Lisa podeszła do swojej szafy, szukając najprzyzwoitszego ubrania. Te, które do tej pory widziała, były tak nieprzyzwoite, że gdyby je założyła, ledwo zakryłyby jej piersi i uda. Westchnęła, gdy w końcu znalazła jedno: parę niebieskich dżinsów i prosty czerwony krótki top.
Wpatrywała się w ubrania w swoich rękach i z wahaniem je założyła. Stanęła przed lustrem i spojrzała na siebie. Spodnie, które miała na sobie, podkreślały wszystkie jej krągłości, co sprawiało, że czuła się niekomfortowo. Nie było innych przyzwoitych ubrań poza tymi, które ma na sobie teraz.
Zagryzła wargi, gdy jej wzrok padł na zegar ścienny. Alfred kazał jej przyjść na dół za pięć minut [błąd w oryginale: wcześniej było 3 minuty], a teraz jest spóźniona o 5 minut. O mój Boże!! Nie żyję! Pomyślała, zakładając kapcie i wybiegając z pokoju na dół.
– Panie! – zawołała do Alfreda, gdy tylko zeszła na dół. Alfred, który siedział, ubrany w czarny garnitur, z drogim złotym zegarkiem wartym miliony dolarów na nadgarstku, wyglądał przystojnie jak zawsze. Wstał, a jego oczy były pełne gniewu, gdy wpatrywał się w nią z obrzydzeniem. Dlaczego ona czerpie taką przyjemność z nieposłuszeństwa wobec jego rozkazów? Czy to dlatego, że uwielbia być karana? Alfred pomyślał, wpatrując się w Lisę z nienawiścią w oczach, po czym w końcu przemówił.
– Powiedziałem trzy minuty, Liso – rzekł głosem bardziej śmiercionośnym niż kiedykolwiek, a zimny dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie.
– Ja... przepraszam, panie – powiedziała, patrząc mu w oczy. Oboje wpatrywali się w siebie z nienawiścią.
Lisa szybko zamknęła oczy i spuściła głowę; znała konsekwencje patrzenia mu prosto w oczy. Czekała, aż ją uderzy albo ukarze, ale tego nie zrobił. Jedyne, co robił, to wpatrywał się w nią oczami pełnymi odrazy. Miał ochotę udusić ją w tamtym momencie, chciał, żeby była martwa, ponieważ tak bardzo go brzydziła i przypominała mu o wszystkim, co jej ojciec zrobił jemu i jego rodzinie. Ale nie, nie teraz; musiał sprawić, by zapłaciła za wszystko, co zrobił jej ojciec. Chce, by cierpiała, dopóki nie będzie błagać o śmierć.
Minuty mijały, a Alfred nic nie mówił. Lisa, zaciekawiona, dlaczego jej nie uderzył, otworzyła oczy i podniosła głowę. Jej oczy napotkały najbardziej zabójcze spojrzenie i najpiękniejszą parę oczu na świecie.
Niemal zatracona w jego oczach, spuściła głowę i przełknęła ślinę z trudem, czekając, aż uderzy ją tak, jak zwykle to robił. Zamknęła oczy ponownie, tym razem mocniej, psychicznie przygotowana na ból, który miała otrzymać.
Alfred spojrzał na swój zegarek i zauważył, że spóźnił się do biura przez tę swoją niewolnicę. Zamierzał ją ukarać, nie teraz, ale po powrocie. Miał ważne sprawy do załatwienia w firmie. Od dnia, w którym opuścił posiedzenie zarządu, nie był w firmie.
Planował zabrać Lisę ze sobą do firmy, ale potem przemyślał to drugi raz; nie zabierze jej, a powód był znany tylko jemu.
– Wynoś się – powiedział głosem mrożącym krew w żyłach, popchnął ją na ziemię, a potem przeszedł obok niej.
Lisa jęknęła z bólu, upadając na podłogę. Ból przeszył ją na wskroś, łzy piekły w oczy, ale nie, nie zamierzała płakać, jest silniejsza niż to, pomyślała, mrugając, by powstrzymać łzy.
Wstała z ziemi i nie spędzając tam ani sekundy dłużej, wyszła z salonu i udała się do swojego pokoju.
Gdy tylko dotarła do siebie, westchnęła cicho i usiadła na łóżku; różne myśli przebiegały jej przez głowę. Jeszcze kilka dni temu była księżniczką mamusi, pamiętała, jak nikt nie ważył się odezwać do niej niegrzecznie ani źle jej traktować, ale dzisiaj jest niewolnicą kłaniającą się u czyichś stóp, nie byle kogo, ale u stóp swojego pana. Och, życie jest tak niesprawiedliwe, pomyślała, gdy łzy groziły wylaniem się z jej oczu w tej chwili.
Właśnie wtedy drzwi otworzyły się gwałtownie, ukazując Rię. Czy ten dzień może być jeszcze lepszy? Pomyślała Lisa.
*********************
*********************
Czarne Lamborghini z piskiem opon zatrzymało się przed firmą architektoniczną Kinga. To jedna z największych firm architektonicznych na świecie. Ochroniarze natychmiast otoczyli samochód, a pracowników można było zobaczyć biegających w popłochu, upewniając się, że wszystko jest w porządku. Czego oczekiwać? Ich szef przyjechał i musieli być pewni, że wszystko jest na swoim miejscu.
Ochroniarz otworzył drzwi i wysiadła z nich wysoka postać w czarnym garniturze i okularach przeciwsłonecznych.
– Prezes przyjechał... O mój Boże!! On tu jest... Najprzystojniejszy facet, jakiego kiedykolwiek widziałam, jest tutaj. O Boże!! Czuję, jak serce bije mi tak szybko!! Tak bardzo za nim tęskniłam – szeptały między sobą pracownice. Nie przychodził do biura od dnia, w którym wybiegł z posiedzenia zarządu, a teraz znowu tu jest, wyglądając przystojnie jak zawsze.
Wszyscy strażnicy i pracownicy schylili głowy, gdy przechodził obok nich.
– Witamy, panie Alfredzie – powiedział jego sekretarz i skłonił się, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi.
Alfred wszedł do windy prowadzącej do jego gabinetu, który wyglądał na pięknie udekorowany. Westchnął cicho; jak bardzo tęsknił za tym biurem. To było jedyne miejsce, w którym czuł spokój. Podszedł do swojego fotela i usiadł na nim. Nagle usłyszał pukanie do drzwi.
– Wejść – powiedział chłodno, a jego sekretarz wszedł, trzymając w rękach stosy teczek. Odkąd Andrew wyjechał z Babcią Teresą z kraju, Liam, sekretarz Alfreda, wykonywał pracę zarówno sekretarza, jak i osobistego asystenta.
– Proszę pana, pan Connor przyszedł się z panem zobaczyć – powiedział sekretarz, wyglądając na bardziej zmęczonego niż kiedykolwiek. Pracował cały dzień bez wytchnienia i potrzebował odpoczynku.
– Powiedz mu, żeby wszedł, a te teczki rzuć tam na podłogę, sam zajrzę do nich później. Możesz wyjść – powiedział Alfred beznamiętnie, a jego sekretarz otworzył usta szeroko ze szczęścia.
– Dziękuję, panie – powiedział, upuścił teczki na ziemię i wyszedł z biura. Właśnie wtedy weszła potężna postać trzymająca w rękach aktówkę.
– Witaj, Connorze – powiedział Alfred, ściskając mu dłoń, a Connor posłał mu mały uśmiech. Pan Connor jest prawnikiem Alfreda.
– Możesz usiąść – rzekł Alfred, a tamten skinął głową, zanim usiadł.
– Przejdźmy od razu do interesów – powiedział Alfred, a Connor prychnął, po czym otworzył aktówkę, wyjął jakieś papiery i podał je Alfredowi.
– To są papiery firm i rezydencji Cranstona – powiedział Connor, uśmiechając się do Alfreda, który analizował dokumenty. Powinien być szczęśliwy, ponieważ te nieruchomości były własnością jego ojca i odzyskał je, ale nie, nie był szczęśliwy. Chciał czegoś więcej niż tych nieruchomości, chciał tylko, by Lisa zapłaciła za zbrodnię swojego ojca.
– Jesteś pewien, że to kompletne dokumenty? – zapytał Alfred, rzucając papiery na biurko, a Connor przytaknął. Właśnie wtedy Alfred usłyszał dzwonek swojego telefonu, sprawdził identyfikator dzwoniącego i zobaczył, że to jego śledczy, Stone.
– Halo, szefie.
– Czy ciało zostało już znalezione? – zapytał Alfred.
Po tym, jak Lisa została zabrana, Alfred zażądał jej matki, ale Damon powiedział mu, że ją zabił. Wtedy Alfred wysłał swoich strażników, by przynieśli mu zwłoki – chciał mieć pewność, że nie żyje – ale ku ich wielkiemu zaskoczeniu, gdy dotarli na miejsce, nie znaleźli ciała. Zniknęło.
– Nie, szefie, ale znaleźliśmy coś innego, co może być przydatne.
Ciąg dalszy nastąpi
















