„Zostałaś mi sprzedana, wilczku”, warknął, a jego prastare oczy pociemniały od zaborczego głodu, od którego zadrżały mi kolana. „Koniec z ucieczkami. Teraz należysz do cieni. Należysz do mnie”. W świecie wilkołaków bliźnięta nie są błogosławieństwem – są śmiertelną klątwą. Zgodnie z naturą tylko najsilniejsze z nich ma prawo przetrwać w łonie matki. Seraphina Nyxbourne była pomyłką. Pogardzana jako słaba, niechciana bliźniaczka, która odebrała oddech własnemu bratu, całe życie służyła za worek treningowy dla swojego bezwzględnego ojca i stada. Kiedy w końcu próbuje uciec z tego piekła, zostaje brutalnie zawrócona, by stawić czoła losowi o wiele gorszemu, niż mogła sobie wyobrazić. Nie sprowadzono jej z powrotem, by jej przebaczyć. Została sprzedana. Jej nabywca? Viktor Valerius. Prastary, przerażający Alfa z królewskiego rodu spowitego mrocznymi legendami. Mówią, że jest potworem. Mówią, że zostawia za sobą jedynie krew i cień. Seraphina trafia na jego terytorium spodziewając się, że zostanie złamana, spodziewając się śmierci. Lecz w chwili, gdy zimny, bezwzględny Alfa krzyżuje spojrzenie ze swoim nowym, drżącym nabytkiem, więź przeznaczenia zaciska się z nieodpartą siłą. Viktor nie widzi w niej przeklętej bliźniaczki. Widzi swoją wybrankę. Teraz potwór, którego lęka się świat, ma tylko jedną obsesję: chronić skrzywdzoną dziewczynę, którą inni odrzucili, i doszczętnie zniszczyć każdego, kto kiedykolwiek odważył się zadać jej ból. Lecz gdy wokół nich zaciska się pętla czarnej magii i starożytnych wrogów, czy obsesyjna miłość Viktora wystarczy, by ich ocalić? Czy może klątwa Valeriusów pochłonie ich oboje?

Pierwszy Rozdział

Perspektywa Serafiny Kiedy wilkołak rodzi bliźnięta, nie postrzega się tego jako błogosławieństwa, lecz jako klątwę. Tylko jedno może przeżyć – bogini żąda równowagi w świecie wilkołaków. Życie za życie. Jeśli silniejszy bliźniak nie pochłonie słabszego jeszcze w łonie matki, wówczas tylko jeden z nich zaczerpnie pierwszy oddech po narodzinach. Seraphina Nyxbourne nigdy nie powinna była przeżyć. Nie to ja miałam zostać wybraną, tak przynajmniej powtarza mi ojciec. Nigdy nie pozwala mi zapomnieć, że jestem słaba i ukradłam miejsce mojemu bratu. Dzisiaj naiwnie pomyślałam, że uda mi się uciec. Nie dotarłam nawet do granicy, gdy schwytali mnie strażnicy. Moje ciało rzuca się, gdy próbuję wyrwać się z ich uścisku, ale oni mają to za nic. Wloką mnie za sobą, a ja tłumię krzyki, gdy twarda ziemia rani moją skórę. To nie ma sensu – ojciec i wataha mnie nienawidzą, więc dlaczego po prostu nie pozwolą mi odejść? Jestem ciężarem, kłopotem, kimś niechcianym, więc nie powinno ich obchodzić, że próbowałam uciec. Mimo to walczę, wiję się i wbijam paznokcie w ich dłonie, lecz żaden nie rozluźnia uścisku. Nagle zostaję pchnięta do przodu. Moje ciało uderza mocno o podłogę, a siła uderzenia wyrywa dech z moich płuc. Słyszę skrobanie ich butów o posadzkę, gdy odchodzą. Dlaczego musieli mnie tu zaciągnąć? Traktują mnie jak śmieci, z którymi muszą się uporać. Otacza mnie zapach krwi, ostry i metaliczny. Ignoruję piekący ból w miejscach, gdzie skóra została starta do żywego. Unoszę głowę na tyle, by rozejrzeć się wokół, a moje ciało sztywnieje, gdy orientuję się, gdzie jestem. Gabinet ojca. Zaciągnęli mnie prosto do niego zamiast do lochów. Mój wzrok błądzi po potężnych regałach z książkami, aż spoczywa na ciężkim, dębowym biurku. On tam jest. Mój ojciec stoi za nim, patrząc na mnie z wyrazem twarzy pełnym nienawiści. Zmuszam się, by podnieść się na dłonie i kolana, choć moje ciało krzyczy z bólu. Każdy mięsień rwie po ostatniej karze i próbie ucieczki. Spuszczam wzrok i widzę świeże zadrapania na skórze – ślady po wleczeniu mnie po ziemi. Nie wydaję z siebie żadnego dźwięku. Nie jęczę, nie okazuję cierpienia. Zasady są proste: mam być cicho. Całkowicie, nawet podczas kary. Jeśli odezwę się bez pozwolenia, zostanę ukarana. Choć milczenie też nie gwarantuje mi bezpieczeństwa. Zdarzało się, że milczałam, a on i tak wymierzał mi karę. Lucius Nyxbourne, mój ojciec, splata ramiona na piersi, taksując mnie wzrokiem, jakbym była czymś obrzydliwym i stojącym niżej od niego. Ludzie tutaj nie dbają o to, że jestem przyszłą alfą, jego jedynym dzieckiem. Bez wątpienia wolałby puścić całą watahę z dymem, niż pozwolić mi przejąć władzę. Patrzy na mnie jak na przeklętą. „Żałosne”. To tylko jedno słowo, ale mówi tak wiele; ocieka rozczarowaniem i złośliwością. „Myślałaś, że zdołasz uciec?”. Śmieje się kpiąco. Trzymając głowę nisko, zaciskam szczękę, by nie wypowiedzieć ani słowa. Jeśli to zrobię, spotka mnie kara. Choć może i tak mnie spotka? Nie ma żadnych zasad co do tego, kiedy może mnie karać. Czasami mam wrażenie, że robi to z nudów, chcąc mieć nad kimś absolutną kontrolę. „To za to, że w ogóle istniejesz!” – krzyczał, bijąc mnie. „A to za ukradnięcie miejsca bratu!”. Tak, czasami nawet milczenie, spuszczanie głowy i posłuszeństwo mnie nie chroniły. W moim życiu nie ma zwycięstw ani ucieczki. Słyszę stukot jego butów o kamienną posadzkę, gdy idzie w moją stronę. Jego buty pojawiają się w zasięgu mojego wzroku, gdy przystaje. „Spójrz na mnie” – rozkazuje, a ja podnoszę wzrok. Kręci głową i cmoka z niezadowoleniem. „Wyjedziesz jutro” – mówi spokojnie. „I nigdy tu nie wrócisz”. Żołądek mi się zaciska, a te słowa uderzają mocniej, niż się spodziewałam. Drżałam przed tą chwilą od lat. Wiedziałam, że ojciec trzyma mnie przy sobie tylko do czasu, aż będzie mógł na mnie zarobić. Domyślam się, że ten dzień nadszedł dzisiaj. Miałam nadzieję na jakieś ostrzeżenie, chociaż kilka tygodni uprzedzenia, a nie z dnia na dzień. To stało się szybko, co oznacza, że kimkolwiek jest ta osoba, nie spodoba mi się to. „Komu?” – pytam i wzdrygam się, uświadamiając sobie, że się odezwałam. Następuje pauza, przygotowuję się na cios. „Viktorowi Valeriusowi”. To, że mnie nie uderzył za odezwanie się, nagle nabiera sensu. Oddech grzęźnie mi w gardle. Viktor Valerius, alfa-odszczepieniec. To człowiek, o którym szepcze się w tajemnicy i którego wielu się lęka; nazywają go bestią bez litości. Samo jego imię wystarczy, by dreszcz przeszedł najsilniejsze wilki, a teraz ja należę do niego. Tu nie chodzi o połączenie dwóch rodzin. Zakładałam, że odda mnie innej watasze, by wzmocnić więzi. Wiem jednak, że to nie to. „Sprzedajesz mnie” – szepczę. To nie pytanie, to fakt. Mój ojciec nic nie zyskuje na oddaniu mnie Viktorowi, więc chodzi o pieniądze lub to, co dostanie w zamian. To nie jest sojusz. Wypuszcza powietrze powoli i miarowo, jakby ta rozmowa była stratą czasu. „Nigdy nie miałaś u mnie zostać”. Te słowa ranią do żywego. Jak on może tak mówić? Że nigdy nie miałam u niego zostać? Wciąż jestem jego córką. To ja byłam tą, która została wybrana, by żyć – zamiast mojego brata. Nie mówi nic więcej i rusza w stronę drzwi, ucinając całą rozmowę w chwili, gdy przekracza próg. Wpatruję się w ziemię, a puls dudni mi w uszach. Moje ciało boli, a dusza jest złamana, bo mój los został przypieczętowany. Myślałam, że życie tutaj jest złe, ale Viktor? To koszmar, który właśnie się ziszcza. Próbowałam uciec, ratować się, ale zawiodłam. Teraz strażnicy będą mnie śledzić na każdym kroku, by mieć pewność, że nie wymknę się ponownie. Dopilnują, bym była tu jutro, abym mogła zostać oddana człowiekowi, który jest jeszcze bardziej okrutny niż mój własny ojciec. I po raz pierwszy w życiu nie jestem pewna, czy przeżyję.

Odkryj więcej niesamowitych treści