Desmond
Ciężkie dudnienie moich butów o zimne, kamienne posadzki zamkowych korytarzy echem odpowiadało szybkiemu, chaotycznemu biciu mojego serca. Właśnie zostawiłem Vivienne siedzącą na zalanym słońcem dziedzińcu, a we krwi wciąż płonęła mi dzika potrzeba rozerwania jej sukni na strzępy i posiądnięcia jej wprost tam, na trawie. Jednak gdy przemierzałem kręte, ocienione korytarze w stronę jej pryw
















