Rozmawiał z kimś przez telefon. Ten głos rozpoznałaby wszędzie, nawet w swoich snach. To był on, Alfred Kings, jej największy koszmar. Był tutaj.
Lisa przełknęła ślinę i cofnęła się nieco. Czuła potworny strach i modliła się w duchu, by się nie odwrócił i jej nie zobaczył.
– Chodźmy, Martho – powiedziała Lisa niemal szeptem, gdy ogarnęło ją przerażenie. Strach przed powrotem do niego jako niewolni
















