Miała na sobie ubrania, które dała jej Ria. Kawałek materiału, który tak bardzo odsłaniał jej piersi, zakrywając jedynie sutki i eksponując uda. Tak bardzo nienawidziła ubrań, które nosiła.
W jej pokoju znajdowały się tylko stroje dla służących, brzydkie, gładkie, krótkie spódniczki i skąpe, obcisłe topy, które ledwo zakrywały biust. To, co przyniosła Ria, było jeszcze gorsze.
Biorąc lekki oddech na znak poddania, założyła to, co przyniosła Ria. W żadnym wypadku nie chciała kolejnego bólu ani kary. Będzie ich unikać, jeśli tylko zdoła.
Kara, którą otrzymała dzisiaj od Rii, była wystarczająca i nie chciała kolejnej od swojego pana, ponieważ jej ciało już bolało jak diabli. Kiedy była w kuchni, próbując umyć naczynia, przez pomyłkę stłukła jedno z nich, a w zamian Ria ją spoliczkowała.
Stała przed lustrem, wpatrując się w swoje odbicie. Właśnie wtedy jej wzrok powędrował w stronę zegara ściennego i zobaczyła, że jest spóźniona o 3 minuty. Ria powiedziała jej, że pan chce ją widzieć w swoim pokoju za 3 minuty, a ona spędziła już 6 minut w swoim.
– O Boże!! Nie żyję – mruknęła i wyszła ze swojego pokoju, kierując się do sypialni Alfreda. W ułamku sekundy zobaczyła samą siebie stojącą przed drzwiami jego pokoju. Czuła taki strach. Kazał jej przyjść do siebie na trzy minuty, a ona się spóźniła.
Właśnie wtedy zapukała delikatnie do drzwi i usłyszała cichy głos: „Wejść”. Na dźwięk tego głosu poczuła zimny dreszcz przebiegający po nogach.
Wszedła do środka i zastała Alfreda siedzącego na kanapie w rogu pokoju, trzymającego w rękach coś, co wyglądało na teczkę biurową. Widziała swojego ojca z tego rodzaju teczkami tyle razy, kiedy żył; pytała go wtedy, co zawierają, a on odpowiadał, że ważne informacje o... Bardzo tęskni za ojcem i żałuje, że nie żyje.
Alfred upuścił teczkę, którą trzymał w dłoniach, wstał z kanapy i ruszył w stronę Lisy, która teraz drżała ze strachu.
– Powiedziałem. Trzy. Minuty. Liso. Trzy minuty – warknął gniewnie.
– Ja... ja...
– Klękaj – powiedział rozkazującym tonem. Zawahała się, a to wahanie ją kosztowało.
Jego dłonie zacisnęły się na jej szyi i przygwoździł ją do ściany, podduszając. Krzyknęła z bólu. Łzy piekły ją w oczy, a kolana opadły na ziemię; jego ręce wciąż spoczywały na jej szyi. Wpatrywała się wściekle w jego oczy.
– Widzę, jak bardzo kochasz być karana, Liso – głos miał cichy, bardziej przypominający szept, a jednak śmiertelnie groźny. Kontynuował: – To, czego żądasz, jest tym, co otrzymujesz w zamian. – Pochylił się, wciąż trzymając ją za szyję. Wbił swoje ostre, długie paznokcie w jej skórę, sprawiając, że zaczęła krwawić.
Zamarła, czując krew powoli kapiącą z jej szyi.
– P...proszę p...panie, przepraszam, przepraszam, proszę – wykrzyczała, gdy ból przeszył ją na wskroś. Po prostu nie mogła już znieść tego bólu, był zbyt silny.
Nawet nie mrugnął okiem.
– Kiedy mówię ci, żebyś klękała, klękasz natychmiast. Masz wykonywać moje polecenia, Liso, i robić wszystko, co powiem. Czy wyrażam się jasno?
– Tak, panie.
Wciąż wbijając paznokcie w jej szyję, wpatrywał się w nią z czystą nienawiścią.
– Następnym razem, gdy mi się sprzeciwisz, będę cię karał, dopóki nie będziesz błagać o śmierć.
– Tak, panie – mruknęła, czując palący ból. Zabrał ręce z jej szyi i odwrócił się od niej. Lisa, czując ogromne cierpienie, przyłożyła dłonie do szyi, wciąż klęcząc. Ból był po prostu zbyt wielki, jej szyja i kolana bolały tak bardzo.
Próbowała wstać z ziemi, ale Alfred błyskawicznie się odwrócił i uderzył ją mocno w policzek. Wypluła krew i przyłożyła lewą dłoń do lewego policzka, który piekł jak diabli.
– Wstaniesz tylko wtedy, kiedy ja tak powiem! – warknął.
Łzy, które Lisa powstrzymywała od dawna, w końcu popłynęły. Wpatrując się w Alfreda z nienawiścią w oczach, zastanawiała się, jaką zbrodnię popełniła, że on tak bardzo jej nienawidzi i traktuje jak zwierzę. Co zrobił jej ojciec? Jaka była jego zbrodnia, że ona teraz cierpi? Czy bycie córką swojego ojca to przestępstwo? Po prostu musiała już znać prawdę. To było frustrujące i gdy nie mogła się już powstrzymać, odezwała się z udręką:
– Jaka była zbrodnia mojego ojca? Dlaczego po prostu tego nie powiesz? – wykrzyczała, a wtedy Alfred posłał jej jedno z tych morderczych spojrzeń. Zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła. Właśnie odezwała się niegrzecznie do swojego pana. Och, miała ochotę zapaść się pod ziemię w tamtym momencie. Nagle zamknęła oczy, czekając na kolejną karę, jaką jej wymierzy za odezwanie się do niego w ten sposób, ale ku jej zaskoczeniu, uśmiechnął się diabolicznie.
On po prostu uwielbia widzieć Lisę w tak wielkim bólu, sprawia mu to ogromną przyjemność.
– Nie waż się odzywać do mnie w ten sposób. Tym razem ci daruję, ale nie następnym – powiedział swoim spokojnym, lecz śmiertelnie groźnym głosem. Lisa natychmiast się uspokoiła, czując nienawiść w jego głosie. Szybko otworzyła oczy i spuściła głowę.
– Tak, panie – mruknęła.
Alfred odsunął się od niej i usiadł z powrotem na kanapie.
– Wstań i rozbierz się. – Dwa słowa, jeden rozkaz. Bez wahania Lisa wstała i zdjęła ubranie, czekając na jego kolejne polecenie.
– Teraz do stołu tam, nie kładź się na nim, po prostu odwróć się tyłem – rozkazał cichym głosem, a jego wyraz twarzy pociemniał. Lisa szybko zrobiła to, co powiedział.
Drżąc z adrenaliny po tym, co przed chwilą wydarzyło się w pokoju, chwyciła się stołu, dygocząc, i zamknęła oczy.
Padszedł do niej od tyłu i eksperymentalnie wprowadził palec w jej wnętrze, sprawiając, że stała się wilgotna.
Nigdy nie zdejmował ubrania, a ona była odwrócona do niego tyłem. Nie mogła widzieć jego erekcji ani żadnej części jego ciała.
Zaczął w nią napierać, rozciągając ją; zgrzytnęła zębami i zacisnęła dłonie na stole. Potem cofnął się i pchnął w nią, wchodząc bardzo głęboko za jednym razem i dochodząc do samego końca. Lisa krzyknęła, gdy jej ciało zabolało dotkliwie, i wbiła paznokcie w blat stołu.
Przykrył ją swoim ciałem i zaczął w nią wbijać się z wysiłkiem. Stół się trząsł, a jej ciało wibrowało od siły jego pchnięć.
Jedną ręką przyciskał jej biodra, drugą wplótł w jej włosy. Zamknęła oczy, psychicznie przygotowując się na ból, jaki poczuje, gdy szarpnie ją za włosy.
Ale tego nie zrobił; trzymał jej blond włosy mocno, nie ciągnąc, podczas gdy jego ciało uderzało o jej, biorąc ją głębokimi pchnięciami. Puścił jej włosy i wsunął dłonie na jej piersi. Chwycił jej sutki i ścisnął je w sposób niemal bolesny. Niemal.
Zmienił kąt pchnięć, wchodząc w nią głębiej. Nie wydawał z siebie dźwięku, słychać było tylko jej krzyki i odgłos skóry uderzającej o skórę. Znowu się powstrzymywał; ona tego nie widziała, ale to czuła. Nagle wysunął się z niej.
– Wynoś się – warknął i wszedł do łazienki, zanim zdążyła powiedzieć choć słowo.
















