Przyciągnęłam tę górę ubłoconych strojów do pralni. Znajdowała się tuż za kuchnią i była jakieś trzy razy większa niż cały nasz dom na kółkach. Pachniało w niej świeżą cytryną, było ciepło, a przemysłowe pralki wyglądały, jakby żywcem wyjęto je z jakiejś miejskiej pralni samoobsługowej. Wątpiłam, by kiedykolwiek wykorzystano ich pełen potencjał – aż do dzisiejszej nocy.
Zrzuciłam stertę brudnych s
















