Zrujnowana przez Alfę, zdobyta przez motocyklistę

Zrujnowana przez Alfę, zdobyta przez motocyklistę

Autor: Emma Johnson

Rozdział 3
Autor: Emma Johnson
29 kwi 2026
To jest to. Chwila prawdy. Punkt bez powrotu.   Patrzę na Silasa, na jego wyczekującą twarz, na to, jak jego oczy obiecują karę, jeśli nie dam mu tego, czego chce. Patrzę na tłum członków stada, wszyscy patrzą, wszyscy czekają, wszyscy wierzą, że są świadkami czegoś świętego.   Myślę o kobiecie, którą kiedyś byłam, zanim nauczyłam się kurczyć w sobie. Zanim dowiedziałam się, że miłość ma boleć. Zanim zapomniałam, że mam głos.   Myślę o moim dziecku, które nigdy nie dostało szansy na życie, ponieważ byłam zbyt słaba, by chronić nas oboje.   Myślę o reszcie mojego życia, rozciągającej się przede mną niczym wyrok więzienia.   Myślę o wcześniejszych wiadomościach: "Jesteś silniejsza, niż myślisz."   I uświadamiam sobie coś. Jestem silniejsza, niż mi się wydaje. Silniejsza, niż wmówił mi, że jestem. Silniejsza od strachu, którego używał, by mnie kontrolować.   Otwieram usta, a słowa wybrzmiewają jasno i stanowczo. – Odrzucam cię.   Cisza, która po tym następuje, jest ogłuszająca. Trzysta osób gapi się na mnie w szoku, z otwartymi ustami i szeroko otwartymi oczami. Urzędnik wygląda na zdezorientowanego, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał.   Twarz Silasa przechodzi przez cykl emocji – zaskoczenie, zdezorientowanie, zakłopotanie, wściekłość. – Co powiedziałaś?   – Odrzucam cię, Silasie Blackwoodzie. – Mój głos jest teraz pewniejszy, napędzany przez trzy lata tłumionej furii. – Odrzucam cię jako mojego druha. Odrzucam cię jako mojego męża. Odrzucam cię jako mojego Alfę. Odrzucam tę ceremonię, to małżeństwo, to życie, które zbudowałeś dla nas na kłamstwach i strachu.   Srebrny naszyjnik na mojej szyi staje się ciepły, potem gorący, a w końcu parzy moją skórę, gdy magiczna więź między nami zaczyna się rwać. Silas chwieje się do tyłu, przyciskając dłoń do klatki piersiowej, ponieważ on też to czuje – to rwanie, to łamanie, tę wolność.   Reakcja jest natychmiastowa i wybuchowa. Sapanie niesie się echem po sali. Ktoś krzyczy. Słyszę krzesła szurające po podłodze, gdy ludzie zrywają się na równe nogi.   Silas robi krok w moją stronę, a jego twarz wykrzywia się wściekłością. – Nie możesz tego zrobić. Nie możesz mnie tak upokarzać. Nie na oczach wszystkich.   – Właśnie to zrobiłam. – Zuchwałość w moim głosie zaskakuje nawet mnie samą. Mam dość. Dość jego ciągłego braku szacunku. W ciągu trzech lat zmienił mnie w kogoś, kogo nawet nie mogłam rozpoznać.   Nie zawsze taki był. Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Londynu, skupiłam się na nauce i pracy. Aż pewnego dnia spotkałam Silasa w sklepie spożywczym, w którym pracowałam. Minęły miesiące, zanim zgodziłam się z nim umówić. Ale był tak słodki i kochający, że zakochałam się w nim bez pamięci.   Byłam taka głupia.   Widzę, jak jego dłoń instynktownie porusza się w moją stronę – uderzenie wierzchem dłoni, które uciszyło mnie już tyle razy. Ale tym razem jestem gotowa. Tym razem się nie cofam.   – Śmiało – mówię cicho, a mój głos niesie się w zszokowanej ciszy. – Uderz mnie. Przy tych wszystkich ludziach. Pokaż im, kim naprawdę jesteś.   Zastyga w bezruchu, z ręką w połowie drogi do mojej twarzy, nagle świadomy setek oczu, które nas obserwują. Jego starannie skonstruowany wizerunek pęka w czasie rzeczywistym.   Unoszę rękę i chwytam srebrny naszyjnik na mojej szyi – jego roszczenie do mnie, jego znak własności. Jednym ostrym szarpnięciem zrywam łańcuszek, czując, jak skóra pod nim płonie i pokrywa się pęcherzami w miejscu, gdzie mnie dotykał.   – Skończyłam – mówię, rzucając naszyjnik do jego stóp. – Skończyłam z tobą, z tym wszystkim.   Stado wybucha chaosem. Podnoszą się głosy szoku, oburzenia, dezorientacji. Ale ja ich nie słyszę. Już się odwracam, już idę z powrotem nawą, a moje kroki są równe i pewne po raz pierwszy od trzech lat.   W apartamencie dla nowożeńców zdejmuję z siebie białą suknię i zostawiam ją na podłodze niczym zrzuconą skórę. Zakładam dżinsy i sweter, które ukryłam w torbie – prawdziwe ubrania, ubrania, które wydają się być zbroją po miesiącach noszenia tego, co on chciał, bym nosiła.   Mój telefon znajduje się w mojej dłoni, zanim w ogóle uświadamiam sobie, że po niego sięgam. Przewijam kontakty, aż znajduję numer, pod który nie dzwoniłam od prawie czterech lat.   – Alaric? – Mój głos drży, gdy odbiera, a dźwięk głosu mojego brata niemal przerywa tamę, którą zbudowałam wokół swoich emocji.   – Genevieve? – Brzmi na zszokowanego, zdezorientowanego. – Jezu, czy to naprawdę ty? Nie miałem od ciebie wieści od...   – Potrzebuję, żebyś po mnie przyjechał – przerywam, a słowa wyrzucam z siebie w pośpiechu. – Jadę na lotnisko Heathrow. Wyślę ci informacje o locie.   – Heathrow? Co ty robisz w Londynie? Myślałem, że jesteś w Ameryce. Nie oddzwaniałaś na moje telefony od lat, a teraz jesteś...   – Wiem. Przepraszam. Wyjaśnię ci wszystko, kiedy się zobaczymy. Ja tylko... muszę wrócić do domu. Proszę.   Następuje pauza i słyszę troskę w jego głosie, gdy znowu się odzywa. – Oczywiście. Oczywiście, że możesz wrócić do domu. Ale właściwie jutro wyjeżdżam do Szkocji z Seraphiną i dziećmi. Odwiedzamy jej rodziców na tydzień. Nie wrócę aż do przyszłego tygodnia, ale mogę do kogoś zadzwonić...   – Nie. – To słowo brzmi ostrzej, niż zamierzałam. – Nie chcę, żeby ktokolwiek inny wiedział, że przyjeżdżam. Jeszcze nie.   – Genevieve, co się dzieje? Przerażasz mnie. Co się stało?   Zamykam oczy, przyciskając palce do skroni. Jak mam wytłumaczyć trzy lata piekła? Jak mam mu powiedzieć, że jego mała siostrzyczka powoli umierała, kawałek po kawałku, a on nie miał o tym pojęcia?   – Nic – szepczę. – Nic mi nie jest. Po prostu nie mogę... Nie mogę tu dłużej zostać.   Kolejna pauza, tym razem dłuższa. – Czy ktoś cię skrzywdził?   To pytanie wisi w powietrzu między nami, obciążone wszystkimi rzeczami, których nigdy mu nie powiedziałam, wszystkimi sekretami, które trzymałam w tajemnicy, by chronić go przed prawdą.   – Po prostu muszę się stąd wydostać – mówię zamiast tego. – Proszę.   – Dobrze. – Jego głos jest łagodny, ale stanowczy. – Dobrze. Coś wymyślę. Daj mi wykonać kilka telefonów.   Szybko zbieram to, co ma dla mnie największe znaczenie i wymykam się, kierując się na lotnisko. Dwadzieścia minut później mój telefon znowu dzwoni.   – Zadzwoniłem do przyjaciela – mówi Alaric. – Jest jedynym, który może dotrzeć do ciebie na czas. Po prostu zadzwoń do mnie, kiedy tam dotrzesz.   – Nie martw się, mogę poczekać – mówię szybko. – Mogę wziąć hotel, poczekać, aż wrócisz.   – Genevieve, brzmisz, jakbyś miała się zaraz rozpaść. Nie zostawię cię samej na lotnisku czy w kraju, który jest teraz dla ciebie obcy, na całe dni. Wiesz co, mogę po prostu przełożyć moją podróż. Odbiorę cię, odwiozę, a potem dołączę do Seraphiny i dzieci.   Chcę się kłócić, ale jestem zbyt zmęczona, zbyt wyczerpana, zbyt złamana, by dalej walczyć. – Dobrze – szepczę. – Dobrze. – Jeśli chce pomóc, to kim jestem, by mu odmawiać? Tak bardzo go potrzebuję.   Lot do Ameryki to najdłuższe siedem godzin mojego życia. Większość spędzam, wpatrując się przez okno, obserwując, jak Londyn znika pod chmurami, czując, jakbym zostawiała za sobą nie tylko kraj, ale całą wersję samej siebie.   Kobieta, która wsiada do samolotu na Heathrow, nie jest tą samą kobietą, która wylądowała tam pięć lat temu. Tamta dziewczyna miała złamane serce, ale była pełna nadziei, zraniona, ale wciąż wierząca w miłość. Ta kobieta jest czymś zupełnie innym – wydrążona, stwardniała, naznaczona doświadczeniami, które zmieniły ją na poziomie molekularnym.   Ale jest również wolna. Po raz pierwszy od trzech lat jest wolna.   Lotnisko JFK to labirynt hałasu i chaosu, ale nawiguję po nim na autopilocie. Moja jedyna walizka wydaje się żałośnie mała, trzy lata życia zredukowane do jednej torby niezbędnych rzeczy. Wszystko inne zostawiłam za sobą. Mieszkanie, meble, suknię ślubną leżącą teraz zmiętą na podłodze. To wszystko skażone jego dotykiem, jego obecnością, jego przemocą.   Wysyłam wiadomość do Alarica, informując go, że właśnie wylądowałam. Odpowiada natychmiast, mówiąc, że jest już w drodze. Powinnam dać mu kilka minut.   Po dziesięciu minutach otrzymuję kolejnego SMS-a od Alarica, z informacją, że jest na miejscu. Omiatam wzrokiem strefę przylotów, kiedy dostrzegam ostatnią osobę, jakiej spodziewałabym się tu zobaczyć.   Mój umysł i ciało zamarzają na czas, który wydaje się wiecznością.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Zrujnowana przez Alfę, zdobyta przez motocyklistę | Czytaj powieści online na beletrystyka