W moim podekscytowaniu szybkim wykopaniem Vanessy prawie zapomniałam o tym totalnym bajzlu, jakim było moje życie. Ale pytania Vanessy sprawiły, że to wszystko do mnie wróciło.
„Moje życie osobiste nie podlega dyskusji” – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. „Jesteś tak cholernie pochłonięta facetami i plotkami, nic dziwnego, że twoje umiejętności zawodowe nie uległy poprawie”. Odwróciłam się na pięcie i szybko opuściłam pokój, zanim zdążyła wypluć z siebie cokolwiek więcej.
Poszłam korytarzem prosto do biurka Mayi. „Przekąski” – powiedziałam, gdy do niej dotarłam. „Potrzebuję ich”.
Bez słowa wstała i poszła ze mną do kuchni. Wiedziała, że gdy mówię, iż potrzebuję przekąsek, nie jestem w nastroju na rozmowę. Kiedy przeszłyśmy przez drzwi, wydałam z siebie zdziwione westchnienie.
Zazwyczaj pusta kuchnia aż tętniła życiem. Kilka kobiet stało w kółku, rozmawiając ze sobą, wściekle wertując magazyny, szybko przewijając ekrany na swoich telefonach.
„Co tu się dzieje?” – zapytałam Mayę, która tylko wzruszyła ramionami.
Przepchnęłam się przez tłum kobiet do półki z batonikami czekoladowymi. Robiąc to, wyłapywałam fragmenty rozmów:
„...słyszałam, że naprawdę leci na blondynki...”
„...założę się, że umawia się tylko z bywalczyniami salonów, nie ma opcji, żeby kiedykolwiek umówił się z kimś z tej firmy...”
„...ma swój własny prywatny odrzutowiec? Zabiłabym za faceta z odrzutowcem...”
„...och, gdybym tylko mogła znaleźć faceta w połowie tak bogatego i seksownego jak on!”
Chwyciłam z półki mój ulubiony batonik z karmelem i ukradkiem zerknęłam na najbliższy otwarty magazyn. To był artykuł w całości poświęcony wystawnemu stylowi życia naszego nowego dyrektora generalnego. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Te kobiety oddałyby wszystko za szansę u Cartera. Będą zdruzgotane, gdy dowiedzą się, że jest żonaty.
Razem z Mayą wyślizgnęłyśmy się z kuchni. Kiedy tylko jej bywalczynie znalazły się poza zasięgiem naszego słuchu, pokręciłam głową, patrząc na przyjaciółkę. „Słyszałaś to wszystko? Wszyscy wariują na punkcie tego nowego dyrektora”.
Maya wzruszyła ramionami, a na jej ustach wykwitł uśmiech. „To znaczy... czy możesz ich winić?”
„Och, Maya, tylko nie ty!”
Zaśmiała się. „Próbujesz mi powiedzieć, że nie uważasz go za atrakcyjnego?”
„Nie, wcale tego nie mówię. To znaczy jasne, jest przystojny, ale...” Rozejrzałam się, by upewnić się, że teren jest czysty. Zniżyłam głos. „On jest żonaty. I to całkiem szczęśliwie, tak się wydaje”.
„Och” – Maya zmarszczyła brwi. „Jest taki młody, prawda? Dziwię się, że ktoś tak młody i bogaty jak on ożenił się tak wcześnie w swoim życiu”.
Wzruszyłam ramionami. „Zastanawiam się, jaka ona jest? Musi być naprawdę niesamowita, skoro sprawiła, że zrezygnował ze stylu życia kawalera, z którego słyszałam, że jest tak dobrze znany. A skoro mowa o zaskakujących rzeczach...”
Gdy zaczęłyśmy iść z powrotem w stronę mojego biurka, opowiedziałam Mayi wszystko o natychmiastowym wyeliminowaniu Vanessy jako kandydatki na asystentkę Cartera. Zanim dotarłyśmy do mojego biurka, Maya śmiała się tak mocno, że po jej twarzy płynęły łzy.
„Dopisz »ekspert od wykrywania łowczyń majątków« do CV Cartera” – śmiała się.
„Byłam zaskoczona, że mógł zauważyć cokolwiek poza dekoltem, z jakim tam wparowała” – powiedziałam, siadając za biurkiem. Wyciągnęłam torebkę z dolnej szuflady i wyjęłam telefon, by sprawdzić wiadomości. Zmarszczyłam brwi, gdy zobaczyłam, że jedyna z nich to nieodebrane połączenie od mojej matki.
„Coś nie tak?” – zapytała Maya. Pokazałam jej telefon. Zmarszczyła brwi. „Uch. To dopiero zabija nastrój. Powodzenia”. Posłała mi współczujący uśmiech, po czym odwróciła się i ruszyła z powrotem do swojego biurka.
Westchnęłam i wcisnęłam przycisk, by do niej oddzwonić. Równie dobrze mogłam mieć to już z głowy.
„Harper, gdzie ty się podziewałaś?”
„No rany, mamo, jest taka mała rzecz, którą lubię robić codziennie, nazywa się to praca”.
Jak zwykle zignorowała mój sarkazm. „Musisz pojechać na lotnisko i odebrać Chloe. Przylatuje o 18:00 ze swojej gościnnej roli w tym serialu, który tak bardzo lubisz”.
Wewnętrznie jęknęłam. „Tak, mamo, wiem, gdzie była”. Mama wprost uwielbiała wbijać mi szpile, kiedy tylko mogła, by przypomnieć mi, że Chloe osiągnęła sukces na wszystkich polach, na których ja chciałam, a nie mogłam go osiągnąć.
„Więc ją odbierzesz?”
„Chyba nie mam zbyt wielkiego wyboru”.
„Dziękuję ci, skarbie, do zobaczenia w domu”. Rozłączyła się, nie czekając na pożegnanie.
Potarłam skronie. Boże, tak bardzo pragnęłam mieć własne miejsce. Odkąd musiałam wprowadzić się z powrotem do rodziców i Chloe, wszyscy traktowali mnie jak swoją osobistą asystentkę. Ale czynsze były tak cholernie wysokie, że nie miałam właściwie innych opcji.
Otworzyłam górną szufladę mojego biurka, by wziąć długopis i karteczkę samoprzylepną. Zamroziło mnie, gdy zobaczyłam ten tajemniczy pierścionek, który wrzuciłam tam po moim wyjeździe do Vegas. W całym tym dzisiejszym rollercoasterze zupełnie o nim zapomniałam. To musiała być zabawka... ale skąd ja ją wzięłam?
„Zgaduję, że to, co dzieje się w Vegas, naprawdę zostaje w Vegas” – mruknęłam do siebie, wsuwając pierścionek dyskretnie do torebki. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałam, było to, żeby ktoś w biurze go znalazł i zaczął rozsiewać kolejne plotki na mój temat.
Moja irytacja rosła, gdy siedziałam i czekałam na Chloe w hali przylotów. Czekałam już prawie od godziny. I tak nie chciałam tu być, a teraz poświęcałam cały swój wolny wieczór, czekając na ostatnią osobę na ziemi, którą miałam ochotę zobaczyć.
Błysk sztucznego pierścionka w mojej torebce przykuł mój wzrok. Wyciągnęłam go i wrzuciłam do schowka samochodowego. Nie była do końca pewna, dlaczego chciałam zatrzymać coś, co pochodziło z tego piekielnego wyjazdu do Vegas, ale byłam do niego dziwnie przywiązana. Bądź co bądź pochodził z mojej jedynej nocy buntu, ze spania z tajemniczym mężczyzną. Może trochę mi się podobało, że miałam to w sobie.
Chloe w końcu wpadła przez drzwi lotniska. Nienawidziłam tego, jak niesamowicie wyglądała po tak długim locie. Rozglądała się, a jej włosy idealnie układały się przy każdym obrocie głowy. Zatrąbiłam, żeby zwrócić na siebie jej uwagę.
Otworzyłam bagażnik, gdy podchodziła z wózkiem pełnym bagaży. Widziałam, że stoi z tyłu mojego samochodu, czekając, aż wysiądę i pomogę jej z tym, ale z pewnością nie zamierzałam tego robić. W końcu jacyś faceci ją zauważyli i podbiegli, by jej pomóc, bo oczywiście, że to zrobili.
Wsiadła na fotel pasażera, a ja wycofałam bez słowa. Nie rozmawiałyśmy od wyjazdu do Vegas. Miałam jej do powiedzenia jednocześnie zbyt wiele i kompletnie nic. Minęło dziesięć bardzo niezręcznych minut, zanim którakolwiek z nas się odezwała.
„Cóż, nie zapytasz mnie o mój wyjazd?” – zapytała.
Pokręciłam głową i zaśmiałam się. Czelność tej kobiety. „Och, wybacz, że jestem taka niegrzeczna. Jak udał się wyjazd? Ukradłaś komuś jeszcze jakiegoś faceta?”
Uśmiechnęła się z wyższością. „Och, znowu to”.
„Ta, przepraszam, że nie mogę przejść do porządku dziennego nad tym, co mi zrobiłaś w Vegas. Ukradłaś mi chłopaka, Chloe. Zawsze mi coś odbierasz. Dlaczego to robisz? Lubisz mnie torturować?” Moja irytacja przerodziła się we wściekłość.
Chloe przewróciła na mnie oczami. „Powinnaś była być dla mnie bardziej wyrozumiała na tym wyjeździe. W końcu jestem twoją siostrą”. Skubała paznokcie, wyraźnie zirytowana faktem, że w ogóle prowadzimy tę rozmowę. „Poza tym. To jest twój problem. Powinnaś zadać sobie pytanie, co jest z tobą nie tak? Dlaczego nie jesteś bardziej warta tego, by twój chłopak ci się oświadczył? Ja dostaję propozycje zaręczyn cały czas. To nie jest takie trudne”.
Oczy o mało nie wyskoczyły mi z orbit. Czy ona naprawdę właśnie wypowiedziała do mnie te słowa?
„Potrzebuję chusteczki” – powiedziała Chloe i otworzyła mój schowek. Oczy nas obu powędrowały prosto na pierścionek, który właśnie tam włożyłam. Zaczerpnęła powietrza.
„To musi mieć co najmniej dziesięć karatów!” – Wyciągnęła go. „Skąd to się tu wzięło?”
Serce zamarło mi w piersi. Wyglądało na to, że Chloe właśnie znalazła kolejną rzecz, którą zamierzała mi odebrać.
















