– Coś ciekawego w pracy? – zapytał Thatcher, a jego niebieskie oczy zalśniły w przyćmionym świetle świec. Miał na sobie garnitur o trzy tony ciemniejszy od swoich oczu i białą koszulę rozpiętą pod samą szyją. Jego blond loki były perfekcyjnie zaczesane do tyłu, okalając twarz.
Wzruszyłam ramieniem, krojąc nożem grillowanego labraksa na moim talerzu. – Kojarzysz Camillę Simone? – zapytałam, podnosząc widelec do ust. Jęknęłam na niesamowity smak pikantnej bazylii, imbiru i limonki. Kiedy otworzyłam oczy, Thatcher mi się przyglądał, a jego źrenice były rozszerzone emocją, której nie potrafiłam określić. – Co? – Wytarłam usta serwetką.
Jego jabłko Adama podskoczyło, gdy sięgnął po wino.
– Przestań tak jęczeć – powiedział, a jego wargi zawisły nad kieliszkiem.
Przygryzłam wargę, a moje policzki zapłonęły.
Byliśmy z Thatcherem razem od dwóch lat, a od roku narzeczeństwem, jednak wciąż niezmiennie potrafił przyprawić mnie o rumieniec.
Zakładając włosy za uszy, sięgnęłam po swojego drinka. Jego palące spojrzenie sprawiło, że zaschło mi w gardle. Wpatrywał się we mnie tak, jakby nie mógł się doczekać, by zerwać ze mnie tę małą czarną.
Mając nadzieję, że uda mi się zebrać myśli, przyjrzałam się eleganckim detalom i oprawionym dziełom sztuki zdobiącym ściany. Byliśmy w jednej z najbardziej szykownych restauracji w Bostonie. Krążyły słuchy, że na rezerwację czeka się tu miesiąc lub dwa, choć wątpiłam, by Thatcher czekał tak długo. Będąc jednym z najbardziej rozchwytywanych obrońców w Bostonie, Thatcher przywykł do jadania w takich miejscach.
– Camilla, córka Reginalda Simone'a? – zapytał.
Oczy ciemne jak północ przykuły moje spojrzenie; była to obietnica, że ta noc zakończy się lepiej niż tarta cytrynowa, którą zamówiliśmy na deser. Byłam tak rozproszona tym, jak na mnie patrzył, że zapomniałam, o czym rozmawialiśmy.
– Weszła do biura i szukała konkretnie mnie. Powiedziała... – Zrobiłam w powietrzu znak cudzysłowu. – „Daphne powiedziała mi, że jesteś najlepsza w tej dziedzinie. Potrzebuję, żebyś dla mnie pracowała”. To było naprawdę dziwne, bo Daphne Marquez i ja nie dogadywałyśmy się najlepiej, kiedy z nią pracowałam.
– Interesujące – mruknął Thatcher, unosząc brwi.
Mruknęłam twierdząco.
Przez ostatnie cztery lata pięłam się po szczeblach kariery w Whitmore Prescott Public Relations, od stażystki do koordynatorki ds. klientów, by dwa lata temu awansować na stanowisko Account Executive. Oficjalnie Daphne Marquez była najbardziej wymagającą klientką, z jaką kiedykolwiek pracował nasz zespół. Zabawne, że potrafiła powiedzieć o mnie dobre słowo, skoro przeklinała mnie i moje korzenie, kiedy z nią pracowałam. Była totalną smarkulą pochodzącą ze starych pieniędzy, zupełnie jak Camilla.
Kręcąc głową na to wspomnienie, z westchnieniem odstawiłam kieliszek.
– Przyjęłaś ją – skomentował Thatcher. To jedna z rzeczy, które w nim kocham. Czyta we mnie jak w otwartej księdze. Zmarszczenie brwi, westchnienie, wydęcie warg. Nie mam pojęcia, jak on to robi, ale po prostu mnie rozumie.
– A co miałam zrobić? – Przejechałam palcami po krawędzi kieliszka, a moje ramiona opadły. – Valeria dała mi dwa wyjścia: przyjąć Camillę albo wziąć tego klienta-miliardera z Miami.
Valeria, moja starsza account executive, szczerze mnie nie znosi z nieznanych mi powodów.
Thatcher sięgnął przez stół i ujął moją dłoń. Kciukiem pogładził moje knykcie. – Zaszłaś tak daleko, a to twoja wymarzona praca. Nie pozwól, by Valeria powstrzymała cię przed osiągnięciem celu. – Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a jego szczerość otuliła moje serce, tak jak jego kciuk pieścił moje knykcie. – Znam dobry sposób, żeby pomóc ci się zrelaksować – uśmiechnął się półgębkiem.
Jak posłuszny szczeniak, mój umysł natychmiast odepchnął zmartwienia, które właśnie sobie tworzył. Ścisnęłam dłoń Thatchera, odwracając ją do góry, a moimi opuszkami palców prześledziłam linie na jego dłoni. Opierając oba łokcie na stole, zniżyłam głos i zapytałam: – Och, tak?
Prychnął, odstawiając pusty kieliszek i chwytając moje błądzące palce. – Brzmi to tak, jakbyś rzucała mi wyzwanie, maleńka.
Och, był w nastroju.
~~
Thatcher urwał dobrych pięć minut z tego, co zazwyczaj było trzydziestominutową jazdą z miasta do jego rezydencji na przedmieściach. Po bezceremonialnym zaparkowaniu na podjeździe w kształcie ronda, Thatcher wysiadł, otworzył mi drzwi i dosłownie wyciągnął mnie z siedzenia. Przyparł mnie do drzwi, zamknąwszy je z głuchym łoskotem, wplótł palce w moje włosy i gwałtownie złączył nasze wargi. Jego miękkie usta smakowały winem z nutą tarty cytrynowej.
– Jutro będziesz chora – powiedział, przygryzając moją dolną wargę, podczas gdy jego wzwód napierał na moją kość biodrową.
Z umysłem zamglonym pożądaniem odsunęłam się, by sprawdzić, czy dobrze usłyszałam. – Czyżby stał się pan teraz czytającym w myślach, panie Vane?
Chwycił mnie za szczękę. – Tej nocy kurwa cię zniszczę, Eleno – stwierdził, a jego wzrok prześlizgnął się po moim ciele. – Wiesz, że szaleję, widząc twoje nogi w ten sposób, a jednak na randkę w środku tygodnia pracy wybrałaś tę grzesznie krótką sukienkę.
Przełknęłam ślinę. Puste obietnice nie były mocną stroną Thatchera. Valeria by mnie zabiła, gdybym wzięła zwolnienie lekarskie w środę, zwłaszcza po przejęciu tak ważnej klientki jak Camilla.
– Właśnie to miałam na myśli, kiedy ją wybierałam. – Zacisnęłam dłonie na klapach jego garnituru.
Thatcher jęknął, chwytając moją dłoń. Wystarczyło kilka kroków, byśmy znaleźli się w jego rezydencji. Thatcher szarpnął mnie ku sobie, chwycił za szczękę i ponownie wpił się w moje usta. Jęknął niecierpliwie, gdy rozchyliłam wargi, pozwalając mu pogłębić pocałunek. Wciąż prowadził nas przez dom, dopóki moje pośladki nie uderzyły o twardą krawędź.
W cieple narożnych lamp zorientowałam się, że zaciągnął nas do kuchni, a moje plecy opierały się o krawędź wyspy kuchennej.
– Powiedz mi, że jesteś moja. – Złożył serię pocałunków wzdłuż mojej szyi, jedną dłonią pieszcząc moją pierś, a drugą sięgając do bocznego zamka mojej sukienki.
– Jestem twoja, cała twoja – powiedziałam, dysząc, gdy chłodne powietrze owiało moją skórę, tuż po dźwięku rozdzieranej sukienki.
Demonstracja siły Thatchera rozbudziła moje podniecenie do nowych granic. Obrócił mnie z niecierpliwym warknięciem, pomijając całą grę wstępną. Rozdarł moje czarne stringi, a zniszczony materiał dołączył do sukienki przy moich stopach. Dźwięk rozpinanego paska był muzyką dla moich uszu. Ciepłe dłonie zjechały wzdłuż mojego kręgosłupa, zmuszając mnie, bym pochyliła się nad wyspą.
I tam Thatcher udowodnił, że jest słownym mężczyzną; komentarz o zniszczeniu mógł być wręcz niedopowiedzeniem. Naznaczył mnie, posiadł mnie tak, jak za każdym razem, gdy byliśmy razem.
Pijani od nadmiaru pożądania, dotarliśmy do jego sypialni i zasnęliśmy w swoich ramionach, wyczerpani, lecz usatysfakcjonowani.
W środku nocy obudziłam się z nagłą potrzebą pójścia do toalety. Kiedy wróciłam do łóżka, moją uwagę przykuło nieustannie migające światło na telefonie Thatchera, leżącym na szafce nocnej.
Myśląc, że to coś pilnego, zbliżyłam się do łóżka, by go obudzić. Moje ciało zamarło, gdy zobaczyłam powiadomienie na jego zablokowanym ekranie.
„Ostrzegałam cię, Thatcher”.
„Sama jej powiem, jeśli ty nie potrafisz”.
Ciekawość wzięła górę i odblokowałam jego telefon swoimi urodzinami; to, co przeczytałam, naprawdę mnie zniszczyło.