Przed ślubem powiedział: „Nasze małżeństwo to tylko umowa na papierze. Prywatnie nie mamy ze sobą nic wspólnego”. Po ślubie, ilekroć wpadała w kłopoty, pomagał jej. Kiedy ją gnębiono, chronił ją. Ona przestrzegała umowy i ukrywała fakt, że są małżeństwem, ale on ogłosił światu, że jest jego żoną. Kiedy potajemnie znów wślizgnął się do łóżka, Susan zdenerwowała się. „Czego właściwie chcesz?” Przyjął niewinny wygląd, błagając: „Proszę, przytul mnie. Proszę, pocałuj mnie. Proszę…” Stojąc twarzą w twarz z tym nieuczciwym dyrektorem generalnym, Susan mogła tylko przyznać się do porażki. Dopiero wiele lat później zdała sobie sprawę, że kochał ją od bardzo dawna.

Pierwszy Rozdział

Ciężki deszcz spowijał ciemną noc jak rozlana czarna farba. Błyskawica rozdarła nocne niebo, oświetlając bladą twarz. Susan Shelby trzymała mocno parasol, nerwowo spoglądając w dal. Julian obiecał jej, że dziś wróci do domu, ale była już dziesiąta, a jego wciąż nie było. Czyżby znowu nie dotrzymał słowa? Susan zacisnęła dłoń na parasolu, a w jej oczach pojawił się błysk bezradności. Nagle w oddali pojawiło się jasne światło. Luksusowy samochód, zdawało się, zlewający się z ciemną nocą. Julian! To samochód Juliana. Susan podbiegła podekscytowana. Pisk! Gdy samochód się zatrzymał, połowa ubrania Susan była przemoczona przez chlapiącą wodę. Mimo to nie zwracała na to uwagi, radośnie mówiąc: "Julianie, ty..." "Idiotko, nie wiesz, jak się schować?" Zanim zdążyła skończyć, z samochodu wysiadł rozzłoszczony mężczyzna. Mężczyzna miał wyraziste rysy twarzy, a między brwiami malował się trudny do opisania cień złowrogości. W tej chwili jego kruczoczarne oczy wbiły się w Susan, której mokre ubranie opinało sylwetkę ciała, z groźnym błyskiem. "Ja..." Susan była lekko zaniepokojona nagłym wybuchem złości mężczyzny. Mężczyzną, który stał przed nią, był Julian Shaw. Był jej mężem i panem, który kontrolował jej los. Patrząc na Susan, która drżała ze strachu, Julian powstrzymał gniew i stłumił ton, pytając: "Dlaczego tu stoisz? Żeby nas okryć hańbą?" Po tych słowach wszedł do środka. "Dobrze," odpowiedziała Susan w panice, "Ja... ja wzięłam dla ciebie parasol." "Nie trzeba było. Wystarczy, że dbasz o siebie." W głosie Juliana pobrzmiewała nuta sarkazmu. Powiesił przemoczoną deszczem marynarkę. Następnie zdjął krawat i rozpiął dwa guziki mankietów. Potem spojrzał na nią niecierpliwie. "Mów! Po co kazałaś mi wracać do domu?" "Ty... nie było cię w domu od pół miesiąca," odpowiedziała cicho Susan, "Jesteśmy mężem i żoną. Lepiej, żebyś wracał do domu." Spojrzenie Juliana pociemniało i spojrzał na Susan z niewypowiedzianym oczekiwaniem w sercu, unosząc brwi. "Kobieto, chyba... nie tęsknisz za mną, prawda? Czyżbyś się we mnie zakochała? Nie możesz być aż tak głupia." "Nie, nie o to chodzi." Susan skręcała ręce. Związek między nią a Julianem Shaw był od początku jedynie transakcją. Miłość była po prostu niemożliwym słowem, o którym nie śmiała nawet myśleć. Szybkie zaprzeczenie Susan natychmiast wywołało u Juliana ponury nastrój. "Więc po co chcesz, żebym wracał do domu?" Jego głos znów stał się zimny. Susan spięła się, mocno ściskając brzeg ubrania. "Ja... ja..." "Jeśli nie ma nic, wychodzę." Julian wyglądał na lekko zirytowanego. "Nie chcę marnować na ciebie mojego fascynującego życia nocnego. A ty się przebierz i idź spać." Zdrowie tej kobiety i tak było słabe, a mimo to nie przebrała się, chociaż była cała mokra. Co za idiotka! Bez wahania Julian odwrócił się, żeby wyjść. Kiedy doszedł do wejścia, zza jego pleców dobiegł drżący głos. "Julianie, p-poczekaj." "Czego znowu chcesz?" Julian odwrócił się poirytowany. Wtedy jego źrenice nagle się zwęziły. Ręce Susan trzęsły się, gdy rozpinała ubranie. "Kobieto, czy ty wiesz, co robisz?" Susan powiedziała drżącym głosem: "Wiem. My... jesteśmy mężem i żoną. Jesteśmy małżeństwem od roku, więc powinniśmy..." Julian przestał słuchać. Podszedł, podniósł ją i ruszył w stronę sypialni. Oparta o jego ramię Susan westchnęła z ulgą. W ten sposób mogła spełnić to, czego chciała jej teściowa, a opłaty za leczenie jej starszego brata byłyby zabezpieczone. Bang! Susan została rzucona na łóżko, przygotowana na to, co miało nastąpić. Ale dlaczego… Jej serce wciąż bolało. Osoba, która kiedyś obiecała, że będą razem na zawsze, zaręczyła się teraz z kimś innym. Ona sama również miała teraz męża, więc poprzednia obietnica nigdy się nie spełniła. Susan wzięła głęboki oddech. To ona nie potrafiła uwolnić się od poprzedniego związku, ale teraz powinna. Nie miała jednak pojęcia, dlaczego czuła się tak opuszczona. W jej oczach zebrały się łzy i kilka kropel mimowolnie spłynęło po policzkach. Natychmiast uczucie ucisku zniknęło. Otworzyła oczy i zobaczyła Juliana, który patrzył na nią chłodno, a jego oczy płonęły gniewem. "Płaczesz?" Złapał ją za kołnierz. "Znowu myślisz o Luku Jenkinsie?" "Ja..." Imię z dna serca Susan zostało ujawnione. Potem gorączkowo krzyknęła: "Ja tylko... tylko..." "Tylko co?" Julian zakpił: "Czy nie zapominasz, że Luke, o którym myślisz, ma narzeczoną i wkrótce się pobierają!" "Wiem!" Susan lekko zadrżała. "Związek między mną a nim to przeszłość i to nie tak, że ja coś robię!" "Tak, nic nie robisz. Po prostu cały dzień myślisz o kimś innym, będąc panią Shaw." Susan spojrzała na niego ze strachem w oczach. Niewytłumaczalny przypływ podniecenia przeszył serce Juliana, gdy patrzył na nią, przypominającą przestraszonego króliczka. Odwrócił się i prychnął. "Zapomnij o tym. Mam coś do zrobienia. Ja..." "Julianie." Zaniepokojona Susan nagle objęła go od tyłu. "Możesz zostać na noc?" Jej lodowate dłonie zdawały się palić.