Usłyszałam kliknięcie, zanim rozpięli łańcuchy wokół moich stóp. Wzdychając, opadłam na łóżko, czując wewnętrzną pustkę, ale i ulgę, że zdjęli łańcuchy. Długie klęczenie na łóżku dało się we znaki moim kolanom; wiedziałam, że za chwilę odmówią posłuszeństwa.
— Zejdź z łóżka — rozkazał Caspian, zniżając głos najbardziej jak mógł. Był niemal miękki, jak powiew wiatru na skórze wczesnym letnim rankie
















