Desmond
Vivienne utkwiła we mnie przymrużone spojrzenie, a jej uśmiech, przepełniony zuchwałością i podekscytowaniem, lśnił przez półotwarte wargi. W odpowiedzi odwzajemniłem ten śmiały gest zdecydowanym klapsem w jej pośladki. Mimo jej drobnej i delikatnej natury bezwstydnie z naciskiem potraktowałem miękkie ciało jej tyłka, wywołując mrukliwe protesty, znane tylko jej samej.
Ku mojej satysfakcji
















