— No dalej, wiejmy stąd! Pośpiesz się! — Valeska złapała Reida za ramię i odciągnęła go jak najdalej od pubu. Ignorowała pokusę, by obejrzeć się za siebie – Alfa mógł tam być, spacerować swobodnie za nimi, obserwując swoją ofiarę.
Jej serce waliło o żebra tak gwałtownie, że nie słyszała już własnych myśli.
Dźwięk szalejącego organu był tak głośny, że sprawiał, iż wszystko inne znikało. Teraz Valeska rozumiała, dlaczego wielu narkomanów mówiło o smakowaniu kolorów czy widzeniu dźwięków, bo czuła się, jakby była blisko takiego stanu.
Ale strach i ścisk w żołądku nie były najgorsze. Samej myśli o tym mężczyźnie, którego zostawiła za sobą, nie potrafił uciszyć nawet dźwięk jej serca.
— Zwolnij; dlaczego, do diabła, biegniesz, jakby ci się gacie paliły? Jesteśmy na zewnątrz, bezpieczni; uciekłaś mu. — Reid próbował powstrzymać przyjaciółkę. Byli dobre dwie lub trzy przecznice od klubu; gdyby ten facet nie ruszył za nimi od razu po wyjściu – nie zrobiłby tego teraz.
— Jakbyś nie wiedział, dlaczego próbuję uciec jak najdalej. Do cholery, Reid, możesz ruszyć tym swoim wielkim mózgiem? To był jebany Alfa; te bestie nie spoczną, dopóki nie dostaną tego, czego chcą. A teraz moja dupa jest na jego celowniku — jęknęła Valeska, wyrzucając ręce w górę.
Z tego, co widział Reid, wyglądali razem na całkiem swobodnych, a jednak wiedział, że takie rzeczy się nie zdarzają. Z jakiegoś dziwnego powodu Valeska wyglądała na zadowoloną z sytuacji, w jakiej oboje się znaleźli, a Alfa z chęcią położył na niej swoje brudne łapska. Gdyby Reid nie znał jej lepiej – pomyślałby, że Valeska ostatecznie poszłaby za nim do jego domu.
Reid obserwował swoją najlepszą przyjaciółkę – znał Valeskę od lat, a poziom stresu, który wykazywała, nie był typowy dla zwykłych dni. Grzebała w torebce i wyciągnęła paczkę papierosów, natychmiast chwytając jednego w usta.
Jej ręce drżały, mimo to udało jej się zapalić papierosa i wciągnąć dym o paskudnym zapachu. Valeska w końcu nieco się rozluźniła, opierając się plecami o najbliższą ścianę.
— Wyglądasz jak dziwka — zachichotał Reid, wymownie poruszając brwiami. Nie miał pojęcia, że ona nagle wpadła na plan, który może wywrócić ich życie do góry nogami w ułamku sekundy.
— Cóż, chętnie przyjmę komplement; taki był mój pierwotny zamiar. Słuchaj, mam pomysł – nie spodoba ci się. — Valeska odepchnęła się od zimnej ceglanej ściany i podeszła bliżej przyjaciela, dmuchając mu dymem w twarz.
— Wykrztuś to — zaproponował jej rękę, którą Valeska chętnie ujęła. Ręka w rękę, oboje szli w stronę swojego bloku mieszkalnego. Reid skupił uwagę na chodniku, pilnując, by o nic się nie potknęła.
Postanowił milczeć; jego przyjaciółka zawsze potrzebowała dodatkowego czasu, by ubrać w słowa swoje myśli lub pomysły. Czasami cisza była lepsza niż miliony słów.
— Dobra — westchnęła Valeska, rzucając na beton na wpół wypalonego papierosa i przydeptując go. Oblizała wargi i ścisnęła dłoń Reida, zanim jakiekolwiek słowo wydostało się z jej ust.
— Słuchaj, muszę wyjechać dziś wieczorem. Nie piłam nic poza tym winem i jestem pewna, że wyparowało, gdy tylko ten skurwiel do mnie podszedł. Niech to szlag! W każdym razie przebiorę się, wezmę kilka niezbędnych rzeczy i pojadę do tego cholernego miasta. Mogę spokojnie zatrzymać się w dowolnym motelu, żeby odpocząć, a i tak dotrę na czas. Proszę, nie gniewaj się na mnie; po prostu czuję, że tak będzie lepiej. Jeśli nie będzie mnie w pobliżu – ten dupek nie będzie mnie szukał, a zanim wrócę do domu, zapomni o mnie.
Valeska nigdy nie myślała o tym, jak trudno będzie zostawić Reida. To byłby pierwszy raz od dwudziestu lat, kiedy mieliby być osobno tak długo.
— Nie podoba mi się ten pomysł — westchnął Reid, będąc tak szczerym, jak tylko potrafił. Poza tym rozumiał, że nie ma prawa być takim egoistą – każdy wiedział, że ten dzień nadejdzie.
Prędzej czy później musiałby pozwolić swojej przyjaciółce odejść, tak samo jak Valeska jemu. — Ale rozumiem; być może masz rację. Dopóki obiecasz mi, że wrócisz – będę wspierał każdą twoją decyzję. — Reid znieruchomiał w miejscu, zmuszając Valeskę do zatrzymania się.
Valeska zaśmiała się, skinęła głową i chętnie złożyła mu tę najświętszą obietnicę. Z szerokimi uśmiechami na ustach i śmiechem wypełniającym puste ulice, oboje w końcu dotarli do bloku.
Po prawie godzinie patrzyła, jak Reid kładzie jej torbę na tylnym siedzeniu samochodu, zamyka drzwi i natychmiast przyciąga ją do ciasnego uścisku. Trzymał ją przez dobre dziesięć minut, aż w końcu był gotowy, by puścić.
Reid pocałował ją w czoło, życzył powodzenia i pobiegł z powrotem do budynku. To był dla nich najprostszy sposób, by pożegnać się bez łez czy załamywania rąk, przynajmniej w tamtej chwili.
Valeska wsiadła do samochodu, pomachała słabo w stronę budynku i odpaliła silnik, odjeżdżając bez oglądania się za siebie. Wiedziała, że czeka ją długa droga, ale nie dbała o to – musiała się stąd wydostać, zanim będzie za późno.
**OSTRZEŻENIE**
*W trosce o własne zmysły – przestań czytać tutaj, jeśli nie lubisz gorących, szczegółowych scen erotycznych.*
Po godzinie jazdy Valeska poczuła, jakby źle skręciła. Wszystko, co widziała przed sobą i wokół, to głęboki las – powinna już dotrzeć do następnego miasta.
Co gorsza, znikąd pojawiły się policyjne światła, ewidentnie za nią podążając. Jej samochód był jedynym na drodze, oczywiście – kogo innego ten dupek miałby śledzić.
*„Świetnie, po prostu kurwa świetnie. Jakby ta noc mogła stać się jeszcze lepsza”.* Przeklęła pod nosem, zatrzymując samochód na poboczu.
Valeska nachyliła się do tylnego siedzenia, chwytając torebkę z prawem jazdy. Wzięła głęboki oddech, przypominając sobie, że nie popełniła żadnego przestępstwa i że to kolejna rutynowa kontrola.
Valeska przyglądała się potężnemu mężczyźnie powoli podchodzącemu do jej samochodu i nieświadomie przygryzła dolną wargę. *„Kurwa, dla takiego kawałka mięcha mogłabym popełnić zbrodnię”.* Pomyślała, natychmiast żałując tych niecnych myśli. Miała słabość do mężczyzn w mundurach, zwłaszcza policjantów.
Teraz Valeska musiała zmierzyć się nie tylko z człowiekiem, który zażąda dokumentów, ale także z możliwością, że jest on zmiennokształtnym.
Jeśli ten skurwiel był jednym z jej rodzaju – poczułby jej podniecenie. I znowu myśl o zostaniu złapaną i prawdopodobnie przykutą do jego łóżka przeleciała jej przez myśl. *„Do diabła, wiedziałam, że powinnam się najpierw przelecieć!”*
Pukanie w szybę od strony kierowcy przestraszyło ją. Valeska pisnęła i odwróciła wzrok, powoli opuszczając szybę. — Dobry wieczór panu, czy jest jakiś problem? — odezwała się natychmiast, starając się brzmieć jak niewinna, niczego nieświadoma dziewczyna.
Potężny mężczyzna zaśmiał się; nie mogła dojrzeć jego twarzy z powodu jego wzrostu, ani nie odważyła się spojrzeć w górę. — Prawo jazdy i dowód rejestracyjny, pani. I nie, nie ma żadnego problemu – zwykła kontrola. Zazwyczaj nie widujemy nikogo przejeżdżającego przez te lasy, więc po prostu upewniam się, że kierowcy mają dokumenty. Zdziwiłaby się pani, jak wiele nieletnich dzieciaków tu jeździ.
Gdy mężczyzna mówił, Valeska poczuła, jak fala zimnych dreszczy przebiega jej po kręgosłupie. Z jakiegoś powodu jej ciało rozgrzało się, podekscytowane dźwiękiem tego głosu. To, co sprawiło, że zaczęła analizować sytuację, to fakt, jak znajomo on brzmiał.
Nie mogła sobie przypomnieć, gdzie go słyszała, ale słyszała go wcześniej – to był fakt.
Valeska podała mu dokumenty, wciąż unikając jego wzroku, mając nadzieję, że nie wyczuł jej podniecenia ani po prostu jej samej.
Wielki mężczyzna zaśmiał się ponownie, tym razem brzmiąc na bardziej rozbawionego niż wcześniej. — Będę musiał prosić panią o wyjście z samochodu — oznajmił w dość radosny sposób.
Valeska nie odważyła się pyskować – po pierwsze, był policjantem. Po drugie – nie mogła marnować całej nocy na zadawanie głupich pytań i kłótnie ze stróżem prawa.
Otworzyła drzwi i ostrożnie wysiadła z auta, patrząc pod nogi. Mężczyzna nie odsunął się na bok ani nie zadał sobie trudu, by wrócić do radiowozu i sprawdzić jej dane.
— Możesz to nazwać zbiegiem okoliczności; ja nazywam to przeznaczeniem, mała myszko. Jesteś o wiele słodsza, gdy nie próbujesz pluć na mnie jadem. —
Jej oczy się rozszerzyły; teraz w końcu zrozumiała, skąd znała ten głos. Jak mogła o nim zapomnieć po zaledwie kilku godzinach? Valeska westchnęła głośno i spojrzała w górę, napotykając parę intensywnych, ciemnozielonych oczu.
Dała sobie chwilę, by przyjrzeć się jego rysom, skoro technicznie rzecz biorąc, pierwszy raz widziała go twarzą w twarz.
Bliskość ich ciał była zbyt duża jak na jej upodobania, ale Valeska postanowiła to zignorować, przynajmniej dopóki nie zauważyła każdego szczegółu jego wyglądu. Poza przeszywającymi oczami – ten facet mógłby sprawić, że Aldonis zbladłby przy jego urodzie.
Jego ostro zarysowana szczęka zaparła jej dech w piersiach; idealnie wyrzeźbiony nos i pełne usta były widokiem, nad którym Valeska mogłaby się ślinić wiekami.
*„Zdecydowanie będę wyobrażać sobie jego twarz za każdym razem, gdy będę się masturbować”.* Gdy ta myśl przemknęła jej przez głowę, Valeska jęknęła z irytacji.
Nie powinna przyznawać, jak cholernie przystojny był, nawet przed samą sobą. Mężczyzna zmarszczył brwi, zastanawiając się, co sprawiło, że zachowała się jak małe dziecko wpadające w furię.
Pochylił się, kładąc jedną rękę na dachu samochodu nad jej ramieniem i wrzucając jej dokumenty do środka przez półotwarte okno.
— Będę musiał przeprowadzić rewizję osobistą, mała myszko. Wydajesz się dość podejrzana. Co ukrywasz? — szepnął jej do ucha, a same te słowa posłały wybuchowe dreszcze prosto do jej wnętrza.
















