– Nie ruszaj się. – Shane wstaje i wychodzi sprężystym krokiem z pokoju. Nie mam czasu zastanawiać się, czy to wszystko jest jedną wielką pomyłką, zanim wraca z moją torebką w dłoniach. Rzuca ją obok mnie. – Telefon.
Wygrzebuję go drżącymi rękami, odblokowuję i podaję. Shane przygląda mi się, po czym wskazuje podbródkiem na kanapę. – Usiądź w rogu.
Słucham, poruszając się niezgrabnie. Opieram się
















