Zabójcze roszczenie: Uciekająca panna młoda Dona

Zabójcze roszczenie: Uciekająca panna młoda Dona

Autor: Lucien Vesper

Za drzwiami
Autor: Lucien Vesper
21 lip 2026
POV: Vittorio Del Carlo. Rok temu. Nadzorowałem w swoim życiu niezliczoną ilość transakcji, ale propozycja od rodziny Vázquezów była żałosna. Tomas Vázquez tonął w długach, ścigany przez wierzycieli i zdesperowany. Zaoferował swoją własną, dwudziesto trzyletnią córkę, Elenę, jako bezpośrednią zapłatę w zamian za ochronę syndykatu Del Carlo. Początkowo ta oferta mnie nie zainteresowała. Jako głowa potężnego imperium, którego dziedzictwo zbudowano na krwi i stali, mogłem mieć każdą kobietę, jakiej bym zapragnął. Jego błagania uważałem za stratę mojego czasu. Ale wtedy Tomas nerwowo przesunął jej zdjęcie po moim ciemnym, mahoniowym biurku. Zamarłem. Jej ciemnobrązowe oczy wpatrywały się we mnie z błyszczącej fotografii. Posiadała rzadką, czystą niewinność, która natychmiast mnie przyciągnęła, przykuwając moją uwagę w sposób, którego nie przewidziałem. Moja duma i zaborcza natura wzięły górę. Nie zamierzałem pozwolić, by kobieta taka jak ona należała do kogokolwiek innego. I tak nadszedł czas, by zabezpieczyć moje dziedzictwo, a ona była idealna. – Przygotuj dokumenty – powiedziałem mu, utrzymując głos pozbawiony emocji. – Twoja rodzina jest pod moją ochroną. W ten sam weekend podjechałem moim luksusowym sedanem do rozległej posiadłości Vázquezów, gotowy odebrać to, co moje. Spodziewałem się gościnnego powitania, być może uroczystej kolacji. Zamiast tego, kiedy wysiadłem z pojazdu, zastałem Tomasa i jego dwóch dorosłych synów, Ramona i Diego, stojących na ganku. Byli bladzi, drżąc ze strachu. Nie obchodziły mnie uprzejmości. – Gdzie ona jest? – zażądałem, a mój głos był lodowaty. Ramon, starszy brat, przełknął ciężko ślinę. – Ona... jej nie ma... – jąkał się, a jego słowa potykały się o siebie w czystej panice. – Czy ktoś może mi powiedzieć, co tu się kurwa dzieje? – warknąłem, opierając dłoń na biodrze. Młodszy brat, Diego, zrobił krok do przodu. W przeciwieństwie do jego trzęsącej się rodziny, jego postawa była sztywna, a spojrzenie pewne. – Uciekła – powiedział beznamiętnie. Mroczny śmiech zadudnił w mojej klatce piersiowej. Wyciągnąłem broń zza paska, rozkoszując się ostrym westchnieniem, które uciekło z gardła Tomasa. Podobał mi się zapach ich przerażenia, ale nienawidziłem marnowania mojego czasu. – Tomas – zamruczałem, powoli obracając ciężki pistolet w dłoni. – Myślisz, że możesz robić z Vittoria Del Carlo głupca? Tomas upadł na kolana na żwir, płacząc i błagając o życie. – Proszę, znajdziemy ją! Przyprowadzimy ją do ciebie! Diego stał wyprostowany, odmawiając przerwania kontaktu wzrokowego. – Sam ją do ciebie przyprowadzę – obiecał. Przestudiowałem go wzrokiem. Jego brak strachu w obliczu śmierci był rzadkością. Miał w sobie ten rodzaj zaciętości, jakiego potrzebowałem w mojej organizacji. Powoli przeniosłem lufę mojej broni, celując nią prosto w klatkę piersiową Diego. – Zamiast tego, ty pójdziesz ze mną – zdecydowałem. Spojrzałem w dół na szlochającego ojca. – Odzyskasz syna, gdy znajdziesz moją pannę młodą. Zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, rzuciłem Diego ciężkie kluczyki do samochodu. – Prowadź. Młody mężczyzna złapał je, a po jego twarzy przemknął błysk determinacji, gdy ruszył w stronę drzwi kierowcy. *** POV: Vittorio Del Carlo. Obecnie. Te szerokie, niewinne brązowe oczy prześladowały moje myśli przez ostatnie dwanaście miesięcy. Znalezienie jej dzisiaj w tym brudnym, zalanym deszczem zaułku było dziełem przypadku. A jednak, oto tu była. Jej miękkie usta rozchyliły się w szoku, gdy na mnie spojrzała. Było jasne, że nie miała pojęcia, kim jestem, nieświadoma naszej historii ani kontraktu, który ją ze mną wiązał. Mój umysł pędził. Dlaczego pozwoliłem jej odejść? Nigdy nikomu nie okazałem litości, a jednak pozwoliłem mojej uciekającej pannie młodej wyślizgnąć się z moich rąk w chwili słabości. Przeklinałem moją słabość. Nie mogłem tak tego zostawić. Wybiegłem z powrotem z mojej posiadłości, a moje buty stukały o marmurową podłogę, podczas gdy determinacja pchała mnie do przodu. – Capo! – zawołał Diego, biegnąc truchtem przez wypielęgnowany trawnik w stronę mojego samochodu. Zignorowałem go, machając lekceważąco dłonią i nie oglądając się za siebie. Wsiadłem na miejsce kierowcy i trzasnąłem drzwiami. Nie zamierzałem dawać znać jej nadopiekuńczemu bratu, że właśnie odnalazłem jego zaginioną siostrę. Nie dopóki nie znajdzie się bezpieczna pod moim dachem. *** POV: Elena Vázquez. Obecnie. – Cholera – szepnęłam, wpatrując się w bałagan na kuchennej podłodze. Odłamki szkła błyszczały w przyćmionym, żółtym świetle, otoczone ciemną kałużą rozlanego czerwonego wina. Postawiłam kieliszek zbyt blisko krawędzi blatu, a moje dłonie trzęsły się zbyt mocno, by utrzymać pewny chwyt. Nie mogłam się nawet zmusić, żeby to posprzątać. Przez ostatnie dwie godziny, ciężka, dusząca paranoja owinęła się ciasno wokół mojej klatki piersiowej. Życie w pojedynkę w tym rozległym, obojętnym mieście tylko pogłębiało moją izolację. Nie było do kogo zadzwonić, nie było nikogo, kto mógłby mi powiedzieć, że jestem bezpieczna. Opróżniłam już jedną butelkę wina, a byłam w połowie drugiej. To był jedyny sposób, by wyciszyć krzyki w mojej głowie, ale nawet alkohol nie pomagał mi zasnąć. Za każdym razem, gdy zamykałam oczy, widziałam jego twarz. Mężczyznę z zaułka. Zimnego, przystojnego nieznajomego z mrocznymi tatuażami i dymiącą bronią. A co jeśli mnie śledził? Zabił człowieka na moich oczach, pozbywając się ciała bez najmniejszej krztyny skruchy. Mimo że pozwolił mi uciec, strach wciąż drapał mnie w gardło. Może to była tylko jakaś gra z jego strony. Może czekał w cieniu na zewnątrz mojego budynku, wyczekując odpowiedniego momentu, aż opuszczę gardę, by mnie zabić. Próbowałam oddychać, usiłując przekonać samą siebie, że jestem śmieszna. Gdyby chciał mojej śmierci, zastrzeliłby mnie tam na miejscu, obok śmietnika. Nie marnowałby czasu na śledzenie mnie do taniego mieszkania. Wtedy ostre, ciężkie pukanie roztrzaskało ciszę mojego pokoju. Zamarłam, a dech uwiązł mi w piersi. Moje serce tłukło się o żebra jak uwięziony ptak. Nikt nigdy nie pukał do moich drzwi. Wszyscy moi znajomi pisali sms-y lub dzwonili, zanim do mnie przyszli. Mój chłopak, Varo, wyjechał z miasta, a ja nie miałam przyjaciół w tej okolicy. Wpatrywałam się w wejście, a moje ciało było sparaliżowane. Wtedy metalowa klamka drzwi zaczęła się obracać. Obracała się powoli, celowo, z przyprawiającym o mdłości kliknięciem. Żołądek podszedł mi do gardła. Zimna fala przerażenia obmyła mnie, gdy dotarło do mnie to przerażające odkrycie. W moim szaleńczym pędzie do ukrycia się wewnątrz wcześniej, zapomniałam przekręcić zamka. Drzwi były otwarte. Adrenalina przepłynęła przez moje żyły, gorąca i stanowcza. Nie myślałam. Rzuciłam się do przodu, uderzając całym ciężarem ciała w ciężkie drewno, dokładnie w chwili, gdy drzwi zaczęły uchylać się do środka. Uderzyłam ramieniem w skrzydło, zdesperowana by wepchnąć je z powrotem w framugę i zasunąć zamek. Ale w momencie, gdy pchnęłam, drzwi naparły w odpowiedzi. Osoba po drugiej stronie była litą ścianą mięśni. Jednym, potężnym pchnięciem zaczął wpychać się do środka, pokonując moją zdesperowaną siłę tak, jakbym była tylko drobną niedogodnością.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Za drzwiami – Zabójcze roszczenie: Uciekająca panna młoda Dona | Czytaj powieści online na beletrystyka