– Powiedziałem: wyjdź! – Vaughn pchnął mnie w klatkę piersiową. Zrobił to z taką siłą, że wylądowałam na środku pokoju, a jego oczy płonęły gniewem niczym u smoka gotowego zipnąć ogniem.
Siedząc na tyłku z dłońmi opartymi o drewnianą podłogę, by nie polecieć do tyłu, posłałam mu mordercze spojrzenie.
– Wiesz co? Naprawdę się o ciebie martwiłam, ale widzę, że nawet utrata krwi nie jest w stanie wyl
















