POV: Vittorio Del Carlo.
Zatracam się w dzikim rytmie, nie mogąc oderwać wzroku od jej zarumienionej, pozbawionej tchu twarzy. Wygląda dziko, obnażona do czystej ekstazy, i w tamtej chwili zaborczość zakorzenia się głęboko w mojej klatce piersiowej. Przysięgam sobie, że żaden inny oddychający mężczyzna nigdy nie będzie świadkiem tej intymnej, niefiltrowanej strony jej natury. Bolesna potrzeba uwolnienia narasta, płonąc w moich żyłach, dopóki nie mogę się już dłużej powstrzymywać. Chwytam ją za biodra i pchnę mocniej, zagłębiając się głębiej w jej ciasne, mokre ścianki. Mój kutas rozciąga ją z każdym brutalnym, bezlitosnym ruchem. Fizyczna przyjemność przeradza się w czyste, otępiające szaleństwo.
Zepchnięty na krawędź, owijam ją ramionami i przyciągam jej ciepłe ciało płasko do mojej wytatuowanej klatki piersiowej. Gardłowy jęk wyrywa się z mojego gardła, gdy osiągam szczytowanie, wylewając mój gęsty, gorący ładunek głęboko w jej cipkę.
Pieprzyłem niezliczone, chętne kobiety w moim brutalnym życiu, ale żadna nigdy nie zbliżyła się do dostarczenia mi tak zmieniającego umysł odlotu, jaki właśnie dała mi ta niewinna złośnica. Jeszcze o tym nie wie, ale od tej właśnie chwili jest nieodwołalnie moja.
Opadam na miękki materac obok niej, a moja klatka piersiowa faluje, gdy walczę o złapanie tchu. Gdy moje nieregularne bicie serca zwalnia, dociera do mnie wstrząsające uświadomienie — jakoś nadal jestem w pełni ubrany w moją zapinaną na guziki koszulę. Siadam lekko, sięgając w dół, by rozsznurować ciężkie skórzane buty, ale jej dłoń chwyta moje ramię.
Jej ciemne oczy trzepoczą, ciężkie od zbliżającego się snu. – Nie zamierzasz mnie zabić, prawda? – bełkocze cicho.
Absurdalność jej pytania prawie wyciąga głośny śmiech z mojego gardła. Zamiast tego, delikatnie prowadzę jej głowę w dół, by spoczęła na mojej piersi. Głaszczę jej splątane włosy, pozwalając by cisza trwała, dopóki rytmiczne chrapanie nie wypełni ciemnego pokoju. Leżąc tam, studiuję jej twarz. Nawet we śnie, jej brwi ściągają się razem, a wyraźne zmarszczki stresu ściągają jej młodzieńcze rysy. Ciężkie pragnienie osiada głęboko w moich żebrach. Chcę być jej obrońcą, osłaniać ją przed resztą tego cholernego świata.
– Uczynię cię moją, bambina. Całkowicie moją – szepczę do milczących cieni. Odkładam jej śpiącą postać z powrotem na poduszki, zanim wymykam się przez drzwi mieszkania w zimną noc.
POV: Elena Vázquez.
Poranne słońce działa jak wiertło w mojej czaszce. Budzę się z oślepiającym bólem głowy, który sprawia, że sam mój mózg pulsuje w agonii. Kiedy moje wrażliwe oczy wędrują po zabałaganionej sypialni, wyraźne wspomnienia zderzają się z powrotem z moim kruchym umysłem. Włamanie. Tanie wino. Moje własne nagie nogi owinięte wokół intruza. Przekroczyliśmy każdą z możliwych granic.
– Kurwa, nie ma mowy! – krzyczę na głos, odrzucając z siebie splątane koce. Wyskakuję z łóżka, a tego ruchu natychmiast żałuję. Ból przeszywa moją szyję; moja ciężka głowa wydaje się, jakby miała dosłownie odłączyć się od moich bolących ramion.
Zataczam się do łazienki, połykam na sucho kredową aspirynę i rzucam okiem na cyfrowy zegar. Uderza mnie czysta panika. Jestem tak niesamowicie spóźniona. Chwytam najprostszą sukienkę, jaką udaje mi się znaleźć, wciągam ją przez głowę i wybiegam na zewnątrz. Zimne poranne powietrze uderza w moją zaczerwienioną twarz, gdy desperacko próbuję przywołać żółtą taksówkę, by dotrzeć do pracy.
Wpadając na tylne siedzenie taksówki, w moim pędzącym umyśle rozbrzmiewa echem jedna przerażająca myśl: Z kim ja kurwa właśnie spałam?
Drżącymi dłońmi wyciągam telefon i wybieram numer mojej najlepszej przyjaciółki.
– Gdzie ty kurwa byłaś? Wydzwaniam do ciebie! – wrzeszczy Bianca przez głośnik. – Dlaczego nie ma cię w pracy? Musisz dawać mi znać, jeśli chcesz, żebym cię zastąpiła. Martwię się, Lena.
Pomiędzy pulsującym kacem, narastającą paniką i jej przeraźliwym krzykiem, moja cierpliwość pęka.
– O mój Boże, Bia. Po prostu przestań! – odkrzykuję do słuchawki, będąc na granicy histerycznego płaczu.
Głucha cisza zapada na linii. Miażdżąca fala poczucia winy mnie zalewa.
– Przepraszam, Bia – szlocham cicho. Gorące łzy w końcu spływają po moich zarumienionych policzkach, rozmazując to, co zostało z mojego makijażu. – Nie chciałam krzyczeć.
Jej ton mięknie natychmiast, pytając mnie, gdzie dokładnie jestem. Przykładam palce do pulsujących skroni, pocierając je z siłą. Błyski z wczorajszej nocy mnie oślepiają — szokująca rzeczywistość tego, jak kilka dużych kieliszków taniego alkoholu w ciągu jednej nocy zmieniło przerażoną, cichą dziewczynę w żądną królową, błagającą o kutasa nieznajomego.
Biorę głęboki, drżący wdech, by uspokoić moje pędzące serce. Wpatrując się w okno taksówki, wyznaję wszystko. Opowiadam mojej najlepszej przyjaciółce każdy wyraźny, przerażający szczegół tego, co ten mężczyzna zrobił mi w moim łóżku.
– Co ty kurwa właśnie powiedziałaś? Kim on do cholery jest? – krzyczy z czystym niedowierzaniem.
Milczę jak grób. Głęboki wstyd kotwiczy mój język. Nie mam bladego pojęcia, kim właściwie jest ten wspaniały, zabójczy mężczyzna.
Wtedy, bez ostrzeżenia, zrzuca bombę w postaci pytania. Przerażająca rzeczywistość, nad którą nawet nie zdążyłam się zatrzymać i pomyśleć aż do tej właśnie sekundy.
– Dziewczyno, proszę, powiedz mi, że bierzesz tabletki antykoncepcyjne.
Moje serce staje martwe w klatce piersiowej. Nie brałam.
















