„O kurwa, próbuję się do ciebie dodzwonić od godzin! Gdzie ty, kurwa, jesteś?” Reid niemal wykrzyczał jej do ucha. Valeska nie była pewna, co dotknęło ją bardziej – irytacja czy troska w jego głosie.
Oboje uwielbiali spędzać szalone noce na mieście, ale jedno zawsze stało z boku, czekając na czerwoną godzinę. Dla nich czerwona godzina była momentem, w którym jedno z nich musiało opuścić dany lokal.
Valeska wymknęła się z sypialni i wślizgnęła do łazienki. „Wypiłam za dużo wina; przestań zachowywać się jak moja matka. Jestem u niego w łazience, ukrywam się i próbuję wymyślić, jak do cholery mam stąd wyjść.” Oparła się plecami o drzwi łazienki i osunęła się w dół, wzdychając z rezygnacją.
„Doprowadzasz mnie do szału. Wyślij mi swoją lokalizację; idę do samochodu.” Mruknął i rozłączył się, zanim Valeska zdążyła wypowiedzieć kolejne słowo.
Zdecydowanie nie trzeba było powtarzać jej dwa razy, więc Valeska udostępniła Reidowi swoją lokalizację na żywo i zgarnęła wszystko, co wyglądało na jej własność. Valeska rozważała zostawienie koszuli, ale po drodze do wyjścia z pokoju chwyciła ją.
Valeska zbiegła po schodach szybciej niż pocisk, w duchu mając nadzieję, że Reid już przyjechał. Kiedy w końcu wybiegła z budynku, jej wzrok natychmiast omiótł ulicę w poszukiwaniu czarnego Mustanga. Zamiast tego jej oczy spoczęły na krwistoczerwonym Camaro, co wywołało u niej głośne przekleństwo. „Ten podstępny, mały dupek, jeździ po mieście moim cholernym samochodem!”
Wskakując na siedzenie pasażera, Valeska posłała swojemu najlepszemu przyjacielowi mordercze spojrzenie. Jego policzki były lekko zaczerwienione, a na ustach błąkał się chytry uśmiech, co mogło oznaczać tylko jedno – zdobył czyjś numer telefonu.
„Więc? Przystojny czy uroczy?” Zapytała Valeska, siłując się z zapięciem pasów bezpieczeństwa.
„Cholernie uroczy. O kurwa, tak uroczy, że nie mogę przestać myśleć o tej twarzy. Znowu jakiś pieprzony wilk, oczywiście, ale kogo to obchodzi, prawda? A co z cukiereczkiem, którym ty się dziś bawiłaś?” Reid szybko zmienił temat i skupił się na jej przygodach.
„Wilk. Tylko wilk ranga Beta. Nic dziwnego, skoro te psy rządzą miastem. Nic wielkiego do opowiadania.” Valeska zaśmiała się, gdy Reid zrozumiał, co miała na myśli.
Droga do domu minęła w ciszy i wkrótce weszli do swojego wspólnego mieszkania.
„Cóż, mam do przekazania ekscytujące wieści,” zanucił Reid, otwierając drzwi przed Valeską. „Znalazłem ci pracę, skoro już i tak muszę wyjechać. To nic wyszukanego, ale oferują obłąkaną sumę pieniędzy.” Szeroki uśmiech wykwitł na jego wargach.
Kwestia pieniędzy była tym, co podekscytowało Valeskę, ale ten uśmiech aż krzyczał kłopotami. Gdzieś musiał być haczyk. „Ale?”
Valeska opadła na kanapę i wypuściła z siebie westchnienie. Czuła się o wiele bardziej komfortowo niż wcześniej.
Oczy Valeski podążyły za Reidem, gdy ten skierował się do kuchni. Ich mieszkanie miało układ otwarty, więc z łatwością widziała, jak nalewa dwa kieliszki wina. Następnie przyniósł je do salonu, usiadł obok Valeski i wręczył jej jeden z kieliszków. „Jestem pewien, że słyszałaś o dorocznych Igrzyskach Alfów.” Ach, więc tu był ten cholerny haczyk.
„Kto nie słyszał? Nie jestem pewna, dlaczego wciąż nazywają te igrzyska dorocznymi, skoro rzadko się odbywają. Szczerze mówiąc, nie rozumiem, jaki jest ich cel. I bądźmy uczciwi, kto przy zdrowych zmysłach uznałby połamane stawy, martwe ciała i agresywnych Alfów mordujących się nawzajem za jakąkolwiek pieprzoną grę? Wszyscy oni powinni wylądować w psychiatryku.”
Igrzyska Alfów były dla zmiennokształtnych czymś w rodzaju Olimpiady. W rzeczywistości nie miało to nic wspólnego z porównywaniem swoich zdolności nad innymi. Nie, to było coś o wiele gorszego. Ogólnie rzecz biorąc, była to trwająca dwa tygodnie rzeź, picie i pieprzenie. Wiele zmiennokształtnych kobiet płaciło boleśnie ogromne sumy pieniędzy, aby znaleźć się w gronie gości.
„To nieważne. My nie wymyśliliśmy tej gry, zrobili to nasi przodkowie,” Reid zbył ją machnięciem ręki, jakby nic z tego, co właśnie powiedziała Valeska, nie miało znaczenia. „W każdym razie, w tym roku igrzyska odbywają się w pobliżu stolicy. Zgromadzenie nie zadało sobie jeszcze trudu, by ogłosić oficjalną lokalizację, ale to nie może być dalej niż osiem godzin jazdy stąd.”
Reid wydawał się zbyt szczęśliwy. Podejrzanie szczęśliwy. „W tym roku w igrzyskach wezmą udział najpotężniejsi Alfowie z całego świata. Mam na myśli setki, jeśli nie tysiące Alfów.”
„Z jakiej racji?” Rozbudził ciekawość Valeski.
„Król umiera. Potrzebują zastępstwa na tronie, i to wkrótce. Niektórzy Alfowie mogą mieć silne szczenięta, jednak inni okazują się słabeuszami. Dlatego Król musi wybrać najlepszego z najlepszych na swojego następcę.” Reid wziął łyk wina i odstawił kieliszek na stolik kawowy. „Z tego, co wiem, w tym roku dołączy co najmniej pięciuset Alfów. Zwycięzca igrzysk przejmie tron i zostanie następnym Królem.”
Zanim jednak Valeska zdążyła zadać mu kolejne pytania, Reid znów się odezwał. „Połowa z tych Alfów jest bez pary. Ci będą przetrzymywani w oddzielnych budynkach, z dala od żeńskich gości. Druga połowa będzie cieszyć się imprezami razem z płacącymi gośćmi.”
Valeska uniosła brew, zastanawiając się, czy miał dla niej więcej szczegółów.
„Valeska, nie masz pojęcia, ile Zgromadzenie jest gotowe zapłacić obsłudze. Jeśli zgodzisz się dla nich pracować, te stare pierdziele pod koniec każdego dnia wręczą ci czarną kartę. Zainteresowana?” Reid zatarł dłonie, emanując ekscytacją.
Valeska poświęciła chwilę na obserwację swojego najlepszego przyjaciela. Nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziała go tak podekscytowanym, tak szczęśliwym z jakiegoś powodu.
„Dobra, powiedzmy, że teoretycznie podoba mi się, jak brzmi ta propozycja… Powiedz mi, ile oferują. Znasz mnie, Reid, mogłabym zamiatać ulice dla pieniędzy. Nie ma znaczenia, co muszę robić, tak długo, jak mogę zarobić na swoje utrzymanie własnymi rękami. Ale ta propozycja, mimo jak bardzo jest kusząca, trochę mnie przeraża.”
Oboje milczeli, aż w końcu Valeska postanowiła dodać coś jeszcze. „To są Alfowie, i to nie tylko kilku, ale setki. Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek czułabym się bezpiecznie, będąc otoczona przez tylu dupków naraz. Trudno jest iść prosto, gdy w pobliżu znajduje się choćby jeden, a co dopiero całe masy.”
Istniała szansa, że Valeska pokonałaby swój strach, gdyby pieniądze były dobre. Mogłaby popracować przez jakiś czas, a potem przez miesiące po prostu odpoczywać. Członkowie Zgromadzenia byli bogatsi niż sam Król; te stare pierdziele mogły pozwolić sobie na to, by płacić swoim służącym więcej, niż wielu prezesów zarabiało ciężką pracą.
„Proszę o werble,” Reid uniósł brew, patrząc na przyjaciółkę, która tylko swobodnie przewróciła oczami. Nie miał innego wyjścia, jak tylko samemu udawać bębnienie. „W tym roku starszyzna oferuje pieprzone pięćdziesiąt tysięcy za wieczorną obsługę. Czy to nie śmieszne?” Reid roześmiał się, wciąż zdumiony tym, jak dużo można było zarobić za bieganie za Alfami.
Oczywiście wiedział, że większość z tych mężczyzn ma wybuchowy temperament; dlatego zadbał o to, by zarezerwować dla Valeski posadę w obsłudze. Wszystko, co musiałaby robić, to przynosić im napoje i przekąski. Jak trudne mogłoby to być?
„Zamknij się!” Valeska sapnęła, szeroko otwierając oczy. Nie mogła uwierzyć własnym uszom. Kto mógłby być na tyle głupi, żeby oferować takie pieniądze za jeden wieczór?
„Nie żartuję,” Reid przemówił poważnym tonem.
„Okej, więc gdzie jest haczyk?” Sceptycznie uniosła brew.
„Szczerze mówiąc, zapomniałem. Nie sądzę, żeby to było coś ważnego, nie stresuj się tym. Więc? Wchodzisz w to?” Reid niemal błagał ją wzrokiem, żeby przyjęła tę ofertę.
Valeska siedziała w ciszy przez kilka minut, zastanawiając się, czy podjęcie ryzyka jest tego warte. „Pieprzyć to, wszystko, co muszę robić, to podawać im drinki i jedzenie. Nie muszę wchodzić z nimi w interakcje, i tak raczej nie mogłabym tam spotkać nikogo znajomego, prawda? Więc wchodzę w to. Nie żeby coś mogło pójść nie tak, jasne?”
















