Byłam zdenerwowana, podobnie jak wszyscy inni. To był pierwszy raz, kiedy ktokolwiek z nas miał ich zobaczyć. Nawet dyrektor i wyżsi rangą pracownicy nie mogli się pochwalić spotkaniem z właścicielami. Nigdy z nimi nawet nie rozmawiali. Cała komunikacja odbywała się drogą mailową. Byli jak duchy, niemal jak bracia D'Avenant, których rodzina od dawna mieszkała w mieście, ale nikt nic o nich nie wie
















