Nazywa się Willow Adams, jest byłą striptizerką i dziwką Alfreda. Alfred uratował jej życie w klubie, a w zamian ona poprzysięgła spłacić dług, będąc jego... Cóż, ostatnim razem, gdy Willow tu była, mieli pewne spięcie i wyszła wściekła, obiecując, że nigdy nie wróci, dopóki on sam jej nie wezwie. Była zaskoczona, że Alfred kazał jednemu ze swoich ochroniarzy zadzwonić po nią i odebrać ją z domu.
Po tym, jak zadowoliła go ustami i uprawiali seks, Alfred wstał z łóżka, ubrał się i usiadł na kanapie, wpatrując się w telefon, jakby między nim a Willow przed chwilą nic nie zaszło.
Willow prychnęła na tę myśl. Nie było to dla niej nic nowego; Alfred zawsze traktował ją z takim chłodem.
Wstała z łóżka, podniosła sukienkę z podłogi i założyła ją.
Gdy już się ubrała, Alfred wstał, podszedł do szafy, otworzył ją, wyciągnął kilka plików pieniędzy i rzucił je w stronę Willow.
– Wynoś się – powiedział i wrócił na kanapę, na której siedział ze swoim laptopem.
– Jest już północ, nie mogę wrócić do domu – przerwała, patrząc na Alfreda, który nie zwracał na nią uwagi. Przewróciła oczami i kontynuowała. – Czy to możliwe, abym spędziła noc tutaj, w twoim pokoju? Tylko dzisiaj, proszę – wydęła wargi, ale Alfred ani jej nie słuchał, ani na nią nie patrzył, co bardzo ją rozzłościło.
– Willow, wynoś się! – odezwał się, a ona jęknęła w duchu. Nigdy nie nabierał się na jej sztuczki. Zawsze pragnęła spać w jego łóżku obok niego, ale wyglądało na to, że jej marzenia były niemożliwe do spełnienia i nigdy się nie ziszczą. Schyliła się, założyła buty i podniosła pliki pieniędzy z podłogi. W chwili, gdy miała wyjść, zatrzymała się i odwróciła do niego.
– Słyszałam, że powiedziałeś panu Hectorowi, że nie będziesz z nim współpracować z powodu twojej nowej niewolnicy – odezwała się, ale on nadal nie poświęcał jej ani odrobiny uwagi, co doprowadzało ją do szału.
– Myślałam, że jej nienawidzisz? To partnerstwo z firmą pana Hectora byłoby wielkim sukcesem dla twojej firmy, ale odrzuciłeś je z jej powodu! Dlaczego? – zapytała. Wiedziała o Alfredzie prawie wszystko, ponieważ Andrew, najlepszy przyjaciel Alfreda, opowiedział jej o wszystkim, co przeszedł w przeszłości z rąk rodziny Cranstonów, i musiała przyznać, że przeszedł piekło w młodym wieku. „Domyślam się, że to dlatego jest taki zimny, ale dlaczego nie traktuje córki Cranstona tak, jak powinna być traktowana, jak niewolnicy?” – pomyślała.
Odłożył laptopa na kanapę i wstał. – Wynoś się! – powiedział i miał zamiar wejść do łazienki, ale zatrzymał się natychmiast, gdy dodała:
– Mam nadzieję, że pamiętasz, jak jej ojciec zabił twoich rodziców i traktował cię bez litości.
Alfred nie był zaskoczony, że wiedziała o nim wszystko, a to wszystko dzięki tej gaduły, Andrew. Nie zaszczycając jej kolejnym spojrzeniem, wszedł do łazienki.
Prychnęła i wściekła wyszła z pokoju.
*
Nastał ranek, kolejny nowy dzień. Lisa spała jeszcze spokojnie na łóżku, gdy nagle usłyszała głośny huk i gwałtownie zerwała się ze snu.
Usłyszała huk ponownie – to było uderzenie w jej drzwi. – Już idę – mruknęła, przecierając dłońmi zaspane oczy. Zamknęła drzwi na klucz zeszłej nocy. Wstała z łóżka i miała zamiar otworzyć, gdy drzwi otworzyły się z trzaskiem, ukazując pięciu potężnych mężczyzn w czerni. Wyważyli drzwi.
Cofnęła się nieco, wyglądając na przerażoną bardziej niż kiedykolwiek. Czterech mężczyzn weszło do środka, a ona cofnęła się jeszcze bardziej. Rozpoznała ich, to byli ochroniarze Alfreda. Co robili w jej pokoju o tej porze? Jaką zbrodnię popełniła tym razem? – pomyślała z lękiem.
Czyjaś ręka chwyciła ją, wyrywając z zamyślenia. To był jeden z ochroniarzy. – Puść mnie! – krzyknęła, gdy przerzucił ją sobie przez ramię, wynosząc z pokoju na dół. – Postaw mnie! – krzyczała dalej, uderzając go w plecy.
Gdy tylko zeszli na dół, rzucił ją brutalnie na ziemię, a ona jęknęła z bólu. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy ból przeszył jej ciało.
Podniosła głowę i jej wzrok napotkał najzimniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziała. Szybko odwróciła wzrok w bok i zobaczyła Rię oraz Mię stojące ze spuszczonymi głowami. Spojrzała z powrotem na Alfreda, który wpatrywał się w nią zimnym wzrokiem, z twarzą pozbawioną wyrazu. Zastanawiała się, co się dzieje.
Nagle usłyszała głos z tyłu: – Proszę pana, znaleźliśmy to w jej pokoju.
W jej pokoju? Co takiego znaleźli w jej pokoju? Zapytała w myślach, podczas gdy ona i Alfred patrzyli na siebie z nienawiścią.
– Przynieś to tutaj! – rozkazał Alfred, a jeden z ochroniarzy podszedł do niego i wyciągnął jego złoty zegarek.
Alfred wpatrywał się w zegarek, a potem w Lisę, która wyglądała na zdezorientowaną. Nie wiedziała, co się dzieje.
– Nienawidzę złodziei, Liso. Nienawidzę złodziei – mruknął Alfred przerażającym tonem, który posłał zimny dreszcz wzdłuż kręgosłupa Lisy. Szybko odwróciła od niego wzrok, gdy wstał z kanapy.
To? Chwileczkę, czy on sugerował, że ukradła jego zegarek? – pomyślała, gdy Alfred szarpnął ją za włosy i uderzył tak mocno w twarz, że z nosa poleciała jej krew.
Łzy napłynęły jej do oczu i z bólu wykrztusiła: – Nic nie ukradłam! – krzyknęła, patrząc na Alfreda z nienawiścią w oczach.
– Więc dlaczego znaleźli to w twoim pokoju? – zapytał, a w głowie Lisy nastała pustka. Jak zegarek znalazł się w jej pokoju? Wtedy jej wzrok przesunął się na Rię, która uśmiechała się do niej diabelsko. Przypomniała sobie, że widziała Rię wychodzącą z jej pokoju zeszłej nocy.
Łzy, które powstrzymywała od dłuższego czasu, w końcu popłynęły, gdy wpatrywała się w Rię. Zastanawiała się, dlaczego ta tak bardzo jej nienawidzi.
– Zabierzcie ją do celi i zamknijcie na trzy dni, bez jedzenia i wody.
















