POV: Desmond
Rytm kopyt koni ciągnących powóz z wspaniałej posiadłości Victora Hastingsa z powrotem do mojej kamiennej fortecy był identyczny jak w dniu, w którym przybyłem tu po raz pierwszy, a jednak wszystko we mnie wydawało się rażąco obce. Miarowy, nieubłagany stukot kopyt o polną drogę odbijał się echem w półmroku pilnie strzeżonego powozu. Poruszyłem się na aksamitnym siedzeniu; moje mięśni
















