Wujek Damon siedzi w klubie na długiej kanapie, otoczony różnymi dziewczynami, które go pieściły. Jego przyjaciele siedzą blisko niego, a dziewczyny im również świadczą usługi.
Po tym, jak sprzedał Lisę za miliony, ostatecznie stał się milionerem, przynajmniej na razie.
– Damon, wciąż nam nie powiedziałeś, jak zostałeś milionerem z dnia na dzień – rzekł jeden z jego przyjaciół, pijąc ze szklanki pełnej alkoholu. Damon uśmiechnął się złośliwie, patrząc na swoich towarzyszy. Nie chcieliby wiedzieć, jak stał się bogaczem w jedną noc. Gdyby wiedzieli, że zabił żonę swojego brata, Rebeccę, i sprzedał swoją kuzynkę...
Westchnął, wspominając wszystko, co wydarzyło się do tej pory. Potwór, tym właśnie jestem – zdradził swojego brata i jego rodzinę, i wie, że nigdy mu nie wybaczą, zwłaszcza Lisa, ale mało go to obchodziło. Zastanawiał się, jak Lisa radzi sobie tam, gdzie jest; wiedział, że Alfred nienawidzi jej z wielką pasją i musi ją traktować okropnie. Niemal poczuł dla niej litość. Niemal. Ale potem pomyślał: to nie moja sprawa.
„A pomyśleć, że po tamtej nocy ciało Rebeki zniknęło. Czy to możliwe, że nie umarła i gdzieś żyje? Nie, to niemożliwe, upewnił się, że strzelił jej dwa razy w głowę i zanim wyszedł, była już martwa. To niemożliwe, żeby żyła, ale jeśli okaże się, że żyje, to nie jest dobre i nie skończy się dobrze” – pomyślał w milczeniu.
– Damon, co z tą twoją śliczną kuzynką? Wiesz, mówiłem ci, że bardzo mi się podoba – powiedział jeden z jego pijanych przyjaciół, a Damon posłał mu mordercze spojrzenie.
– Daj spokój, Damon, to nic wielkiego. Nie powinieneś tak na niego patrzeć, to oczywiste, że jest pijany. Poza tym minęło sporo czasu, odkąd widziałem Lisę i jej matkę. Mam nadzieję, że u nich wszystko w porządku? – zapytał inny z jego przyjaciół, a Damon poczuł, jak serce niemal wyskakuje mu z piersi na myśl o zbrodni, o której wie, że ją popełnił.
Przełknął ślinę z trudem, przypominając sobie ostatnie słowa brata przed śmiercią: „Damon, proszę, chroń moją rodzinę i upewnij się, że nie stanie im się krzywda. Jesteś teraz ich ojcem, proszę, chroń je”.
Zdradził swojego brata. Pamiętał, jak Lisa i Rebecca płakały tak bardzo w dniu, w którym odszedł jego brat. To był bolesny moment i od tamtej pory był ich ojcem, ale nagle, ni z tego, ni z owego, zaczął pragnąć większego bogactwa i z tego powodu zdradził swoją rodzinę. Niemal poczuł winę za to, co zrobił, ale potem otrząsnął się z tej myśli.
Nie może czuć winy, poza tym zasłużyli na to, co ich spotkało. Pamiętał, jak brat również go zdradził, kiedy jeszcze żył, i to był jedyny sposób, by się na nim odegrać – krzywdząc jego rodzinę.
*********************
*********************
*********************
Był już wieczór i pan Connor wyszedł. Alfred był wyczerpany pracą i potrzebował przerwy. Ostatnio był tak zestresowany. Westchnął cicho, a potem podniósł dokumenty własności, które leżały obok jego stołu.
Pan Connor miał rację, powinien być szczęśliwy, ponieważ w mgnieniu oka odzyskał w końcu te rzeczy, na które pracował jego ojciec, ale znowu – nie był. Chciał czegoś więcej niż tych papierów. Chciał sprawić, by Lisa cierpiała, dopóki nie będzie błagać o śmierć, i to będzie moment, w którym będzie szczęśliwy.
Wpatrywał się w dokumenty z twarzą pozbawioną wyrazu. Pamiętał, jak ciężko pracował jego ojciec, by zdobyć te nieruchomości. Nawet jeśli był wtedy taki mały, wciąż mógł rozumieć pewne rzeczy, a potem nagle, znikąd, pojawił się człowiek, zabił jego rodzinę i zabrał im wszystko.
Sama myśl o tym sprawiała, że był tak wściekły, iż niemal zgniótł papiery w dłoniach. Niemal. Gniew buzował w jego żyłach; wrzasnął i rzucił papiery na ziemię, gdy wspomnienia o tym, jak zabito jego rodziców, wpadły mu do głowy jak błyskawica.
Pamiętał, jak matka trzymała go tamtej nocy, płacząc tak mocno, błagając mężczyznę, by nie zabijał jego taty, ale on pozostał głuchy na jej płacz i zastrzelił jego ojca, trafiając go trzy razy w głowę i dwa razy w brzuch. Pamiętał, jak mężczyzna powiedział coś w stylu: „Mówiłem ci, że wrócę”; nigdy nie zrozumiał, co powiedział, bo był jeszcze mały.
Po tym, jak zabił jego ojca, wyrwał go z uścisku matki i cisnął nim tak mocno o ziemię, że zapłakał z bólu. Przystawił pistolet do jej czoła, a potem kazał matce rozebrać się do naga. W jego obecności jego matka została zgwałcona; on po prostu nie mógł zrobić nic innego, jak tylko płakać. Był wtedy taki słaby i nienawidził faktu, że był tak słaby.
Musiał zakryć oczy we łzach i słychać było tylko błagania jego matki, ale nagle głos matki ucichł. Otworzył oczy, gdy nie mógł już słyszeć jej krzyków, i ku swojemu największemu zaskoczeniu znalazł matkę leżącą nagą w kałuży jej własnej cholernej krwi, martwą.
Pamiętał, jak pan Cranston go zabrał, jak błagał go, by pomógł jego mamie, ale on pozostał na to głuchy.
– Argh!! – wrzasnął, czując, jak krwawi mu serce. Te wspomnienia były po prostu zbyt traumatyczne. Był niemal na skraju łez. Nie czuł już krwi w żyłach, czuł tylko gniew, ból, nienawiść i zemstę płynącą w jego krwiobiegu.
Właśnie wtedy usłyszał dzwonek swojego telefonu komórkowego. Sprawdził identyfikator dzwoniącego i zobaczył, że to jeden z jego ochroniarzy w domu. Zastanawiał się, dlaczego dzwoni.
Westchnął cicho i odebrał połączenie, przykładając telefon do ucha.
– Proszę pana! Pan Hector jest tutaj – powiedział ochroniarz przez telefon.
– Pan Hector? Co on robił w jego domu? – zastanawiał się w duchu.
– Szefie, czy mamy go wpuścić? – zapytał strażnik.
– Wpuśćcie go, będę tam w mgnieniu oka – powiedział i zakończył rozmowę.
O ile pamiętał, on i Hector nie mieli w planach spotkania w jego rezydencji i nie rozmawiali, odkąd odmówił partnerstwa z nim i jego firmą, a teraz on jest w jego domu.
Pan Hector to miliarder, który jest właścicielem jednej z największych firm architektonicznych w Ameryce, i Alfred bardzo się starał, by zostali partnerami biznesowymi, ale tamten zawsze odrzucał jego propozycje partnerstwa firm. Gdyby pan Hector zgodził się na partnerstwo z firmą architektoniczną Kinga, byłoby to dla niego wielkie osiągnięcie, ale odmówił, a teraz jest w jego domu.
– Czyżby zdecydował się przyjąć propozycję zostania partnerami w interesach? Hmmm, mam taką nadzieję. Muszę teraz wracać do domu – pomyślał, po czym wziął telefon i w pośpiechu wyszedł z biura.
Ciąg dalszy nastąpi
















