nie widział mnie tak histerycznej. Nawet Ava się przestraszyła i zadrżała, kontynuując płacz.
Mateusz mnie pocieszał, podczas gdy dziekan z poczuciem winy załatwiał formalności szpitalne i zorganizował salę szpitalną dla Avy. Kiedy lekarz wszystko załatwił, Iwanna zadzwoniła do mnie i zapytała, gdzie jestem.
Domyśliłam się, że wie, co się stało. Mimo to powiedziałam jej, że Ava upadła i trafiła do szpitala. Wkrótce potem Iwanna wpadła do szpitala i z troską pytała o Avę.
Przypadkowo Mateusz również był na oddziale. Oboje wyglądali spokojnie, chociaż widziałam między nimi subtelną wymianę spojrzeń. Mateusz wydawał się nawet trochę zdenerwowany.
Powstrzymałam się od reakcji i udałam ignorancję. Potem zapytałam Iwannę: „Skończyłaś już spotkanie?”
„Tak. To nic ważnego.” Iwanna zlekceważyła moje pytanie i zapytała: „Dzwoniłaś w jakiejś sprawie?”
„Nie. Po prostu się nudziłam. Mateusz mówił, że dawno cię nie widział, więc pomyślałam, żeby zaprosić cię na lunch” - powiedziałam, uważnie ją obserwując.
Spojrzała na mnie i spokojnie odpowiedziała: „Ojej! Jeśli chcesz jeść, poczekaj, aż Ava wyzdrowieje. Zaproszę całą twoją rodzinę na wielki obiad.”
Potem pogładziła Avę po głowie i zapytała: „Czy to w porządku, Ava? Kupię ci wszystko, co chcesz, kiedy wyzdrowiejesz.”
Ava zamrugała i skinęła głową z nadąsaną miną. Jej głowa spuchła po upadku i było mi jej strasznie żal.
Instynktownie odsunęłam rękę Iwanny, zła na jej próbę zapewnienia sobie pozycji "macochy". Czy ona już planowała zająć moje miejsce? Nawet nie brałam pod uwagę dania jej takiej szansy.
Iwanna wyczuła moją oziębłą postawę i spojrzała ze zdziwieniem, pytając cicho: „Coś się stało?”
















