Gdy tylko Lisa i Alfred weszli do jego pokoju, dziewczyna odwróciła się do niego, zamierzając podziękować za ocalenie jej przed tym potworem, ale Alfred uciął jej słowa w pół zdania.
– Do stołu tam dalej. Nie kładź się na nim, po prostu odwróć się do mnie tyłem – powiedział Alfred tonem zimnym jak lód. Bez wahania Lisa szybko wykonała polecenie, wciąż drżąc ze strachu po tym, co wydarzyło się przed chwilą w salonie.
Zastanawiała się, jaki los by ją spotkał, gdyby Alfred nie przyszedł jej z odsieczą. Nie potrafiła się nawet obronić. Stała się taka słaba, co było niezwykle bolesne. Dawna Lisa, którą znała, potrafiła bronić się bez względu na wszystko, bo tak nauczyła ją matka, ale w mgnieniu oka wszystko się zmieniło.
Chwyciła się krawędzi stołu, drżąc, i zamknęła oczy. Słychać było jedynie szelest zdejmowanych przez niego ubrań. Podszedł do niej od tyłu i zaczął eksperymentować palcami w jej wnętrzu, dopóki nie stała się wilgotna.
Napierał na nią swoim nabrzmiałym członkiem, wpychając się w nią i rozciągając jej ciało; zacisnęła zęby i kurczowo chwyciła blat stołu.
Wtedy cofnął się i pchnął z całą siłą, wchodząc w nią głęboko, aż do samego końca za jednym razem. Lisa krzyknęła, gdy jej ciało przeszył potworny ból, a jej paznokcie wbiły się w drewno.
Przykrył ją swoim ciałem i zaczął w nią uderzać z pełną mocą. Stół zagrzechotał, a jej ciałem wstrząsała siła jego pchnięć.
Jedną ręką przyciskał jej biodra, a drugą wplótł w jej włosy i pociągnął tak mocno, że aż jęknęła.
Wyjął dłoń z jej włosów, przesunął ją na jej piersi i ścisnął sutki tak boleśnie, że wybuchnęła płaczem. Ból przeszywał ją przy każdym jego szorstkim, nieustannym pchnięciu.
Zacisnęła usta, próbując powstrzymać się od głośnego krzyku. Wtedy jednak zauważyła coś dziwnego – znów się powstrzymywał. Zastanawiała się dlaczego, ale szybko odrzuciła tę myśl.
Nie wiedziała jak, ale ból zaczął ustępować w miarę jak kontynuował. Oczywiście wciąż bolało, ale nie tak bardzo jak poprzedniej nocy.
Nagle wysunął się z niej całkowicie, odszedł i wyciągnął z szafy jakiś materiał, rzucając go w jej stronę.
– Wynoś się! – warknął i wszedł do łazienki. Podniosła ubranie z podłogi i założyła je. Z wysoko podniesioną głową wyszła z jego pokoju.
Oparła się o ścianę i zamknęła na chwilę oczy, podczas gdy przez jej umysł przelatywały różne myśli. Była po prostu zbyt wdzięczna Alfredowi za uratowanie jej dzisiaj przed tamtym potworem. „Od dziś zrobię wszystko, czego sobie zażyczy, bez wahania” – pomyślała.
Przełknęła ślinę z trudem, kierując się do swojego pokoju. W chwili, gdy miała otworzyć drzwi, te skrzypnęły i ukazała się w nich Ria.
– Hej! – powiedziała Ria, uśmiechając się na widok Lisy. Lisa uniosła brwi, wpatrując się w nią podejrzliwie. Co ona robiła w jej pokoju? I o ile dobrze pamiętała, Ria nigdy się do niej nie uśmiechała, odkąd tu przybyła; zawsze patrzyła na nią z czystą nienawiścią, a teraz nagle się uśmiechała. Minęła ją i weszła do swojego pokoju.
Otrząsnęła się z myśli o Rii. Była zbyt zmęczona, by zaprzątać sobie głowę takimi rzeczami. Przeszła tak wiele w ciągu jednego dnia i musiała odpocząć.
Położyła się na łóżku i zmusiła do snu.
Tymczasem Ria stała przed pokojem Lisy, trzymając dłonie na piersi z zamkniętymi oczami, i wypuściła powietrze, które wstrzymywała od dłuższego czasu.
„Było blisko!” – pomyślała, schodząc na dół do kuchni.
*
Alfred stał przed lustrem w łazience, wpatrując się w blizny na swojej klatce piersiowej. Wspomnienia o tym, jak ojciec Lisy, pan Cranston, traktował go, gdy był młody, napłynęły do jego głowy.
Pamiętał, jak Cranston rozkazał swoim ochroniarzom przywiązać go do samochodu i kazał im jechać, ciągnąc go po drodze, przez co tarzał się po ziemi. Pamiętał, jak bardzo krwawił i jak stracił przytomność tamtego dnia; myślał, że umrze, ale przeżył. Przeszedł tak wiele w młodym wieku i zastanawiał się, jak w ogóle przetrwał.
Zmarszczył brwi, dotykając blizn na brzuchu. Jego grymas pogłębił się na myśl o wszystkim, co go spotkało. Zacisnął pięść i jęknął. Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Obwiązał ręcznik wokół bioder i wyszedł z łazienki do sypialni. Wyjął szorty z szafy, założył je i stanął przed lustrem toaletki. Po chwili pukanie rozległo się ponownie.
– Wejść – mruknął swoim zwykłym, zimnym głosem, a drzwi skrzypnęły, ukazując kobietę żującą gumę, ubraną w czerwoną, dopasowaną suknię, która kończyła się powyżej ud i zakrywała zaledwie jej sutki. Wyglądała na prawie nagą. Prawie.
– Więc wszechmogący Alfred Kings zdecydował się wezwać mnie z powrotem po tym wszystkim. Domyślam się, że twoja nowa nałożnica nie radzi sobie najlepiej – mruknęła powoli, zamykając za sobą drzwi i podchodząc do Alfreda stojącego przed lustrem. Alfred skrzywił się na jej słowa.
Objęła go od tyłu, a następnie przesunęła się przed niego w uwodzicielski sposób. Usiadła na toaletce z szeroko rozstawionymi nogami, odsłaniając łechtaczkę. Nie miała na sobie nic pod sukienką. Uśmiechnęła się figlarnie, żując gumę jak profesjonalna dziwka, którą zresztą była.
– I tak spodziewałam się twojego telefonu. Tęskniłam za tobą tak bardzo i wiem, że ty też tęskniłeś – mruknęła, przesuwając palcami po jego nagiej klatce piersiowej w dół, ku jego podbrzuszu, ale Alfred szybko chwycił jej dłonie.
– Wiesz, jak bardzo gardzę kobietami żującymi gumę – mruknął Alfred lodowatym tonem, patrząc na nią z obrzydzeniem. Poczuła zimny dreszcz przebiegający po plecach na widok jego przerażającego spojrzenia, ale szybko się opanowała.
– Dobra, wyrzucę ją – przewróciła oczami żartobliwie, wyjęła gumę z ust i rzuciła ją na stół.
Alfred puścił jej ręce i odsunął się od niej. Usiadł na kanapie obok łóżka, wpatrując się w nią. – Powinnaś już wiedzieć, co robić – mruknął, a ona uśmiechnęła się z wyższością; w ciągu kilku sekund jej ubrania leżały już na podłodze. Stała teraz przed nim zupełnie naga.
Przygryzła wargę uwodzicielsko, podchodząc do Alfreda. Uklękła przed nim, patrząc mu w oczy, jakby czegoś w nich szukała.
Nazywa się Willow Adams i jest osobistą dziwką Alfreda.
















