Elise Vance
Ubrana w prostą, białą sukienkę do kostek, Elise Vance szła cichą kościelną alejką. Jej wilgotne oczy rozbłysły, gdy odnalazły znajomy posąg znajdujący się na samym końcu przejścia. Przyspieszyła kroku i zatrzymała się przed figurą. Uklękła i mocno zacisnęła powieki, wyciskając łzy. Splotła dłonie i skłoniła głowę przed świętym krzyżem. Zaczęła szeptać swoim miękkim, anielskim głosem.
— Ojcze w niebie, dziękuję Ci za to, że dałeś mi tak piękne życie. Jestem Ci wdzięczna za wszystkie błogosławieństwa i dobroć, którymi mnie obdarzyłeś. Proszę Cię o jeszcze tylko jedną pomoc. Proszę, spraw, by Nixie szybko wyzdrowiała. Znalazłam ją dzisiaj przed moim pokojem, całą przemoczoną od deszczu. Była sztywna i ledwo oddychała, kiedy ją zabrałam. Od tamtej pory nie otworzyła oczu. Siostra Agnes mówi, że nie uda jej się przeżyć. Proszę, Boże... Proszę, pobłogosław ją swoją dobrocią. Będę dwa razy dziennie zamiatać plac przed kościołem, obiecuję — łzy spływały jej po policzkach, gdy żarliwie modliła się do Wszechmogącego.
Dzisiaj rano, kiedy otworzyła drzwi swojego pokoju, by udać się do kościoła na modlitwę, jej wzrok padł na kłębek przemoczonego futra leżący przed progiem. Kłębek się nie ruszał. Przykucnęła i zaczęła gładzić futerko. Mała kotka była zimna jak lód. Jej dobre serce natychmiast współczuło przybłędzie. Ledwie dostrzegalne unoszenie się i opadanie ciałka niepokoiło ją bez granic. Wzięła ją na ręce i wniosła do pokoju. Elise delikatnie położyła kotkę na łóżku i owinęła jej drobne ciałko swoim najcieplejszym kocem. Próbowała ją nakarmić, ale kotka nie otwierała pyszczka.
Po kilku próbach wybiegła na zewnątrz i zawołała siostrę Agnes, która była jedną z lekarek w sierocińcu. Siostra Agnes była w swoim gabinecie, gdy Elise wpadła tam z przejętą miną i poprosiła starszą kobietę, by poszła z nią do pokoju i zajęła się chorą kotką.
Siostra Agnes podniosła się z krzesła i poszła za siedemnastoletnią dziewczyną, która słynęła w sierocińcu ze swej szlachetnej duszy i czystego serca. Siostra Agnes nie mogła przestać się zastanawiać, skąd kotka wiedziała, dokąd udać się po pomoc.
Kotka była w stanie krytycznym. Siostra Agnes wywnioskowała, że zwierzę cierpiało całą noc podczas wczorajszej ulewy. Niewinną Elise natychmiast ogarnął żal. Wszystko byłoby dobrze, gdyby tylko nie zamknęła drzwi. Kotka przyszła do niej w poszukiwaniu schronienia, a teraz walczyła o życie. Ta myśl wycisnęła jej łzy z oczu.
Siostra Agnes wcale nie była zdziwiona, widząc łzy w jej oczach z powodu biednego stworzenia. Ona i wszyscy w sierocińcu byli przyzwyczajeni do jej niezwykle współczującej natury. Starsza kobieta wyszła, udzieliwszy jej kilku rad.
I tak oto Elise znalazła się w kościele, prosząc o błogosławieństwo dla niemal bezżywotnej kotki leżącej w jej łóżku.
Wróciła do pokoju. Po drodze jej żołądek wielokrotnie dawał o sobie znać, jako że w desperacji, by uzyskać pomoc, pominęła śniadanie.
Nixie, jak ją nazwała, wciąż leżała bezwładnie na łóżku. Z koca wystawał tylko jej łebek. Elise położyła się obok niej na boku i zaczęła gładzić zwierzaka.
— Obudź się, Nixie — szepnęła i, nazwijmy to cudem, kotka lekko się poruszyła. Jej dłoń zamarła, a ona poderwała się do pozycji siedzącej. Promienny uśmiech wykwitł na jej wargach, gdy obserwowała kotkę z nadzieją w oczach.
Kotka poruszyła się ponownie, tym razem z większą siłą.
Elise zeskoczyła z łóżka i podbiegła do miseczki, do której nalała dla niej wody. Przyniosła ją w ułamku sekundy i postawiła przed zwierzakiem. Kotka podpełzła do niej i zaczęła chłeptać wodę.
Elise była bezgranicznie szczęśliwa. Udało jej się uratować życie.
Odkąd sięgała pamięcią, Elise mieszkała w tym sierocińcu. Nie miała żadnych wspomnień z życia poza jego murami. Siostra Margaret powiedziała jej, że miała trzy lata, kiedy policja przekazała ją do placówki. Jej rodzice byli narkomanami i zmarli z powodu przedawkowania.
od ogrodnika po siostrę Catherine, która była dyrektorką sierocińca — zjednała sobie każdą duszę, którą spotkała na swojej drodze. Jej czystość i niewinność były jej największym atutem.
Nie należała do osób olśniewających. Nie była kimś, za kim wszyscy obracają głowy. Była po prostu piękna, zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Była typem osoby, do której przekonujesz się powoli, ale nieuchronnie.
Miała jasną cerę i brązowe włosy sięgające do połowy talii. Jej najpiękniejszą cechą były błękitne oczy, przypominające gwiazdy na ciemnym niebie. Ale tym, co czyniło ją wyjątkową na tle innych, był jej uśmiech. Uśmiech, który potrafił rozjaśnić każdemu dzień.
Nixie również rozpoznała w Elise swoją wybawicielkę. Okazywała wdzięczność, trącając głową o jej nogę. Od tamtego dnia Nixie odwiedzała ją każdego wieczoru, a Elise pilnowała, by zawsze ciepło ją witać jej ulubionymi herbatnikami.
Jej osiemnaste urodziny zbliżały się wielkimi krokami, co oznaczało, że przed opuszczeniem sierocińca musi znaleźć pracę, by zapewnić sobie dach nad głową. Elise nie miała wielu opcji, ponieważ nie była wybitną uczennicą i niewiele wiedziała o świecie zewnętrznym. Pomagała siostrze Agnes przy pacjentach, ale to było wszystko. Nie miała żadnego innego doświadczenia. Co zamierzała zrobić?
Jeśli potrzebujesz pomocy w obowiązkach domowych lub musisz opiekować się kimś przez całą noc, zawołaj Elise — ona zawsze jest gotowa podać pomocną dłoń. Jednak nastolatka miała poważne braki w wykształceniu.
Dziewczyna wysyłała swoje mało profesjonalne CV do wielu firm, ale z żadnej nie otrzymała odpowiedzi. Nie była na tyle zdolną uczennicą, by zdobyć stypendium uniwersyteckie, więc jej jedyną opcją było znalezienie pracy.
— Zdecydowałam. Spróbuję szczęścia w modelingu — ogłosiła Tamsin swój plan, przeżuwając czekoladę, którą kupił jej jej trzeci ulubiony chłopak. Elise i Tamsin leżały na łóżku Tamsin z włosami zwisającymi przez krawędź materaca, omawiając plany na przyszłość. Były najlepszymi przyjaciółkami, choć stanowiły swoje całkowite przeciwieństwa. Podczas gdy Elise była z natury cicha i słodka, Tamsin była prawdziwą piekielnicą. Znano ją z przekleństw, od których czerwieniały uszy, i pokazywania środkowego palca. Jednak jej piękna twarz rekompensowała niewyparzony język. Była olśniewająca. Dlatego Elise wierzyła, że jej przyjaciółka z łatwością poradzi sobie w branży modelingu, kiedy wyjawiła jej swój plan. Ich przyjaźń była dla wszystkich zagadką.
— Jedziesz do Londynu? — zapytała Elise, lekko zdziwiona.
— Tak. Jaron znalazł miejsce dla nas obu, a do tego załatwi mi pracę na pół etatu — oblizała czekoladę z kciuka.
— Jaron? Twój drugi chłopak? — zapytała zdezorientowana Elise.
— Nieee... on chce nim zostać — odpowiedziała Tamsin z zadowolonym uśmiechem. Elise zaśmiała się i pokręciła głową.
— A jaki ty masz plan? — Tamsin obróciła się na bok i podparła głowę dłonią.
— Jeszcze nie mam planów. Wysłałam maile do kilku firm, ale jeszcze nie odpowiedziały, więc... — urwała. Tamsin wiedziała, co chce robić, ale Elise nie miała pojęcia. Nie miała ambitnych marzeń jak Tamsin, chciała po prostu żyć spokojnie i mieć rodzinę.
— Jedź z nami, El. Jaron załatwi ci pracę — Tamsin poruszyła brwiami.
Elise uśmiechnęła się i pokręciła głową. Skierowała wzrok na sufit.
— Dobrze mi tu. Nie chcę stąd wyjeżdżać — przyznała Elise. Nienawidziła zmian. Była osobą uczuciową, która łatwo przywiązywała się do ludzi i miejsc. Była emocjonalnie związana z tym miastem i nie chciała się stąd ruszać. Tamsin ponownie położyła się na plecach.
— Mówisz tak, bo nie widziałaś świata. To miejsce jest beznadziejne. Żadnych dobrych klubów, żadnych seksownych facetów, nic — Tamsin położyła sobie ramiona na oczach. Elise uśmiechnęła się na argumentację przyjaciółki.
— Tutaj czuję spokój. I tylko to się dla mnie liczy — wyjaśniła prosto Elise.
Spokój. Tylko tego pragnęła.
Miesiąc później Tamsin wyjechała do Londynu ze swoim wciąż kandydującym na chłopaka towarzyszem, zostawiając za sobą wiele złamanych serc. Elise została sama. Choć miała wielu innych przyjaciół, większość już wyjechała. Wszyscy mieli jakiś plan do zrealizowania, poza nią.
Pewnego dnia poszła do siostry Agnes, by pomóc jej w dyżurze. Starsza kobieta zapytała ją o plany na przyszłość. Nie mając odpowiedzi, Elise zamilkła. Siostra Agnes zrozumiała znaczenie tego milczenia i wygłosiła jej motywacyjną mowę, której dziewczyna bardzo potrzebowała.
— Nie musisz się martwić, dziecko. On nad nami czuwa. Ta ciemność jest tymczasowa. On cię kocha, rozświetli twoją drogę i da ci tylko to, co dla ciebie najlepsze — powiedziała siostra Agnes, w co Elise w pełni wierzyła. Wierzyła w Boga całym sercem. Wiedziała, że On nie pozwoli, by stało jej się coś złego.
Znajome mruczenie, gdy dotarła do swojego pokoju, wyrwało ją z myśli. Uśmiech, który przemknął przez jej wargi, gdy spojrzała na kotkę, dodał jej urody. Zachichotała, gdy Nixie trąciła noskiem jej kostkę. Dziewczyna schyliła się i podniosła kotkę. Otworzyła drzwi do pokoju i wniosła ją do środka.
— Jesteś głodna, Nixie? Przyniosłam ci twoje ulubione jedzenie — udawała ekscytację, jakby mówiła do dziecka. Nixie zamruczała z aprobatą. Elise roześmiała się z jej entuzjazmu.
Postawiła kotkę na podłodze i podeszła do półki, na której trzymała jedzenie. Wzięła talerzyk i postawiła go przed głodną Nixie. Po przygotowaniu kolacji dla kotki, Elise wsunęła się do łóżka i sięgnęła po książkę ze stolika. Otworzyła ją w miejscu, w którym przerwała, i zaczęła czytać.
Minęło kilka dni bez żadnych szczególnych wydarzeń. Wciąż nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Za każdym razem, gdy ogarniał ją niepokój, przypominała sobie, że nie jest sama, że On jest z nią. Bóg znajdzie dla niej drogę.
Pewnego dnia, gdy wracała do pokoju, zatrzymał ją sierocińcowy ogrodnik i poinformował, że siostra Agnes chce ją widzieć w swoim gabinecie.
Nie było to niczym nadzwyczajnym. Siostra Agnes często prosiła młodą damę o pomoc.
Skierowała się w stronę gabinetu siostry Agnes.
— Prosiła siostra o mnie? — zapytała swoim cichym głosem, sprawiając, że zakonnica podniosła wzrok znad dziennika.
— Tak, Elise. Wejdź, usiądź — wskazała na krzesło naprzeciwko siebie.
Elise cicho podeszła do krzesła i usiadła.
— Czy otrzymałaś jakąś odpowiedź na swoje maile? — siostra poprawiła okulary na nosie i poświęciła Elise całą swoją uwagę.
Cień smutku padł na jej wiecznie radosną twarz. Elise spuściła głowę i przecząco nią potrząsnęła.
Siostra Agnes mruknęła coś pod nosem i skinęła głową w zamyśleniu.
— Mam dla ciebie ofertę pracy — Elise poderwała głowę z taką siłą, że niemal nabawiła się urazu szyi.
— Praca. Tutaj? — zmarszczyła brwi zdezorientowana.
— Nie tutaj w sierocińcu. Mój znajomy szuka opiekunki dla około sześcioletniej dziewczynki — zaczęła profesjonalnym tonem. Elise skinęła głową na znak zrozumienia.
— Dziewczynka rok temu straciła rodziców i obecnie znajduje się pod opieką wuja, pana Kaelena Vargasa. Mężczyzna jest zbyt zajęty swoimi interesami, by przy niej być... — kontynuowała szczegóły dotyczące wuja dziewczynki, ale Elise już nie słuchała. Jej oczy rozbłysły nadzieją. Z pewnością poradzi sobie z opieką nad dzieckiem. Kocha dzieci, a one kochają ją.
— Zrobię to — przerwała, nie zdając sobie z tego sprawy. Siostra Agnes zachowała neutralny wyraz twarzy.
— Zanim powiesz „tak”, jest jeszcze jedna rzecz, o której chcę, żebyś wiedziała. Dziewczynka nie chodzi. To oznacza, że będziesz musiała być przy niej od świtu do zmierzchu — Elise nie znała dziewczynki, ale współczuła maluchowi. Straciła władzę w nogach w tak kruchym wieku sześciu lat. Elise kochała Boga, ale czasami nienawidziła Go za to, że nie był sprawiedliwy. Teraz to wyznanie tylko wzmocniło jej wolę. Zaopiekuje się tym dzieckiem.
— Z przyjemnością podejmę się tej pracy — powiedziała ze swoim charakterystycznym uśmiechem. Siostra Agnes skinęła głową i uśmiechnęła się z aprobatą. Wiedziała już wcześniej, że Elise się nie wycofa.
— Jak nazywa się ten mały aniołek? — zapytała z ciekawością Elise.
— Prawie zgadłaś. Angelina — obie zachichotały.
Elise była bezgranicznie szczęśliwa. W końcu miała pracę. No dobrze, jeszcze jej nie miała, ale była w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach pewna, że ją dostanie. Siostra Agnes jej tak powiedziała. Kimkolwiek była osoba, która dzwoniła do siostry Agnes, zdawała się mieć ogromne zaufanie do tej kobiety w średnim wieku. Jedyną przeszkodą była rozmowa kwalifikacyjna zaplanowana na jutro.
Wszystko będzie dobrze — z tą myślą zamknęła oczy w nadziei na słodkie sny.