Przez dziesięć lat umniejszałam samą siebie, by pasować do cienia mojego byłego narzeczonego. Nagroda? Zostałam rzucona, wyrzucona z domu i wręczono mi zaproszenie na rejs przedślubny, na którym mój były ma świętować z przepiękną modelką. Aby przetrwać ten miesięczny luksusowy rejs i pokazać mojemu zarozumiałemu eks, że mnie nie złamał, potrzebuję osoby towarzyszącej. Nie byle kogo – potrzebuję kogoś, kto zwali go z nóg. I tu wchodzi Reid Harrington. Niekwestionowany „niegrzeczny chłopiec” ligi NHL, bóg lodu o zniewalających dołeczkach w policzkach i... absolutny idol mojego byłego. Reid potrzebuje odświeżenia wizerunku PR, aby ratować swoje wielomilionowe kontrakty reklamowe. Ja potrzebuję natrzeć mojemu aroganckiemu eks nosa moim nowym „związkiem”. To układ idealny. Prosty plan udawanego randkowania z konkretną datą ważności: Jeden rok. Przekonujące okazywanie uczuć publicznie. Zero prawdziwych emocji. Lecz gdy luksusowy liniowiec wypływa w morze, a udawany dotyk zaczyna zmieniać się w płomienne, nocne spotkania, granice naszego kontraktu zaczynają się zacierać. Reid nie tylko odgrywa swoją rolę. Jest zaborczy, zaciekle opiekuńczy i doskonale wie, jak sprawić, bym przy nim miękła. A przerażająca prawda? Legenda hokeja, która sprawia, że mój były zielenieje z zazdrości... wcale nie udaje. Czekał na swoją szansę od czasów studiów. I tym razem gra o wszystko.

Pierwszy Rozdział

Poświęciłam dziesięć lat życia jedynemu mężczyźnie, którego kiedykolwiek kochałam – mojemu byłemu narzeczonemu, Brooksowi Sinclairowi. Od ósmej klasy podstawówki zawsze byłam przy nim. Ukształtowałam się na kobietę idealną dla niego. Nosiłam krótko przycięte czarne loki, dokładnie tak, jak lubił. Nigdy się nie malowałam. Ubierałam się w stroje, które akceptował, bo nie lubił, gdy inni mężczyźni na mnie patrzyli. Przez dziesięć lat robiłam wszystko, czego chciał. Miałam zostać jego żoną. Wszyscy wiedzieli, że jesteśmy sobie pisani. Dlatego nie miało to żadnego sensu, gdy sześć miesięcy temu rzucił to wszystko w diabły. – Co powiedziałeś? – mój głos był ledwie szeptem. Brooks wpatrywał się we mnie znad restauracyjnego stolika z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Zrobiłam tę rezerwację wiele miesięcy temu z okazji naszej dziesiątej rocznicy. – Myślę, że powinniśmy ze sobą zerwać – powiedział. Mrugnęłam. Serce waliło mi w piersi. – Brooks, to ma być żart? Bo to wcale nie jest zabawne, kochanie. – Nie żartuję, Adeline. – Nie, na pewno żartujesz! – mój głos nieco się podniósł, zerknęłam wokół. Ludzie się gapili. Wzięłam głęboki oddech i sięgnęłam po jego dłonie nad stołem. Pierścionek zaręczynowy wciąż lśnił na moim palcu. Nigdy nie chciałam go zdejmować. Nawet teraz. – Dopiero co zaczęliśmy planować ślub – powiedziałam, starając się zachować opanowanie. – Wiem, że to stresujące, ale właśnie dlatego biorę większość przygotowań na siebie. Nie odpowiedział. – Jeśli to dla ciebie za dużo, możemy go przesunąć – dodałam, choć te słowa smakowały jak trucizna. Już i tak odkładaliśmy to latami. Ale jeśli to było konieczne, byśmy zostali razem, zrobiłabym to bez wahania. – Nie chcę, żebyś czuł presję. Brooks wypuścił gwałtownie powietrze. – Czyli nie chcesz, żebym się z tobą żenił? Bo to jest coś, czego ja nie chcę robić, Adeline. Jego słowa uderzyły mnie jak policzek. Poczułam ucisk w klatce piersiowej. – Nie mówisz poważnie. – Mówię zupełnie poważnie. – Jego głos był stanowczy. Zimny. W niczym nie przypominał człowieka, w którym się zakochałam. – Już cię nie kocham. Od lat. Przestałam oddychać. – Zostałem, bo wiedziałem, jak wiele ci zawdzięczam – przyznał. – Ale nie mogę już stawiać ciebie ponad moje szczęście. – Związki przechodzą trudne chwile. Musimy po prostu nad tym popracować... Brooks wyrwał swoją dłoń z mojej i przeczesał palcami włosy. Zawsze był przystojny. Miał jasnobrązowe włosy, złocistobrązowe oczy i uśmiech, który mógł roztopić każdego. Wiedziałam, że mam szczęście, mając go przy sobie. Mógł mieć każdą dziewczynę. Ale wybrał mnie. To musiało coś znaczyć. Ludzie nie wyrzucają ot tak dziesięciu lat. Ale teraz nie uśmiechał się do mnie. Miał zagniewaną minę. Wstał, otrzepując dłoń o udo, jakby mój dotyk był czymś brudnym. – Nie chcę nad niczym pracować. Nie z tobą. – Jego głos był wyprany z emocji. – Minęło dziesięć lat, Addie. Gdybyśmy byli sobie pisani, czy nie bylibyśmy już po ślubie? To zdrobnienie zabolało. Spuściłam wzrok na talerz. – Jedynym powodem, dla którego jeszcze nie jesteśmy małżeństwem, był fakt, że musiałeś skupić się na karierze... – Nie. – Jego ton był ostry. – To dlatego, że nigdy nie widziałem w tobie kogoś, z kim mógłbym się ożenić. Te słowa uderzyły mnie jak cios w żołądek. – Może i jesteś w czyimś typie, ale nie w moim, Adeline. Poza tym, większość zawodników NHL się nie żeni. Ale ty byś tego nie zrozumiała. Rozumiałam. Nie chciałam przeżyć całego życia, nie będąc niczyją żoną. Ale dla niego byłabym gotowa spróbować. – Nie rób scen, Brooks. Mogą tu być reporterzy. Zaśmiał się cicho. – Zawsze byłaś popychadłem, prawda? – Pochylił się nieco w moją stronę. – Ale kochałem cię, kiedy byliśmy młodsi. Z tego powodu możesz zatrzymać pierścionek. Nie chcę go z powrotem. Odwrócił się, by wyjść, po czym zerknął przez ramię. – Aha, nie możemy już razem mieszkać. Rozumiesz to, prawda? Jestem teraz wolnym człowiekiem. Powinienem móc sprowadzać sobie panienki do mojego własnego, kurwa, domu. Uśmiechnął się drwiąco. – Zostaw klucz w doniczce. Potem odszedł. I tak po prostu zabrał ze sobą całe moje życie.

Odkryj więcej niesamowitych treści