Zanim dotarłem na lotnisko, rzygać mi się już chciało od prowadzenia, a dupa napierdalała mnie od tak długiego siedzenia. James wysłał nas przez trzy stany, żebyśmy stamtąd wylecieli. Rozumiałem dlaczego, ale Chryste Panie, to był wrzód na dupie.
Jeden z ludzi Jamesa ruszył, by otworzyć drzwi Juliany, gdy wysiadłem. Warknąłem, pstrykając na niego palcami, by go zatrzymać. – Dotknij tych drzwi, a J
















