Znów nastał ranek, a ściślej mówiąc kolejny dzień.
Pierwszy promień porannego słońca wpadł przez okno prosto w oczy Lisy. Jęknęła cicho i chciała przewrócić się na drugi bok łóżka, gdy poczuła, że leży na ciele Alfreda.
– O mój Boże! – mruknęła cicho i szybko wstała z jego ciała. Na szczęście spał głęboko. Szybko wyszła z pokoju.
Oparła się plecami o ścianę i położyła dłonie na piersi, czując, jak
















