Zwalnia rękę, będąc mi posłuszną, chociaż wiem, że tego nie chce. Nagradzam ją kolejnym klapsem, tym razem na tyle mocnym, że zaczyna się wić i wydaje z siebie krzyk, który, jak zgaduję, usłyszała moja sekretarka.
– Grzeczna dziewczynka, mała – mówię, nachylając się bliżej, by pocałować jej czerwony, obolały tyłek.
– Byłaś taka grzeczna, ale tym razem to ja sprawię, że dojdziesz.
Kwili z wdzięczno
















