Dwa tygodnie.
Od dwóch tygodni tkwiliśmy w górach. Przetrwaliśmy śnieżycę i na szczęście, dzięki temu, że każdego ranka rąbałem drewno, nie brakowało nam ciepła. Jaxon był na tyle uprzejmy, że stawił czoła pogodzie i przyniósł nam oprawionego królika do jedzenia, żebym nie musiał zostawiać Juliany w tym czasie.
Śnieżyca minęła, choć śnieg na zewnątrz sięgał mi teraz do kolan. Było cholernie zimno,
















