Tego było już za wiele. Valeska miała dość jego postawy, arogancji i wyraźnego przekonania, że w jakiś sposób jest jej właścicielem. Najlepiej, jak tylko potrafiła, Valeska spróbowała wbić łokieć w jego brzuch, sycząc przy tym: „Powiedziałam, odpieprz się!”
„Mężczyźni tacy jak ja to zupełnie inny gatunek. Widzę coś, co mi się podoba – biorę to. Proste. Żaden opór nie pozwoli ci uciec ode mnie. Ale póki co, naprawdę chcę tu zostać i zobaczyć, na ile prawdziwy jest ten twój chłopak.”
Nieznajomy pochylił się, jego gorący oddech łaskotał skórę jej szyi, a intensywna bliskość ich ciał doprowadzała ją niemal do szaleństwa. Valeska wciąż się z nim szamotała, choć bezskutecznie. Jej oczy skanowały tłum w nadziei, że dostrzeże gdzieś swojego najlepszego przyjaciela.
Reida nigdzie nie było widać; obawiała się kolejnego ataku paniki. Nie było to nic, czego chciałaby doświadczyć w samym środku zatłoczonego klubu. W dodatku w ramionach nieznajomego.
„Słuchaj, nie wiem, kim jesteś, i szczerze mówiąc – nic mnie to nie obchodzi.” Jeśli była jedna rzecz, co do której Valeska była pewna – to to, jak bardzo chciała znaleźć się z dala od tego mężczyzny.
Pójście do tego klubu od samego początku było złym pomysłem, a teraz – Valeska musiała zmierzyć się z konsekwencjami, które nie były jej winą. Nigdy by nie pomyślała, że ktoś zamknie ją w ramionach i odmówi jej wypuszczenia.
Valeska nawet nie przypuszczała, że Alfa może spędzić noc w tak podrzędnym lokalu. Zazwyczaj mężczyźni o wyższej randze szukali bardziej odpowiednich miejsc do przebywania, a kobiety, które wybierali, należały do wyższych warstw społecznych, jak córki Alfów czy Betów.
Z jakiegoś powodu żadne z nich nie poruszyło ani mięśniem, Valeska zagubiła się w swoich myślach. Mężczyzna wciąż stał za nią, zaborczo oplatając ramiona wokół jej talii.
Nie wydawało się, by Alfa zamierzał w najbliższym czasie pozwolić jej odejść. Wydawał się bardzo zadowolony z pozycji, w której się znajdowali, i z samej sytuacji.
Valeska nie mogła trzeźwo myśleć – jej umysł opanowały sceny z przeszłości. Przez krótką chwilę mogłaby przysiąc, że stoi na miejscu swojej przyjaciółki, kiedy ten Alfa zabrał ją z ich watahy.
Nieznajomy poruszył biodrami w rytm muzyki – Valeska nawet nie zauważyła, kiedy prosta, lecz melodyjna piosenka zastąpiła muzykę elektroniczną.
Była to piosenka, do której tańczyłyby pary; z objętymi nawzajem ramionami. Jego silne dłonie zacisnęły się na jej talii nieco mocniej, zachęcając ją, by podążała za jego prowadzeniem.
Oboje poruszali swoimi ciałami zsynchronizowani, i to na tyle długo, ile tylko mogli. Valeska zauważyła, jak jej mięśnie się rozluźniają; strach przed nieznanym blakł i w pewnym momencie znów zaczęła czerpać z tego przyjemność.
Nie miało już znaczenia, kim był ten mężczyzna, prędzej czy później się stąd wyrwie, a na szczęście – wkrótce i tak wyjedzie w związku z nową pracą. Alfa nie zobaczy jej przez jakiś czas i prawdopodobnie zapomni o jej istnieniu.
„Świetnie tańczysz; muszę ci to przyznać,” Alfa znów pochylił się bliżej jej szyi, głęboko wdychając jej zapach.
Jego zapach zawładnął jej zmysłami, gorący oddech co jakiś czas łaskotał jej rozgrzaną skórę, a ten intensywny, głęboki głos wywoływał w niej dreszcze pożądania. Ostatnią rzeczą, jakiej Valeska potrzebowała, było to, by podniecił ją dominujący palant, który zdawał się wierzyć, że każda inna kobieta w tym klubie jest tu właśnie dla niego.
Mimo że przyszła z Reidem – w ciągu kilku sekund Valeska zapomniała o swoim najlepszym przyjacielu, gdy silne dłonie zsunęły się po jej ciele. Samiec upewnił się, by trzymać ją pod swoją kontrolą, w klatce, podczas gdy jego dłonie zachłannie badały krągłości jej ciała.
„Sam też nie radzisz sobie najgorzej,” odpowiedziała, z zaledwie cieniem uśmieszku błąkającym się po jej ustach. Valeska ledwie powstrzymała jęk, który groził wymknięciem się z jej gardła; to była naturalna odpowiedź na jej uwodzicielskie nawyki.
Jej znajomi od lat wspominali o tym nawyku; to był najłatwiejszy sposób na uwiedzenie mężczyzny – mały jęk tu i tam, przygryzienie wargi, i facet wpadał w jej pułapkę.
Choć Valeska nie planowała uwodzić Alfy, wiedziała, że odniesie sukces. Jedyna różnica polegała na tym, że jej mała gierka zakończy się pokazem siły, jaką dysponował ten mężczyzna. Tym razem Valeska nie mogłaby tak po prostu odejść, zwłaszcza ruszając biodrami tak jak teraz, nawet jeśli Reid zjawiłby się na czas.
Uwiedzenie Alfy było niebezpieczną grą – jego nie obchodziłby żaden chłopak czy pochodzenie rodziny. Alfa przerzuciłby ją przez ramię, warknąłby ostrzegawczo na wszystkich i zabrał ją do domu.
Valeska zdecydowanie nie marzyła o byciu uwięzioną w sypialni jakiegoś samca przez tygodnie, a jeśli miałaby wystarczająco dużo pecha – do końca życia.
Jedna z jego rąk powędrowała w górę, wprost do jej piersi, ciasno ją obejmując. Mimo że mężczyzna właśnie usłyszał, jak wspominała o swoim chłopaku – nie przejmował się tym. Alfa po raz kolejny pochylił się, ale tym razem jego wargi otarły się o jej skórę, po czym zaczął składać na jej szyi otwarte pocałunki.
Wiedział, że gdyby chłopak był prawdziwy – nie zauważyłby, co dzieje się na parkiecie. Nie żeby Alfę to obchodziło, bo miał pełne prawo zabić każdego, kto rzuciłby mu wyzwanie, jednak miał powody, by zachować ostrożność.
Gdyby wspomniany chłopak nie był wytworem jej wyobraźni – próbowałaby z nim wyjść, a Alfa nie miałby prawa zmusić jej do pozostania, skoro nie była częścią watahy. Jednak by ułatwić jej sprawę – upewnił się, że ów chłopak nie dostrzeże ich tańca ani sposobu, w jaki całował jej szyję, jakby jutra miało nie być.
To był ten moment, w którym sam się pogrążył; ta kobieta przyciągnęła jego uwagę, gdy tylko weszła do klubu, i wiedział, że posmakowanie jej choć odrobinę nie będzie mu wystarczyło.
Tak jak podejrzewał – chciał więcej, znacznie więcej niż tylko odrobinę ocierania się o siebie i kilku skradzionych pocałunków na jej szyi.
Alfa chciał posmakować jej warg, wodzić językiem po jej ciele, pozwolić swoim dłoniom badać jej granice i to, jak daleko mu pozwoli się posunąć. Gdyby to od niego zależało – kobieta byłaby już w jego łóżku, z plecami wciśniętymi w materac, podczas gdy on wbijałby się w nią, demonstrując, do czego zdolne jest zwierzę.
Najbrudniejsze scenariusze zalewały jego umysł – ona, zupełnie naga, na blacie biurka, jego palce zagłębione głęboko w jej wnętrzu, podczas gdy błaga go, by ją wyruchał.
Jej różowe, pełne wargi owinięte wokół jego kutasa, ciche jęki wydobywające się z jej ust za każdym razem, gdy kiwa głową, biorąc go głębiej z każdym ruchem.
Albo kazałby jej pochylić się nad tym pieprzonym kuchennym blatem, z szeroko rozłożonymi nogami, jej wnętrze ociekające pożądaniem, podczas gdy on stałby za nią. Nie dałby jej tego, czego pragnęła wcale tak łatwo – musiałaby błagać.
Jeśli chciałaby, żeby obdarzył ją przyjemnością, musiałaby paść na kolana i błagać.
Tylko posłuszne kobiety zasługiwały na to, by pieprzyć je jak prawdziwe dziwki; bycie krnąbrną smarkulą nie prowadziło do niczego poza karą. Ta myśl podniecała go jeszcze bardziej. Alfa niemal widział to w wyobraźni: przełożoną przez jego kolano, podczas gdy jego dłoń zderzała się z jej jędrnym tyłkiem.
Z jakiegoś powodu ta kobieta obudziła w nim zdecydowanie zbyt wiele, zdecydowanie zbyt brudnych fantazji. Być może była jedną z tych, które mogłyby wręcz przyjąć wszystkie jego pomysły i wizje z uśmiechem na twarzy, będąc pieprzoną na najobrzydliwsze z możliwych sposobów.
Uśmiechnął się cynicznie przy jej szyi, otwierając usta, by wyartykułować niektóre ze swoich pomysłów. Alfa miał w planach opisać kilka łagodniejszych scenariuszy i zobaczyć, czy jakikolwiek z nich przemówi do tej kobiety na tyle, by dobrowolnie za nim poszła.
Jak to zwykle bywało, w najgorszym możliwym momencie ktoś postanowił zrujnować ich błogostan. Mężczyzna trzymający dwa drinki w końcu przedarł się przez tłum zmiennokształtnych.
Reid posłał Valesce gniewne spojrzenie – każdy, kto ich nie znał, z łatwością założyłby, że byli parą, a ten cały chłopak staje się właśnie dość wkurzony na widok, który miał przed oczami.
„To tak się zabawiasz, kiedy ja ryzykuję życiem, by przynieść ci cholernego drinka?” Jęknął Reid, wyolbrzymiając sytuację przy każdej nadarzającej się okazji. Jego słowa miały w sobie jednak sporą dozę prawdy – przedarcie się przez ten tłum nie było ani trochę łatwym zadaniem.
Valeska obiecała, że tej nocy nie będzie odwalać żadnych numerów, i zazwyczaj dotrzymywała obietnic. A jednak najdziwniejszym elementem tej sytuacji była jej bliskość z Alfą – rangą, którą tak gardziła.
Reid od razu założył, że musiał w tym być jakiś haczyk; musiał istnieć jakiś powód jej nagłej zmiany zdania.
„Och, kochanie, wybacz. Ten dżentelmen zaproponował mi taniec, kiedy na ciebie czekałam. Zrobiło mi się dość samotnie bez ciebie w pobliżu, ale teraz, kiedy już jesteś,” Valeska powiedziała nienaturalnie wysokim głosem.
Zdesperowany wyraz jej twarzy i o wiele gwałtowniejsze mruganie oczami były dowodem na to, że teoria Reida okazała się słuszna.
Zmierzył wzrokiem potężnego mężczyznę, który nie wyglądał na zadowolonego z jego pojawienia się, a następnie wzrok Reida ponownie spoczął na jego zdesperowanej przyjaciółce.
„No to dzięki, że przypilnowałeś mojej dziewczyny, stary. Doceniam to. Jeśli nie masz nic przeciwko, chcielibyśmy spędzić trochę czasu razem, wieczór we dwoje i te sprawy; jestem pewien, że to rozumiesz.” Reid podszedł bliżej, ujął dłoń Valeski i szybko wyciągnął ją z uścisku nieznajomego.
Mężczyzna nawet nie zadał sobie trudu, by spróbować ją zatrzymać.
Jednakże chytry uśmiech na jego ustach nie wskazywał na to, by knuł coś dobrego. „Jeszcze raz dzięki, stary. Nigdy nie wiadomo, jakiego rodzaju psychole mogą podejść do twojej dziewczyny.” Po tych słowach Reid wręczył jej kieliszek. Objął ją ramieniem w pasie, wyprowadzając z dala od parkietu.
Valeska nie śmiała podnieść wzroku; ledwie tolerowała bliskość z Alfą – spojrzenie jednemu z nich w oczy byłoby dla niej nie do zniesienia. Czuła jednak jego palące spojrzenie na swoich plecach; gdyby to było możliwe, wypaliłoby ono dziury w jej skórze.
Szybko wychyliła duszkiem swojego drinka, jakby nie miała nic do picia od miesięcy. Jej ciało trzęsło się ze strachu i ekscytacji; dawka adrenaliny wypełniła jej żyły. „Dobra,” wypuściła z siebie powietrze, starając się powstrzymać alkohol przed zwróceniem go. „Wyjdźmy stąd; potrzebuję papierosa. To zdecydowanie za dużo.”
Valeska pośpieszyła swojego przyjaciela; Reid skinął głową, nie mówiąc ani słowa. Zrozumiał, dlaczego tak szybko zmieniła front – nawet on nie był do końca pewny, czy samiec pozwoli jej odejść.
Reid poczuł ulgę, ale nie potrafił pozbyć się przeczucia, że coś może być nie tak. Alfowie nie mieli w zwyczaju tak łatwo odpuszczać swojej zdobyczy, a jego wzrok podążający za nimi był kolejnym powodem do obaw.
Oczywiście, temu cholernemu mężczyźnie łatwo było dostrzec, co robią – był wysoki niemal jak pieprzone drzewo, górując nad każdym innym zmiennokształtnym w klubie.
Ale... czy naprawdę dał im spokój?
















