Następnego dnia, gdy stałam przed nowym dyrektorem generalnym, nie mogłam przestać się na niego gapić. Wcale nie dlatego, że był powalająco przystojny – choć, no cóż, był. Mój Boże, wyglądał, jakby wyskoczył prosto z artykułu zatytułowanego „Dziesięciu najgorętszych facetów, jakich Bóg kiedykolwiek stworzył”. Nie... to dlatego, że nie mogłam opędzić się od myśli, jak bardzo znajomo mi wyglądał.
Stałam w rzędzie z jednymi z najbardziej utalentowanych pracowników działu spraw ogólnych firmy. Nowy dyrektor generalny – Carter, bo tak kazał do siebie mówić – poprosił o przesłuchanie najlepszych z najlepszych, by zatrudnić jednego jako swojego asystenta. Na szczęście ta lista obejmowała również mnie. Może jednak nie będę musiała się przeprowadzać. Niezbyt często w życiu bywałam pewna siebie, ale w pracy? Wiedziałam, że jestem w tym cholernie dobra.
Niestety, jakimś cudem, w tym samym rzędzie znalazła się również Vanessa.
„Dzień dobry” – powiedział Carter z zimnym, poważnym wyrazem twarzy. Widziałam go w biurze ledwie kilka razy, ale zimny i poważny wydawał się jedynym wyrazem twarzy, jaki w ogóle posiadał.
„Wszyscy wiecie, dlaczego tu jesteście” – kontynuował Carter. „Proszę, przedstawcie się i opowiedzcie o niektórych swoich osiągnięciach podczas pracy tutaj. Zaczniemy od ciebie” – wskazał na mężczyznę na przeciwnym końcu rzędu, Garretta.
Podczas gdy pierwszy kandydat przedstawiał się Carterowi, Vanessa była zajęta szukaniem odpowiedniej pozy, by wyeksponować dekolt tak bardzo, jak to tylko możliwe w tej jej skąpej czerwonej sukience. Gdyby wypięła pierś jeszcze trochę, zaczęłaby wydłubywać ludziom oczy.
Wygładziłam dłońmi spódnicę. Nie dało się ukryć, że czułam się trochę nieswojo w moim bardziej profesjonalnym stroju: marynarce, spódnicy i okularach w czarnych oprawkach. Mężczyźni często woleli seksowny ubiór Vanessy od mojej dyskretnej garderoby, i nie było tajemnicą, że to właśnie dzięki temu wielokrotnie zdobywała szanse, które powinny przypaść mnie.
Po tym, jak Garrett skończył swoje wprowadzenie, Vanessa wyprostowała się, przybierając najbardziej zmysłową postawę, na jaką było ją stać, i otworzyła usta, by zacząć swoją przemowę. Zanim jednak zdążyła wypowiedzieć choćby słowo, Carter uniósł dłoń, by jej przerwać. Zwrócił się do niej: „Nie jesteś już kandydatką na to stanowisko”.
Wyraz twarzy Vanessy i jej klatka piersiowa gwałtownie opadły. W pokoju zapadła pełna osłupienia cisza. Nikt inny nie odważył się nawet wziąć oddechu.
Kiedy już zbierałam szczękę z podłogi, musiałam walczyć, by ukryć uśmiech formujący się na moich ustach, gdy Vanessa, która – jak sobie wyobrażam – nigdy w życiu nie spotkała się z odmową ze strony mężczyzny, w szoku spoglądała na resztę z nas. W jej oczach zaczęły zbierać się łzy. „Ale... ja... pan...” – jąkała się. „Proszę pana, nawet jeszcze nie porozmawialiśmy, to niesprawiedliwe!”
Stłumiłam śmiech. Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby Vanessa tak straciła panowanie nad sobą. Zazwyczaj była taka chłodna i opanowana. To było fantastyczne.
Carter ją zignorował. „Czy ktoś może jej powiedzieć, dlaczego została tak szybko wyeliminowana?” – zapytał resztę z nas.
Och, ja wiedziałam dlaczego. I nie mogłam się doczekać, by utrzeć jej nosa. „Nosisz pierścionek na lewej dłoni” – powiedziałam, wciąż walcząc z uśmiechem.
Carter uniósł dłoń, by pokazać wszystkim obrączkę. „Bardzo dobrze. Jesteś bystra. Punkt dla ciebie” – powiedział do mnie. Jego słowa wskazywały, że był pod wrażeniem, ale z jego twarzy nawet na moment nie zniknął ten zimny, poważny wyraz.
Następnie spojrzał na Vanessę. „Jestem żonaty. Jako sekretarka nie powinnaś próbować zbytnio spoufalać się ze swoim żonatym szefem. To niesamowicie nieprofesjonalne”.
Vanessa, wyglądająca na zdezorientowaną i zdenerwowaną tym, co właśnie się wydarzyło, opuściła ramiona i skrzyżowała ręce na piersi. Podejrzewałam, że to jej podejście nigdy wcześniej jej nie zawiodło. Nigdy nie widziałam, żeby wyglądała na tak pokonaną. Nie mogłam się doczekać, aż pobiegnę i opowiem o tym Mayi, gdy tylko skończy się ta wstępna rozmowa.
Carter odwrócił się do mnie, omijając dwoje kolegów, którzy stali między mną a Vanessą. „Proszę, opowiedz mi trochę o sobie” – powiedział. Kandydaci, których pominął, posłali mi wrogie spojrzenia, ale zignorowałam ich. Nie byli w stanie ściągnąć mnie z obłoku, na którym właśnie się znalazłam.
„Nazywam się Harper” – uśmiechnęłam się do niego. Podałam mu krótką listę osiągnięć i wyróżnień, które zdobyłam przez lata pracy w firmie. Gdy tak wymieniałam swoją listę, jego wyraz twarzy wywoływał u mnie niepokój. Nadal się nie zmienił od tego chłodnego, poważnego spojrzenia, które przybrał w chwili, gdy został naszym nowym dyrektorem generalnym. Zupełnie nie potrafiłam go rozgryźć. Był pod wrażeniem? Znudzony? Zgaduję, że tylko czas mógł to pokazać.
Gdy skończyłam, lekko kiwnął głową i powiedział: „Pozostałej czwórce z was dam dwutygodniowy okres próbny, po którym wybiorę kandydata, którego uznam za najlepiej nadającego się na mojego sekretarza”.
Kolega po mojej prawej, Liam, natychmiast się odezwał. „Na czym będzie polegać nasze pierwsze zadanie?”
Miałam ochotę przewrócić oczami. Wiedziałam, że to pytanie było tylko próbą zaimponowania tym, jak chętnym i efektywnym potrafi być pracownikiem. Lubiłam Liama, ale zdecydowanie był strasznym pozerem.
Nie tylko mnie irytowało jego pytanie. Po raz pierwszy Carter zmienił wyraz twarzy: zmarszczył brwi, patrząc na Liama. „Nie zaplanowałem tu sesji pytań i odpowiedzi”. Spojrzał w dół na swój zegarek. „Ale co powiecie na to. Każde z was pomoże mi zaplanować moją pierwszą oficjalną randkę z żoną”.
Ja i pozostali kandydaci wymieniliśmy zdezorientowane spojrzenia. Pierwsza randka... z żoną? Spojrzałam z powrotem na Cartera, a zmieszanie zamieniło się w szok. Czyżbym widziała uśmiech wkradający się w kąciki jego ust?
„Cóż, macie swoje pierwsze zadanie. Radzę wam wziąć się do pracy” – Carter skinął nam głową i wyszedł z pokoju.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za nim, Vanessa prychnęła. „Nie mogę uwierzyć, że ten facet jest żonaty. Wszyscy wokół tylko o tym mówią, że jest uosobieniem najbardziej pożądanego kawalera. Jest jak diamentowy kawaler. Mógłby mieć każdą, absolutnie każdą kobietę, jakiej by zapragnął, a zadowolił się tylko jedną? Nie kupuję tego. Dzieje się tu coś dziwnego”.
Tym razem nie musiałam ukrywać uśmiechu. Pogrążała się, i to było po prostu wspaniałe.
Zauważyła wyraz mojej twarzy i posłała mi wściekłe spojrzenie. „Niezły, wredny uśmieszek, Harper. Na twoim miejscu nie robiłabym się zbyt pewna siebie tak wcześnie. Słyszałam, że masz spore problemy z utrzymaniem przy sobie tych kilku facetów, którym udaje ci się na krótko zaimponować”.
Mój uśmiech zbladł równie szybko, jak się pojawił.
„A mówiąc o tym... co się wydarzyło podczas tego niedawnego, nagłego urlopu? Słyszałam, że wyjechałaś na romantyczny wypad do Vegas, ale od tamtej pory nic o tym nie widziałam ani nie słyszałam. Jak to?” Uśmiechnęła się złośliwie.
Wszystkie oczy w pokoju nagle zwróciły się na mnie. Moja twarz zapłonęła, a cała radość z wyrzucenia Vanessy z konkursu wyparowała. Wyjazd do Vegas...
O Boże, czy ona wie?
















