– Kto? – Gromiłam go wzrokiem, zastanawiając się, o czym mówi. Brzmiał, jakby mówił do siebie, a nie do mnie. Dlatego go zapytałam, chcąc mieć pewność, że to nie do mnie te słowa.
– Twoi kochankowie – odpowiedział z drwiącym uśmiechem. – Są tu po ciebie.
– Caspian i Killian? – Zmarszczyłam brwi. – Niemożliwe – szepnęłam, gdy skinął głową. – Musisz się mylić. Nie przyjechaliby tu, by mnie ratować.
















