Nogi mi się trzęsły, gdy szłam za nimi po schodach. Walczyłam o to, by zachować spokój, wmawiając sobie, że nic złego się nie stanie. Jednak nie mogłam opanować lęku, który mnie przeszył, gdy dotarliśmy do ciemnego korytarza. Serce podeszło mi do gardła. Wszystko tutaj kojarzyło się z horrorem, ale starałam się stłumić te myśli. Mocno ściskałam torebkę, wiedząc, że w środku wciąż mam gaz pieprzowy.
Gdyby spróbowali ze mną jakichś sztuczek, wiedziałam, co robić. Wypryskałabym im oczy do ostatniej kropli.
Usłyszałam pstryknięcie, po czym cały korytarz został zalany światłem. Z moich ust wyrwało się westchnienie zachwytu. Rozświetlony korytarz wcale nie wyglądał upiornie. Mój wzrok przykuły egzotyczne zdjęcia wiszące na ścianach. Czułam się, jakbym w jakiś sposób przeniosła się w inne miejsce.
„Pospiesz się”.
Wzdrygnęłam się na to wezwanie, mrugając z szoku. Bracia stali przy ostatnich drzwiach w korytarzu, podczas gdy ja utknęłam przy pierwszych, gapiąc się na obrazy jak idiotka.
„Już idę” – odpowiedziałam, podbiegając do nich.
Ten łagodniejszy wyciągnął klucz z kieszeni i otworzył drzwi. Wszedł do środka, podczas gdy drugi odwrócił się do mnie z przebiegłym uśmiechem.
„Króliczku, musisz wiedzieć, na co się piszesz. Nie chcemy, żebyś z płaczem uciekała do mamusi” – zakpił.
„Kto… kto tak powiedział? Nie boję się was!” Mimo to moja dolna warga drżała z przerażenia. Zacisnęłam pięści, by ukryć zdenerwowanie. Ale widziałam, że on o tym wie. Zmierzył mnie wzrokiem jeszcze raz, po czym wszedł do środka, zostawiając otwarte drzwi, bym mogła wejść, jeśli zechcę.
Wiedziałam, co to oznacza. Wejście było moją autonomiczną decyzją. Nie zamierzali mnie zmuszać. Wybór należał do mnie.
Wzięłam głęboki, uspokajający oddech, zanim przekroczyłam próg pokoju. Drzwi zatrzasnęły się za mną, a ja resztką sił powstrzymałam krzyk. Zakryłam usta prawą dłonią, by stłumić dźwięk.
Podobnie jak w korytarzu, usłyszałam pstryknięcie i całe miejsce zalała jasność. Z moich ust wyrwało się stłumione westchnienie, gdy rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wstrząśnięta, cofnęłam się o krok, a potem o kolejny, aż poczułam za plecami drzwi.
Nie spodziewałam się tego, nawet w najśmielszych snach! Wyglądało to tak, jakbym trafiła do miejsca, o którego istnieniu nie powinnam wiedzieć.
„Czy to…” – przełknęłam ślinę, patrząc na braci, którzy od mojego wejścia nie wypowiedzieli ani słowa. Stali z założonymi rękami, unosząc brwi w oczekiwaniu. „Czy to sala tortur?”
„Rozmyśliłaś się, króliczku?”
„Nie, to nie to” – odpowiedział ten szczuplejszy. „To nasza jaskinia rozkoszy”. Wskazał na łóżko i instrumenty w pokoju. Jedną ścianę zajmowały paski i skórzane akcesoria. Było tam mnóstwo rodzajów do wyboru. Obok łóżka leżał bat, a dalej stało krzesło z przymocowanym… dildo? Mój wzrok powędrował ku łańcuchom na łóżku i tym zwisającym z sufitu.
Jasna cholera!
W co ja się, do diabła, władowałam? Dlaczego nazywali salę tortur pokojem rozkoszy?
„Dlaczego to wygląda jak sala tortur?” – zapytałam ponownie, wciąż lustrując pomieszczenie. Wszystko było czarne: zasłony, pościel, przyrządy, a nawet podłoga.
„Bo nią nie jest. To nasz pokój zabaw” – odparł ten o szorstkim głosie. „Jeśli masz wątpliwości, króliczku, zawsze możesz zrezygnować. Nikt cię nie zmusza”.
„Kto powiedział, że mam wątpliwości?” Widok drwiny na jego twarzy sprawił, że poczułam nagłą potrzebę udowodnienia mu, jak bardzo się myli. Chciałam mu pokazać, że nie boję się ani jego, ani niczego innego.
„Więc? Jesteś gotowa podpisać z nami kontrakt?” – zapytał ten cichszy, wskazując na biurko, które pominęłam wzrokiem podczas pierwszych oględzin.
Przełknęłam ślinę, patrząc na teczkę leżącą na stole. „Co to jest?”
„Pisemna umowa. Musisz ją przeczytać i podpisać, wyrażając zgodę na bycie naszą niewolnicą. Seksualną zabawką, którą będziemy mogli pieprzyć, kiedy tylko przyjdzie nam na to ochota”.
Te słowa, wypowiedziane tak bezpardonowo, wywołały dziwną reakcję w moim ciele. Na drżących nogach podeszłam do stołu. Na okładce widniał wytłuszczony napis „KONTRAKT NA SEKSUALNĄ ZABAWKĘ”, który zignorowałam, przechodząc do pierwszej strony.
„Niniejszy kontrakt sporządzony dnia 14 grudnia 2025 roku pomiędzy panno Eveliną Vance, panem Caspianem D'Avenant oraz panem Killianem D'Avenant…”
Zatrzymałam wzrok na imionach. Nie mogłam uwierzyć, że zdobyłam tę informację, zanim jeszcze podpisałam umowę.
Przełknęłam ślinę, zanim odwróciłam się do nich. „Więc który to D'Avenant, a który to Vane?”
„Jestem Killian. On to Caspian” – powiedział ten wiecznie kpiący, wzruszając ramionami, gdy uniosłam brew.
Skinęłam głową i wróciłam do dokumentów. Przeczytałam fragment, z którego wynikało, że kontrakt będzie obowiązywał przez dwa miesiące i w tym czasie będę pozwalać im się pieprzyć, kiedy tylko zechcą. Ich zapłatą miało być udzielenie odpowiedzi na każde moje pytanie.
Z westchnieniem podniosłam pióro, podjąwszy decyzję. Było za późno na odwrót, zwłaszcza po tym, jak przechwalałam się, że to ja rozpracuję tę sprawę i zdobędę wywiad z braćmi.
Spojrzałam na nich, zauważając, że są na mnie całkowicie skupieni. Dreszcz przeszedł mi po plecach pod wpływem ich mrocznych, gorących spojrzeń – braci, którym właśnie miałam oddać swoje ciało we władanie.
„Skarbie, musisz wiedzieć, w co wchodzisz, dołączając do tej gry” – głos D'Avenanta wyrwał mnie z zadumy.
Przełknęłam ślinę, krzyżując spojrzenie z Vane’em. Jego usta wykrzywiły się w uśmieszku, gdy jego tajemnicze oczy błądziły po moim ciele, kpiąc ze mnie i rzucając mi wyzwanie.
Pożądanie i strach zawładnęły mną, gdy rozejrzałam się po ich „pokoju zabaw”.
Wiedziałam, na co się piszę, zgadzając się zostać ich zabawką. A jednak byłam gotowa na ten krok, jeśli oznaczało to osiągnięcie moich celów.
Skinieniem głowy potwierdziłam swoją decyzję i podpisałam kontrakt, który wiązał mnie z nimi na najbliższe dwa miesiące.
















