Zgodnie z naszą poranną rutyną, piekłem kolejnego królika nad ogniem w chacie, podczas gdy rąbałem więcej drewna na opał, a Juliana, opatulona ciepło, siedziała na werandzie i obserwowała mnie.
Odruchowo sięgnąłem po broń zatkniętą za pasem na plecach, gdy usłyszałem trzask łamanej gałązki.
– Spokojnie – zawołał Jaxon ze skraju lasu.
Wsunąłem pistolet z powrotem na miejsce i odstawiłem siekierę, o
















