Juliana stała u mojego boku, gdy pakowałem jej skromny dobytek do bagażnika samochodu. Po śniadaniu zawiozłem ją do klubu, żeby zabrała swoje rzeczy z pokoju. Nie miała tego wiele – głównie bieliznę. Miała jakieś sześć czy siedem koszul, kilka par dżinsów, parę szortów i sukienkę, ale na tym kończyła się cała jej garderoba.
Co oznaczało, że muszę zabrać ją na zakupy.
To jednak musiało poczekać, po
















