Siedziałam w zirytowanym, pełnym osłupienia milczeniu. Moja jedyna pamiątka z mojej szalonej nocy w Vegas. Dlaczego nie ukryłam go przed nią lepiej?
„Haaaaalo? Ziemia do Harper?” Chloe szturchnęła mnie w ramię.
„To... to tylko zabawka” – powiedziałam, próbując sprawić siłą woli, żeby odłożyła go z powrotem do schowka i porzuciła ten temat.
Jej oczy rozszerzyły się, a przez jej twarz przemknął wyraz nagłego olśnienia. „O mój Boże. Kupiłaś sobie pierścionek, bo nie dostałaś tego, którego chciałaś od swojego faceta? Harper, to nowy poziom dna, nawet jak na ciebie. Ta żałosna desperacja to właśnie powód, dla którego jesteś w takiej sytuacji, w jakiej jesteś”.
Wpatrywałam się intensywnie w drogę przed sobą, w cichości gotując się ze złości. Wsunęła pierścionek na serdeczny palec swojej lewej dłoni i wyciągnęła ją przed siebie, podziwiając go.
„Jest piękny, nawet jeśli z twojej strony był to żałosny zakup. Myślę, że go zatrzymam, użyję go do kilku nadchodzących promocyjnych sesji zdjęciowych”.
Tak właśnie myślałam. Pokręciłam głową. Nie było sensu próbować jej błagać, żeby go zostawiła. Sam Szatan ma więcej empatii niż moja siostra.
„Och, muszę powiedzieć o tym Riley, ona na to padnie” – wyciągnęła telefon i zadzwoniła do swojej najlepszej przyjaciółki, tej samej, która miała okazję być świadkiem tych fatalnych oświadczyn w Vegas. „Riley, nie uwierzysz, jaką żałosną rzecz zrobiła teraz Harper”.
Próbowałam się wyłączyć, gdy bezlitośnie kpiła ze mnie za kupienie zabawkowego pierścionka. Chciałam jej powiedzieć, że go nie kupiłam, ale nie znając jego prawdziwej historii, sprawiłabym po prostu wrażenie, że kłamię. W kącikach moich oczu wezbrały gorące łzy.
„O mój Boże, teraz ona płacze!” Chloe roześmiała się, relacjonując to na bieżąco przyjaciółce.
Wjechałam na osiedle moich rodziców i zaparkowałam na dole naszego podjazdu. Bez słowa wysiadłam, wyciągnęłam jej bagaże z bagażnika i postawiłam na ziemi. Chloe również wysiadła z samochodu, ale w swoim typowym stylu po prostu rozmawiała przez telefon, podczas gdy ja odwalałam całą robotę.
„Wiem” – powiedziała do telefonu. „Jest taka żałosna”. Spojrzała prosto na mnie.
Spojrzałam na dom. Nie mogłam znieść myśli o wejściu do środka. O wciąganiu ton bagaży po podjeździe i zanoszeniu ich do jej pokoju, a potem siadaniu do kolacji, gdzie z pewnością posypałyby się kolejne drwiny, gdy tylko moi rodzice usłyszeliby o fałszywym pierścionku, który znalazła Chloe.
„I co?” Chloe odsunęła telefon od ucha na tyle długo, by mnie zganić. „Zamierzasz to wnieść, czy po prostu będziesz tak stać z tym pustym, tępym wyrazem twarzy?”
W tamtym momencie podjęłam decyzję. Nie było mowy, żebym weszła teraz do tego domu.
„Muszę wrócić do pracy. Mam kilka rzeczy do załatwienia” – powiedziałam, zostawiając ją z jej bagażami w miejscu, gdzie stały, i wsiadłam z powrotem do samochodu.
Odjeżdżając, spojrzałam na nią we wstecznym lusterku. Uśmiechnęłam się złośliwie.
I kto tu teraz ma pusty, tępy wyraz twarzy?
Moim pierwszym przystankiem w pracy była kuchnia. Musiałam zgarnąć magazyny, które wszyscy mieli wcześniej, z wywiadami i artykułami o Carterze, ale przede wszystkim potrzebowałam czekoladowego paliwa na nadchodzącą noc.
Podczas jazdy postanowiłam, że rzucę się w wir pracy, by trzymać się jak najdalej od mojej rodziny. Może jeśli dobrze zdam te oceny i zdobędę nowe stanowisko, dostanę większą wypłatę i w końcu znów będę mogła zamieszkać na swoim.
A dzisiejszej nocy oznaczało to zaplanowanie idealnej randki dla Cartera i jego żony.
Kilkanaście godzin później obudziłam się gwałtownie.
Moja twarz była przyklejona do magazynu, który leżał otwarty na moim biurku. Usiadłam i sennie odkleiłam go od policzka. Odtwarzacz wideo na moim komputerze nadal działał, odtwarzając bardzo długie przemówienie, które Carter wygłosił na jakimś seminarium rok wcześniej. To musiał być powód, przez który zasnęłam.
Czułam się bardzo nieprzygotowana do następnego dnia, mimo godzin badań, które temu poświęciłam. Nie wynikało to z braku materiałów na jego temat – wręcz przeciwnie. W internecie można było dowiedzieć się o nim mnóstwa rzeczy, poprzez te wszystkie wywiady, artykuły i rubryki towarzyskie na jego temat, a także w dziesiątkach magazynów, które kupiły kobiety w biurze. Ale nie było tam nic, co dawałoby mi jakikolwiek jasny obraz tego, na jaką randkę chętnie zabrałby swoją żonę. Wydawał się być pracoholikiem samcem alfa, z bardzo małą ilością emocji czy osobowości w tym swoim gorącym, niezwykle seksownym ciele.
Wydawał się też być niezłym kobieciarzem, z inną kobietą (lub kobietami...) przytuloną do niego na każdym zdjęciu, które znalazłam. Nienawidziłam zgadzać się z Vanessą, ale miała rację. Trudno było uwierzyć, że to żonaty mężczyzna.
Ziewnęłam, wchodząc do sali konferencyjnej następnego dnia. Ku mojemu zdziwieniu, inni kandydaci już tam byli. Sama byłam 30 minut przed czasem, jak długo byli tu pozostali?
„Dzień dobry” – powiedziałam, siadając z nimi przy stole. Wszyscy odpowiedzieli mi powitaniem.
„Czy wszyscy wymyślili pomysł na randkę?” – zapytał grupę Liam.
„Eee, tak, mam kilka pomysłów” – powiedziałam, kładąc torebkę na stole przed sobą i układając obok notatnik oraz długopis.
„Po prostu kilka prostych, zwyczajnych randkowych rzeczy” – powiedziała moja współpracownica Jocelyn.
Garrett skinął głową z aprobatą. „Tak, u mnie to samo. Mam tylko kilka podstawowych pomysłów, które mu przedstawię”.
Liam zzieleniał na twarzy. Nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego.
„Pójdę coś wziąć z kuchni” – powiedziałam, wstając. „Ktoś chce coś?”
Wszyscy pokręcili głowami, że nie, a ja skierowałam się do kuchni. Zaledwie kilka minut po tym, jak weszłam i zaczęłam robić sobie kawę, Liam wpadł do środka bez tchu, jakby biegł, by mnie dogonić.
„Liam, wszystko w porządku?”
„Potrzebuję twojej pomocy. Nie jestem dobry w te randkowe sprawy, mam zero pomysłów dla Cartera. Masz dla mnie jakieś wskazówki?”
Liam zazwyczaj był dość pewnym siebie człowiekiem, trudno było patrzeć, jak wygląda tak żałośnie i rozpaczliwie. Współczułam mu.
„Cóż. Wydaje mi się, że Carter wolałby prywatną atmosferę w przytulnym otoczeniu. Może galeria sztuki lub muzeum by mu pasowały” – powiedziałam, dając najlepszą radę, jaką mogłam wyciągnąć z tych godzin nieprzydatnych materiałów, które przestudiowałam.
„Och, to świetnie. Dziękuję, Harper! Ratujesz mi życie” – powiedział, przytulając mnie, po czym wyszedł.
Później tego samego dnia Carter zebrał czwórkę swoich kandydatów w sali konferencyjnej, by wysłuchać naszych pomysłów na randkę.
Weszłam do pokoju, czując się dobrze ze swoim pomysłem, dopóki nie zobaczyłam, że cała trójka moich konkurentów przygotowała formalne prezentacje. Serce zabiło mi mocniej. Tego ranka wszyscy mówili to tak, jakby mieli tylko jakieś pomysły błąkające się po ich głowach, które chcieli przedstawić, a nie cholernie profesjonalne, pełnoprawne prezentacje.
Usiadłam i zamknęłam oczy. O mój Boże, już to zawaliłam.
Liam wstał jako pierwszy, by przedstawić swój pomysł na randkę. „Carter, jako człowiek, który jest bardzo na widoku publicznym, pomyślałem, że na randkach preferowałbyś bardziej prywatne otoczenie”.
Wyprostowałam się na krześle. Czy on właśnie powiedział to, co mi się wydawało, że powiedział?
„Mój plan na wasz wieczór” – kontynuował Liam – „to randka w tutejszym muzeum sztuki, po godzinach zamknięcia, abyś mógł podziwiać eksponaty w intymnej atmosferze ze swoją uroczą żoną”.
Posłałam Liamowi mordercze spojrzenie. Moje wskazówki miały go zainspirować, a nie zostać przez niego w całości ukradzione. Mój gniew przerodził się w panikę, gdy zdałam sobie sprawę, że muszę zmienić własne przemówienie. Nie chciałam, żeby Carter pomyślał, że to ja zabrałam pomysł Liama.
Ale jak miałam wymyślić zupełnie nowy pomysł na randkę w mniej niż dziesięć minut, skoro pierwszy zajął mi całą noc?
















