Przekreślenie Legendy

Przekreślenie Legendy

Autor: Aeliana Moreau

7|Piłki tenisowe
Autor: Aeliana Moreau
20 lip 2026
– Co ty tu robisz, Maple? – Otworzyłam szerzej drzwi. Zamerdała ogonem i upuściła piłkę na bruk, a zaraz obok niej pojawił się drugi golden retriever oraz husky. Moje drzwi wejściowe wydały się nagle mniejsze, gdy przed domkiem basenowym usiadły trzy wielkie psy. – O nie – pokręciłam głową. – Nie mogę się z wami bawić. Szef i tak już mnie nie znosi. Maple pisnęła cicho, popychając piłkę nosem. Mokra od śliny piłka potoczyła się i oparła o czubek mojego trampka. Spojrzałam na Maple, a potem na dwa pozostałe psy, rozdarta wewnętrznie. Wrogość Vaughna jasno dawała do zrozumienia, że te zwierzęta są dla niego kimś wyjątkowym i wolałby spędzać czas wyłącznie z nimi, niż oddychać tym samym powietrzem co ja. Westchnęłam, a moje ramiona opadły. – Naprawdę nie mogę się teraz bawić, Maple – powiedziałam, kucając. Ujęłam jej pysk w dłonie i zaczęłam drapać ją za uszami. – Widziałaś przecież, jak potraktował mnie twój człowiek, prawda? Jeśli zobaczy, że się z wami bawię, może mnie wylać. Retriever i husky wcisnęli swoje pyszczki tuż obok Maple, domagając się tej samej porcji pieszczot, którą ją obdarzałam. Głęboko wierzę, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Czasami bywają o wiele lepsi od ludzi i czułam, że ta trójka zostanie moimi jedynymi powiernikami w tej posiadłości. Położyłam dłoń na głowie husky’ego, szukając imienia na obroży. Storm. A drugi retriever wabił się River. – Ale macie piękne imiona – zawołałam pieszczotliwie, podnosząc się z ziemi. Maple pisnęła i znowu upuściła piłkę. Wyglądała przed moimi drzwiami jak wielka, puchata poduszka. Wyglądało na to, że nigdzie się nie wybierają. – Dobra, umowa stoi: jak skończę krzątać się po domu, może pobawimy się po południu. Pasuje? Jakby mnie zrozumiały, nastawiły uszu, a z rezydencji dobiegł ten sam cichy, dzwoniący dźwięk co wcześniej. Psy natychmiast znieruchomiały, po czym pognały w stronę Vaughna, który stał w otwartych drzwiach domu. Jego spojrzenie było mroczne i badawcze, gdy tak na mnie patrzył. Te oczy… zgubiłyby mnie, gdyby nie był takim dupkiem. Wyprostowałam się, przyglądając się szefowi. Dariowała się we mnie chęć zrozumienia, dlaczego był na mnie tak wściekły. Miałam wrażenie, że on i Paige żywią do mnie jakąś głęboką urazę, która zmaterializowała się w chwili, gdy tylko mnie zobaczyli. Poczekał, aż psy wejdą do środka, po czym zatrzasnął dwuskrzydłowe drzwi, jakby były lekkie niczym worek pierza. Odetchnęłam głęboko, próbując otrząsnąć się z paskudnego nastroju szefa. Wróciłam do domku basenowego, poszłam do kuchni i zaparzyłam sobie kawę, obmyślając plan na pierwszy dzień pracy. After wysłaniu wiadomości do Jonaha, rozejrzałam się po terenie wokół rezydencji, żeby zapoznać się z otoczeniem, zanim wślizgnę się do środka. Przez cały dzień nie natknęłam się na Vaughna. Miałam jednak przeczucie, że może mnie obserwować. Gdziekolwiek się nie ruszyłam w tym domu, czułam na sobie czyjś wzrok. Podpytałam Vernona o typowy plan dnia mojego szefa, by zaplanować jutrzejsze sprzątanie tak, by omijać Vaughna szerokim łukiem. Vernon zdradził, że rano Vaughn zazwyczaj biega z psami. Postanowiłam więc zająć się wnętrzem rezydencji pod jego nieobecność. Bo bez względu na to, jak okropny miał charakter, wciąż rozpaczliwie potrzebowałam tej pracy. Tamtej nocy zasnęłam z nowo odnalezioną odwagą, a rano obudziłam się z równie silną determinacją. Wstałam, zanim słońce wychyliło się zza horyzontu, lecz gdy tylko wyszłam z domku, szczęka opadła mi do samej ziemi. – Chyba sobie stroisz żarty – wyszeptałam w porannym półmroku. Podwodne reflektory basenu ukazywały mnóstwo jaskrawozielonych plamek dryfujących na powierzchni. Błękitna woda zmieniła się w neonową zieleń. Doskonale pamiętałam, jak czysty był ten basen jeszcze wczoraj, więc podeszłam do włączników światła na ścianie domku i jęknęłam z rezygnacją na widok setek piłek tenisowych unoszących się na wodzie. Gardło mi się ścisnęło. Zacisnęłam pięści, próbując przetrawić ten widok. To było celowe. To była otwarta wojna, a ja nie mogłam nawet podjąć walki. Te piłki nie wskoczyłyby do wody same z siebie, a wątpiłam, by psy zostawiły swoje zabawki w basenie. Tupnęłam nogą i zaklęłam pod nosem. To sprawka mojego drańskiego szefa. Jeśli wydaje mu się, że tym sposobem zmusi mnie do rezygnacji, to grubo się, kurwa, myli. Wyłowienie wszystkich piłek zajęło mi niemal godzinę. Kiedy skończyłam, moja skóra przypominała rozmoczony papier – była biała i pomarszczona. Przemokłam do suchej nitki, dzwoniłam zębami, kichałam i rozpaczliwie potrzebowałam suchych ubrań. Słońce stało już wysoko, a obok basenu leżały dwa wielkie worki pełne mokrych piłek. Zmęczona i pociągająca nosem, weszłam do rezydencji, by zacząć sprzątanie, lecz tam powitał mnie kolejny atak – piłki tenisowe były dosłownie wszędzie. W korytarzu, na schodach, a even w kuchni. Dziwne, że nie wpadł na to, by napchać ich do piekarnika i lodówki. Miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy, ale zdołałam zachować spokój. Ten drań mógł mnie obserwować. Nie zdziwiłabym się, gdyby zamontował wszędzie ukryte kamery tylko po to, by napawać się widokiem tego, jak łamie mnie tym swoim dziecinnym zagraniem. – Zachowaj spokój, Frey – westchnęłam. – Twój szef to po prostu duże dziecko. Przerośnięty bachor, pamiętaj o tym. Rezydencja była spełnieniem marzeń, ale mój szef okazał się koszmarem. Zbierając piłki, próbowałam myśleć o czymś przyjemnym, by odwrócić uwagę od narastającej wściekłości. O mamie i Jonahu, o naszej małej oazie w przyczepie. Ten rozpadający się dom był moją bezpieczną przystanią. Na myśl o mamie i Jonahu do oczu napłynęły mi łzy. Wiedziałam, że okłamię Jonaha, gdy zapyta o mój dzisiejszy dzień, ale trudno. Dla rodziny robi się takie rzeczy. Małe poświęcenie. Gdy wreszcie pozbierałam wszystkie piłki i zapakowałam je do worków przy basenie, byłam wykończona, głodna, a plecy pękały mi z bólu. Zmrużyłam oczy, patrząc z wściekłością na dziesięć worków pełnych piłek. Czy to był jego diaboliczny plan, żeby zmusić mnie do odejścia? Czy on w ogóle spał w nocy? Moje rozmyślania przerwało głośne szczekanie zbliżających się do basenu psów. Maple, Storm i River pędziły ile sił w łapach, zatrzymując się w ostatniej chwili, by mnie nie przewrócić. – A wy gdzie byłyście? – zapytałam pieszczotliwie, z nieskrywaną radością kucając i gładząc całą trójkę wielkich psów. Tuż za nimi, zza domku basenowego, wyłonił się Vaughn. Jego dopasowana szara koszulka i spodenki do biegania były całkowicie przepocone. Poranne słońce odbijało się od jego opalonej, wilgotnej od potu skóry, sprawiając, że wyglądał niczym antyczny posąg bóstwa pokryty lśniącą oliwą. W porę powstrzymałam się przed pożeraniem go wzrokiem i uśmiechnęłam się pod nosem, gdy jego posępne spojrzenie spoczęło na workach z piłkami przy brzegu basenu. Wstałam, posyłając mu chłodny, profesjonalny uśmiech. – Dzień dobry, panie Mercer – powiedziałam opanowanym głosem. Uniósł lekko podbródek. – Zrobiłaś śniadanie? Drgnęła mi szczęka. Zachciało mu się śniadania? Jeśli liczył na porządny posiłek, nie powinien był rozrzucać tych cholernych piłek po całej okolicy. – Czekałam na pana – skłamałam, na co uniósł brew. – Nie wiedziałam, czy jest pan na coś uczulony. Nie chciałabym pana otruć już pierwszym posiłkiem. Czy to moje przywidzenie, czy może kwestia zmęczenia, ale przez ułamek sekundy na jego ustach błąkał się cień uśmiechu. – Nie jestem na nic uczulony. Daphne ci o tym mówiła, więc przestań szukać wymówek i bierz się do roboty.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

7|Piłki tenisowe – Przekreślenie Legendy | Czytaj powieści online na beletrystyka