Zrujnowana przez Alfę, zdobyta przez motocyklistę

Zrujnowana przez Alfę, zdobyta przez motocyklistę

Autor: Emma Johnson

Rozdział 5
Autor: Emma Johnson
29 kwi 2026
Powoli wyjeżdża z miejsca parkingowego, dając mi czas na przyzwyczajenie się. Motocykl mruczy pod nami jak zadowolona bestia, i nie mogę przestać myśleć, jak bardzo to pasuje. Wszystko, co dotyczy Cassiana, zawsze przypominało mi coś dzikiego, coś ledwie kontrolowanego. Nawet teraz, po pięciu latach rozłąki, czuję tę znajomą energię promieniującą od niego.   – *Pachnie jak dom* – szepcze moja wilczyca z tyłu mojego umysłu, a jej głos jest niskim mruczeniem tęsknoty. – *Jak sosnowe lasy i letnie burze.*   – *Nie* – mówię jej stanowczo.   – *Nie możemy tak myśleć. Już nie.*   Ale kiedy wjeżdżamy na autostradę, motocykl nabiera prędkości, i nie mam innego wyjścia, jak tylko trzymać się mocniej. Moje ramiona oplatają jego talię, a moja wilczyca praktycznie mruczy na ten kontakt.   Przez ostatnie trzy lata była taka cicha, wycofując się głęboko we mnie, gdzie pięści Silasa nie mogły jej dosięgnąć. Ale teraz, ze znajomym zapachem Cassiana wypełniającym moje płuca i jego ciepłem przenikającym przez skórzaną kurtkę, znowu budzi się do życia.   Świat pędzi wokół nas w rozmyciach światła i cienia. Motocykl jest głośny, potężny, żywy pod nami. Tak różny od duszącej ciszy domu, z którego w końcu uciekłam.   Czuję w ciele każdą wibrację, każdy skręt, gdy pochylamy się w zakrętach drogi. To uczucie jest odurzające, wyzwalające w sposób, o którym zapomniałam, że jest możliwy.   Staram się nie myśleć o tym, jak blisko niego jestem. O tym, jak moja klatka piersiowa jest przyciśnięta do jego pleców, jak czuję równy rytm jego oddechu, jak moja wilczyca wręcz śpiewa z radości, że znów jest blisko naszego przyjaciela, kogoś bliskiego jak rodzina.   Staram się nie myśleć, jakie to byłoby uczucie pięć lat temu, kiedy dotykanie go było naturalne, kiedy bliskość z nim oznaczała spokój, kiedy myślałam, że może, tylko może – przyjaźń mogłaby stać się czymś więcej.   Teraz to wydaje się niebezpieczne. Nie z jego powodu, ale z mojego. Ponieważ jestem zepsuta w sposób, którego nie potrafię wyjaśnić. Ponieważ zapomniałam, jak być dotykaną bez przemocy. Ponieważ każdy instynkt w moim ciele krzyczy, bym uciekała, podczas gdy moja wilczyca błaga, bym została.   – *On nigdy by nas nie skrzywdził* – upiera się, a jej głos jest teraz silniejszy. – *Wiesz o tym. Zawsze o tym wiedziałaś.*   Ale na tym polega problem. Zaufałam już kiedyś. Zaufałam Silasowi we wszystkim – powierzyłam mu moje serce, moje ciało, moją wilczycę. A on użył tego zaufania, by prawie zniszczyć nas obie. By odebrać jedyną rzecz, która przyniosłaby mi szczęście.   Nie dostałam szansy, by potrzymać moje szczenię, przez to samo zaufanie.   Zmuszam się, by trwać w bezruchu. Zmuszam się do oddychania. Zmuszam się do trzymania go, nawet gdy moje dłonie trzęsą się na brzuchu Cassiana. Światła miasta rozmywają się wokół nas, gdy przemykamy przez ruch uliczny. Nowy Jork nocą z perspektywy tylnego siedzenia motocykla jest piękny, to sam neon i możliwości. Przez chwilę prawie potrafię zapomnieć o ostatnich trzech latach. Prawie udawać, że jestem tylko kobietą na motocyklu z mężczyzną, który kiedyś ją kochał.   – *Który wciąż ją kocha* – dodaje moja wilczyca z nadzieją.   – *Przestań* – ostrzegam ją. – *Po prostu przestań.*   – *Jako przyjaciółkę* – dodała.   Chciałam odpowiedzieć, ale wtedy wpadamy w dziurę i instynktownie zacieśniam chwyt wokół jego talii, a ten ruch wyzwala we mnie przypływ paniki. Moje ciało pamięta, jak było chwytane, przytrzymywane, ranione. Oddech więźnie mi w gardle i nagle nie jestem już na motocyklu. Jestem z powrotem w tym domu, z powrotem w tamtej sypialni, z powrotem pod ciężkimi dłońmi Silasa, gdy on...   – *Oddychaj* – rozkazuje moja wilczyca, a jej głos przebija się przez spiralę paniki. – *Nie jesteś tam. Jesteś z Cassianem. Jesteś bezpieczna.*   Cassian musi czuć moje napięcie, bo zwalnia, a jego dłoń spoczywa krótko na mojej, przyciśniętej do jego brzucha. Gest ten jest delikatny, uspokajający i łamie coś we mnie. Jego dotyk nie rani. Nie odbiera. Po prostu... przynosi ukojenie.   Kiedyś ufałam mu całkowicie. Kiedyś czułam się bezpiecznie w jego ramionach. Kiedyś wierzyłam, że miłość powinna przypominać powrót do domu. Z powrotem wtedy, gdy byliśmy tylko Cassianem, Alariciem i Genevieve – dwoma dorosłymi wilkami i ich małą wilczą siostrzyczką, dowiadującymi się, co to znaczy odnaleźć swoje stado, swoje miejsce na świecie.   Teraz nie wiem, jak zaufać komukolwiek. Zwłaszcza mężczyźnie, o którym kiedyś marzyłam, by był kimś więcej niż przyjacielem, zanim porzucił mnie, gdy najbardziej go potrzebowałam.   – *To niesprawiedliwe* – łaje mnie moja wilczyca. – *Odepchnęłaś jego i Alarica. A potem wybrałaś Silasa zamiast nich.*   Moja wilczyca miała rację, cierpiałam. Zbyt młoda, by myśleć trzeźwo, pozwoliłam emocjom wziąć nad sobą górę.   – *Bo byłam młoda i głupia* – warczę w odpowiedzi. – *Bo myślałam, że muszę wyleczyć się bez nich.*   Potem, kiedy poznałam Silasa, pomyślałam, że siła jego Alfy oznaczała bezpieczeństwo.   Teraz wiem lepiej. Teraz wiem, że prawdziwa siła nie polega na dominacji czy kontroli. Chodzi o delikatny sposób, w jaki Cassian zwalnia swój motocykl, gdy czuje, że się napinam. Chodzi o to, jak przyjechał po mnie dzisiejszej nocy bez pytań, bez osądzania, bez proszenia o cokolwiek w zamian.   Jazda wydaje się trwać wieczność, a jednocześnie mija w mgnieniu oka. Zbyt szybko zjeżdżamy na podjazd, którego nie rozpoznaję.   Średniej wielkości dom z zadbanym trawnikiem i światłem na werandzie, które oblewa wszystko ciepłym, żółtym blaskiem. Wygląda... domowo. Ustatkowanie. Jak miejsce, w którym ktoś zbudował sobie życie.   – *Gdzie ktoś zbudował życie bez nas* – zauważa moja wilczyca, a ja słyszę smutek w jej głosie.   Gasi silnik i nagle świat staje się cichy, z wyjątkiem dźwięku naszych oddechów i tykania stygnącego motocykla. Nawet odgłosy miasta wydają się tu przytłumione, jakby ten mały dom istniał w swojej własnej, spokojnej bańce.   – Gdzie my jesteśmy? – pytam, zdejmując kask. Moje włosy są w rozsypce, elektryzując się od kasku, sterczą pod dziwnymi kątami. Prawdopodobnie wyglądam, jakbym przeszła przez tornado, co nie mija się z prawdą.   – U mnie – mówi, przerzucając nogę przez motocykl z płynną gracją. Wszystko, co dotyczyło Cassiana, zawsze było pełne wdzięku, nawet zanim jego wilk w pełni się ujawnił. – Pomyślałem, że możesz nie chcieć od razu jechać do Alarica. Skoro go tam nie ma.   Ma rację. Nie chcę być sama w pustym domu mojego brata, otoczona wspomnieniami życia, które kiedyś miałam. Ale nie wiem też, czy poradzę sobie z byciem tutaj, w przestrzeni Cassiana, otoczona dowodami na życie, które zbudował bez mnie.   – Mogę cię zabrać gdzieś indziej, jeśli chcesz – mówi, odczytując moje wahanie z tą samą niesamowitą zdolnością, którą miał zawsze. – Do hotelu, albo...   – Nie. – Słowo brzmi ostrzej, niż zamierzałam. – Nie, tutaj jest... tutaj będzie dobrze.   Przyglądam się domowi uważniej i coś mi tu nie pasuje. Wygląda jak dom wybrany przez kobietę. Skrzynki z kwiatami pod oknami, dopasowane meble ogrodowe, sposób, w jaki ogród jest urządzony ze staranną dbałością o kolorystykę i pory roku.   To proste miejsce, a ja jestem w szoku. Jak to możliwe, że zatrzymuje się w takim miejscu? Jest urządzone i zadbane. Cassian dba o porządek, ale wiem, że nie przepada za takimi aranżacjami. Sposób, w jaki urządzony jest jego dom, wydaje się obcy Cassianowi, którego pamiętam.   – *Rzeczy się zmieniają* – mówi miękko moja wilczyca. – *Ludzie się zmieniają. My się zmieniłyśmy.*   Ale to tylko dowód na to, że nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi, którymi byliśmy pięć lat temu. Nie wiem, jak zmieniłby się Alaric. Czy bardzo się zmienił? Ma teraz dwoje dzieci, ale nigdy nie spotkałam żadnego z nich. Dwa małe szczeniaki, których nigdy nie trzymałam, nigdy nie czułam ich zapachu, nigdy nie byłam przy nich, by pomóc je wychować.   Wszyscy ruszyli naprzód beze mnie. Znaleźli swój grunt i dobrze sobie radzą. Czuję się, jakbym nie była tu już nikomu potrzebna. Ale czego się spodziewałam? Przez pięć lat trzymałam się z daleka. Poza zasięgiem. Co z oczu, to z serca, jak mówią. Ale nie jestem zła, bo sama do tego doprowadziłam.   – *Przetrwałaś* – przypomina mi moja wilczyca. – *To jest to, co ma znaczenie.*   Gdy wchodzę do jego salonu, wszędzie dookoła widzę zdjęcia. Moje serce staje, gdy zauważam konkretną fotografię na kominku, kobietę około trzydziestodwuletnią na zdjęciu z Cassianem. Wyglądają.... na tak zakochanych i szczęśliwych.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Zrujnowana przez Alfę, zdobyta przez motocyklistę | Czytaj powieści online na beletrystyka